Na miarę prawdziwego kinomana

,,Szatańskie tango" - aut. László Krasznahorkai - reż. Béla Tarr - Węgry, Niemcy, Szwajcaria

Ciekawostką jest, że Béla Tarr i pisarz są dobrymi przyjaciółmi i planowali ekranizację "Szatańskiego tanga" w roku wydania książki. Prace nad scenariuszem trwały aż 9 lat. Film powstał dopiero w 1994 roku.

Jest to kino czarno- białe z realistycznymi zdjęciami. Deszcz, który uporczywie pada przez cały film sprawia, że robi nam się zimno. Nogi układamy w kinie delikatnie bo błoto na ekranie sprawia, że mamy wrażenie grzęźniecia gdy zrobi się nie ostrożny ruch.

Zdjęcia kojarzą mi się z wywoływaniem odbitek na papierze extra twardym gdzie jest duży kontrast czerni i bieli.

Pierwsze minuty filmu to obserwacja stada krów, które wychodzi z obory nad ranem.

Trwa to i trwa, a my mamy sposobność przyjrzeć się lepiej otoczeniu i zauważyć potworną brzydotę miejsca. Ludzie pojawiają się dopiero po dłuższej chwili. Przed tym wyglądamy przez ich okno. Firany w nim przypominają mi podobne zasłonki z lat 80-tych wiszących w tamtych czasach u wszystkich. Wnętrza są bardzo proste i surowe. Kamera pokazuje nam skromne wyposażenie domu i drobne szczegóły, zadrapania ścian i brudną podłogę.

Toaleta intymna, podmywanie się kobiety nad miską pokazuje nam w jakich warunkach ci ludzie żyją, ale chcą mieć wrażenie panowania nad tym brudem.

Dialogów w filmie jest niewiele. Twórca wprowadza nas obrazami do środka egzystencji tych ludzi. Trzeba poświęcić siedem i pół godziny na wejście do środka, żeby zacząć odczuwać to wszystko co tam jest , nie tylko poprzez wzrok, ale dotyk i zapach.

Seans jest podzielony na trzy części z półgodzinnymi przerwami. Takie jest zalecenie twórcy obrazu. Te trzy części nazwałabym piekłem, czyśćcem i upragnionym niebem, które jest tylko złudzeniem niestety.

Najbardziej podobała mi się część druga, którą nazwałam czyśćcem. Nabrałam sympatii do tych postaci mimo że wcześniej napawali mnie odrazą. Kombinowali tylko jak ukraść innym pieniądze i wyrwać się z tego piekła. Dziewczynce znęcającej się nad swoim kotem najpierw miałam to za złe i nie mogłam zrozumieć jak tak można... Można jak jest się samotnym i nikogo się nie obchodzi i nie mam się nawet podstawowej opieki nad sobą.

W tej części było dużo groteski i śmiechu, który rozbrzmiewał na sali kinowej. Chodzi tu o zabawę w karczmie gdzie pijani znajomi wioski i PGR -u tańcowali ze sobą. To było to szatańskie tango, zagłuszenie tego brzydkiego, prymitywnego życia, które wiedli na co dzień. W oczekiwaniu w cichych marzeniach na coś pięknego. Na kogoś kto da chociaż cień złudzenia na poprawę marnej egzystencji.

Film jest arcydziełem. To kino artystyczne dla odbiorcy, który podda się temu na długie godziny bez reszty. Taki seans to przeżycie ekstremalne gwarantowane i jeszcze długo po obejrzeniu będzie się rozmyślać czy to wszystko co się zobaczyło nie jest tylko wymysłem starego, otyłego doktora. Pijaka, który siedząc przy stole i patrząc w okno tworzył historię poszczególnych postaci.

Alicja Kusek
Dziennik Teatralny Bydgoszcz
29 sierpnia 2023
Wątki
FILM

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia