Na koniec mocne uderzenie

1. RETRO/PER/SPEKTYWY: Chorea Festiwal Teatralny

RETRO/PER/SPEKTYWY: Chorea Festiwal Teatralny 2010 dobiegł końca. W ostatni festiwalowy weekend widzowie po raz drugi mieli okazję obejrzeć spektakl "Grotowski - próba odwrotu", wziąć udział w Grillu Teatralnym na festiwalowej plaży oraz obejrzeć kolejne filmy dotyczące tematyki teatralnej. Najważniejsze były jednak 2 spektakle Pawła Passiniego ("Turandot" oraz "Tehillim/Psalmy") oraz monodram Janusza Adama Biedrzyckiego "Upadek" w reżyserii Magdaleny Paszkiewicz

Paweł Passini zaprezentował spektakl, który był najbardziej wciągającym punktem festiwalowego programu. „Turandot” to opowieść o kulisach powstawania ostatniej, niedokończonej opery Giacoma Pucciniego. Reżyser skupił się na wątku słynnego skandalu z udziałem kompozytora, kiedy to jego żona Elwira niesłusznie oskarżyła męża o romans ze służącą Dorią. Zniesławiona dziewczyna popełniła samobójstwo (Puccini złożył jej hołd kreśląc w „Turandot” wzruszającą postać Liů), rodzina samobójczyni dochodziła więc po jej śmierci swoich praw w sądzie. Passiniemu udało się stworzyć poetycką, zachwycającą wizualnie historię, w której obrazy z życia okrutnej, uśmiercającej mężczyzn księżniczki Turandot (ukazanie tła społeczno-politycznego chińskiego reżimu) przeplatają się z biografią wielkiego kompozytora. Projekcje wideo, piękna muzyka oraz pomysłowe rozwiązania scenograficzne i inscenizacyjne są atutami spektaklu, który pozostaje w pamięci, budzi silne emocje oraz prowokuje dyskusje na temat estetyzacji przemocy, bowiem brutalnych scen w przedstawieniu nie brakuje. Na uwagę zasługują szczególnie dwie zastosowane w spektaklu metafory - jedną z nich oglądaliśmy w scenie tortur i wykonywania egzekucji na ofiarach panującego w Chinach systemu politycznego (scenę można także postrzegać jako wyroki wykonywane na kandydatach do ręki Turandot) - funkcję skazańców pełnią… warzywa, w które przy pomocy wielkich strzykawek wtłaczana jest „krew”, która po rozcięciu „ciała ofiary” wypływa strumieniami stanowiąc makabryczny widok. Drugim interesującym zabiegiem jest wykorzystanie chóru składającego się z osób głuchoniemych - przypomina to o sytuacji kompozytora, który zmarł na raka krtani, w ostatnim etapie pracy nad operą nie mógł więc nawet zanucić skomponowanych fragmentów. Dźwięki wydawane przez głuchoniemych w ostatniej scenie zostają skwitowane komentarzem z offu, który jednocześnie stanowi najlepsze podsumowanie widowiska: „Turandot” była pierwszym w dziejach opery dziełem, w którego zapisie nutowym znalazły się wydawane przez człowieka jęki.

Ostatniego dnia Festiwalu Janusz Adam Biedrzycki dał popis swoich umiejętności warsztatowych oraz doskonałej kondycji, bez której zagranie „Upadku” byłoby niemożliwe. Spektakl został realizowany w ramach stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, na które wykonawca w pełni zasłużył. Aktor jest na scenie sam, jednak ani przez chwilę nie odczuwamy znużenia. Widzimy historię mężczyzny, przed którym życie stawia kolejne wyzwania, wcielającego się w różne role - niektóre zostają mu narzucone, musi się więc z nimi zmierzyć, innych podejmuje się dobrowolnie. Opowieść rozpoczyna się od stworzenia człowieka - podłoga oraz ściany pomieszczenia, w którym pojawia się mężczyzna, są czarne. Na znajdującej się naprzecie widowni ścianie aktor białą kredą obrysowuje swoje członki - z tych elementów powstanie Adam, pierwszy człowiek, którego problemy, nadzieje i oczekiwania będą towarzyszyły ludzkości przez kolejne dziesiątki tysięcy lat. Janusz Adam Biedrzycki wykazał się ogromną sprawnością fizyczną - przy pomocy dwóch podłużnych kawałków materiału potrafił nie tylko wykonywać skomplikowane akrobacje, udało mu się także wślizgnąć do spodni oraz przytwierdzonej do ściany koszuli. Tym samym stworzył metaforę człowieka, który z czystego, pierwotnego stanu przechodzi w masowego uczestnika procesu enkulturacji, któremu społeczeństwo narzuca określone sposoby zachowań. Bohater nie godzi się z tym tak łatwo, stara się w sposób świadomy kształtować własną tożsamość mierząc się także z kobiecym pierwiastkiem własnej natury.

„Tehillim/Psalmy” Pawła Passiniego to widowisko, które w wielokulturowej Łodzi nabiera szczególnego wydźwięku. Psalmy są pieśniami, które odśpiewują zarówno katolicy, jak i protestanci, prawosławni i Żydzi. To pieśni pierwotnie wykonywane przy akompaniamencie psalterionu, pełne symboli i metafor, które są łącznikiem między tym, co jest i tym, co było, między przeszłością i teraźniejszością. Reżyser, upatrując w pradawnych pieśniach DNA kultury, postanowił dokonać radykalnej interpretacji Psalmów przez pryzmat spuścizny, jaką pozostawili po sobie najwięksi XX-wiecznych buntownicy, czyli Antonina Artaud, Francis Bacon, Witold Gombrowicz. Udowodnił tym samym, że tradycja nie jest skostniałym, zamkniętym w minionym czasie tworem, lecz plastyczną całością, tworzącą się na naszych oczach konstrukcją, do której każdego dnia dokładane są kolejne elementy. Dyskusja dotycząca naszych początków niezauważalnie przeistacza się w refleksję nad współczesnością.

RETRO/PER/SPEKTYWY: Chorea Festiwal Teatralny 2010 zakończył się mocnym uderzeniem, a jego organizatorzy po raz kolejny udowodnili, że twórcy współcześnie powstających przedstawień bez świadomości tego, co zdarzyło się w przeszłości, bez zanurzenia w tradycji nie byliby w stanie sprowokować widza do przemyśleń związanych ze współczesnością. Pojawienie się nowego festiwalu teatralnego stało się także istotnym argumentem w dyskusji nad kondycją łódzkiej kultury. Miasto ma ogromny potencjał, na którego wykorzystaniu powinno zależeć zarówno artystom, jak i władzom Łodzi.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Łódź
23 sierpnia 2010

Książka tygodnia

Matkobójcy
Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego
Joanna Komorowska

Trailer tygodnia

Mewa
Jarosław Fedoryszyn
Po sukcesie, jaki odniósł plenerowy s...