Na kolana!

"Klątwa, odcinki z czasu beznadziei E02: Lekcja religii" - reż. Monika Strzępka - Teatr IMKA w Warszawie

Nie tak szybko panie i panowie! Duet Strzępka- Demirski zwalnia tempo w swoim teatralnym serialu. Zamieniając satyrę na katechezę. Tylko krótko i zwięźle! - usłyszałem przed napisaniem recenzji od mojej pierwszej (i często jedynej) czytelniczki. Było już kilka dni po złowieszczej prognozie metereologów. Rzeki zdążyły wystąpić ze swoich brzegów, a media obstawiły podtopiony teren pod kątem relacji z katastrofy.

Analogiczny kataklizm miał czekać również widzów drugiego odcinka "Klątwy". Teatralnego serialu, który Monika Strzępka i Paweł Demirski realizują jednocześnie w Krakowie i Warszawie. Za oknem - woda, na scenie - woda. Na małym ekranie - licytacja na to, kto lepiej zbawi Polskę od wielkiej wody, w teatrze - prezydent mówiący dwoma głosami. Pełna symbioza? Niekoniecznie. Reakcyjny duet nadał "Klątwie" trochę nieoczekiwany kierunek. Tak jak w realu, tak na scenie prawdziwej powodzi nie było. Ale może krótko i zwięźle...

Krótki i zwięzły jest drugi odcinek "Klątwy". Zadziwiająco krótki jak na długie czasowo osiągi, do których przyzwyczaili Strzępka i Demirski. Po obszernym "Don't Mess with Jesus", duet proponuje format bardziej "telewizyjny". Trwającą niewiele ponad półtorej godziny "Lekcję religii". Odcinek, który nie tyle mnoży wątki i postaci, co podtrzymuje atmosferę nerwowego wyczekiwania. Albo to rozbiegówka przed planowanym zwrotem akcji albo rezerwa na czas szukania nowych pomysłów. Pytanie, na jakim etapie twórczym znajduje się obecnie duet. Bo drugi odcinek "Klątwy" trochę cierpi na syndrom zaburzonej koncentracji. Jest jak spotkanie z dawno niewidzianym kolegą, któremu "znowu w życiu nic nie wyszło". Niby zabawia anegdotami, ale tak naprawdę chce wyrzucić z siebie całą gorycz życia. I natychmiast zyskać rozgrzeszenie.

W drugiej odsłonie "Klątwy" sporo jest samoumartwiania się. Już na samym początku Jezus (ciągle święcący nagim torsem Dobromir Dymecki) ostrzega, że nie będzie do śmiechu. Choć widownia odpowiada mu rechotem, przedsoborowy Mesjasz nie rzuca słów na wiatr. Hurtowo ekspediuje nieszczęśników do piekła. Wytyka ludziom użalanie się nad własnym losem. Pomstuje na człowieczą pogoń za tym, aby było lepiej i zdrowo. Jednocześnie sam narzeka na to, co w nim ludzkie.

Ta apoteoza Hiobowej postawy otrzymuje w spektaklu prowokacyjną oprawę. Pierwsze sceny "Lekcji religii" wyglądają niczym sequel obrazoburczego "Na Boga!" Murawskiego i Libera. Jest zatem groteskowo przedrzeźniana msza, wraz z recytowaną (przy śmiechu widzów) spowiedzią powszechną oraz Jezusem, któremu podprowadzono opłatki. Pojawia się także przerysowana wizja samego Watykanu, z tajną piwnicą do samobiczowania i schowanym tam diabłem. Piwnica szybko zresztą znika, jak i kilka innych religijnych ośrodków. Enigmatyczny plan Opatrzności wkroczył w nową fazę. Po anihilacji polityków, najwyraźniej przyszła pora na "pochwycenie" źle wypełniającego misję kleru.

Nie czuję się na siłach, aby oceniać, czy teatralne zagrywki liturgią i Watykanem są czystą herezją czy też aktem agnostycznego heroizmu. O pierwsze proszę pytać redaktora Terlikowskiego, o drugie - profesora Hartmana. Na pewno cała ta parafraza kościelnego obrządku jest mało odkrywcza. Mimo odżegnywania się od kabaretu, trąci obiegowymi dowcipami (Najlepszy fragment mszy świętej? Idźcie, ofiara spełniona). Demirskiego z pewnością stać na większą finezję w zakresie desakralizacji.

"Przejściowy" odcinek "Klątwy" to jednak nie tylko rozrachunek z katolicką obrzędowością. Strzępka z Demirskim wciąż mają na uwadze materię społeczną. Straszenie piekłem ma tu w większym stopniu wymiar egzystencjalny niż metafizyczny. Stworzona na scenie rzeczywistość jest coraz bardziej umowna i dla każdej postaci spełnia funkcję swoistego czyśćca. Na jaw wychodzą jednostkowe lęki oraz miraże czasów młodości. Choćby okropny PRL, w którym przychodzi wylądować scenicznej wiedźmie. Nie oznacza to jednak osłabienia satyrycznych akcentów. Oto w świecie masowych nawróceń, ostatni żywy parlamentarzysta prowadzi do sejmu "normalnych obywateli". Przyszłą reprezentację narodu. Tyle, że została ona opętana przez duchy posłów (np. ten Niesiołowskiego wstąpił w prostytutkę).

Najważniejszą figurą w "Lekcji religii" staje się wspomniana wiedźma, grana przez Klarę Bielawkę. Kto wie, czy Demirski nie chce właśnie z niej uczynić motoru napędowego dalszej akcji. Matka- czarownica jest bowiem kluczową postacią finału "Lekcji religii". To ona odprawia egzorcyzmy na prezydencie, w którego ciele siedzi nie tylko szatan, ale też zdradzany przez żonę dziennikarzyna. Próba wypędzenia demona odbywa się w całkowitych ciemnościach i oczywiście spotyka z oporem diabelskich mocy (Nie wyjdę - ryczy szatański głos). Na rezultaty zabiegu trzeba jednak poczekać do następnego odcinka. Przy napisach końcowych słuchając kolejnego rewelacyjnego coveru Davida Bowiego. Po "Space Oddity" - "Człowiek, który sprzedał świat". Spoiler?

Przywilejem Strzępki i Demirskiego jest dowolne kształtowanie serialowej przestrzeni. Bez dbałości o stylistyczną jednolitość czy logikę zdarzeń. Tak więc Dr House może się nagle obudzić w miasteczku Twin Peaks. Pierwszy odcinek "Klątwy" nabierał przyspieszenia przy starciach komedii omyłek z naprzyrodzoną grozą. Drugi - wyraźnie hamuje tempo. Zamiast pastwić się nad znienawidzoną polityką, rzuca widza na kolana, zadając mu pokutę. Za swoje i nieswoje grzechy. Za egoizm własny i sąsiada. Osobną kwestią pozostają wspominane pytania o sens życia na ziemskim padole. Zadawane ze świadomością, że Monty Pythoni wciąż trzymają się mocno. Że mimo narzuconej powagi, otoczenie i tak utonie w absurdzie. Co trochę przeszkadza w pełnym przeżywaniu słów katechezy. A miało być krótko i zwięźle...

Ciąg dalszy nastąpi w czerwcu...

Łukasz Badula
kulturaonline.pl
21 maja 2014

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia