Na śmietniku historii?

"Trash Story" - 12. Festiwal Dramaturgii Współczesnej Rzeczywistość Przedstawiona

10 niemieckich kobiet,10 różnych opowieści. I tylko jedno zakończenie...

W przestrzeni teatru do głosu dochodzą duchy przeszłości. Publiczne pranie brudów, które umarli wyciągają na światło dzienne, ma pobudzić widza do refleksji, zainicjować dialog z nim. Naturalną konsekwencją takiej polemiki powinno być zajęcie jakiegoś stanowiska. Jakiegokolwiek. Bo obok „Trash story" nie można przejść obojętnie.

Historia powszechna jest już napisana, a II Wojna Światowa to fakt, którego nie da się przemilczeć. Niestety w rozliczeniu z przeszłością niekoniecznie wychodzimy na zero. Więc jak o niej mówić? Pozornie prosto, ale nie banalnie. Tak jak Marcin Liber - reżyser Teatru Lubuskiego. Inscenizacją dramatu Magdy Fertacz udowadnia, że patos istnieje bez pompatyczności, a mitologizacja nie musi koniecznie prowadzić do megalomanii narodowej. Artysta wychodzi od udokumentowanej prawdy. Odsłania wstydliwą kartę historii swojej rodzinnej Zielonej Góry. Ledwie widoczny szkic przedstawiający Hitlera na piedestale, rozmyte barwy fanatyzmu i fascynacji odbijające się w oczach mieszkańców miasta. Na tym tle umieszcza zwyczajną rodzinę: Matkę, Ojca i ich dwóch synów ze skrajnymi poglądami: Małego (Dawid Rafalski) - pacyfistę w spodniach z krokiem w kolanach i jego Brata (fantastyczny w tej roli-Ernest Nita). W spektaklu poważna tematyka łączy się z elementami popkultury (kicz!) co wprowadza do całości element groteskowy. Niby zabawnie, ale przecież tu nie o to chodzi. Przekraczanie granic? Też. Ale kontrowersyjne z założenia znicze i symboliczne nagrobki na tle tonącego w śmieciach stołu, w kontekście innych sztuk twórcy, szokują jakby trochę mniej. Mimo to sam obraz jest na tyle sugestywny, że na długo pozostaje w pamięci. Natomiast na poziomie tekstu dzieje się coś niedobrego. Niemal kronikarski ton przekazu sprawdza się na samym początku, kiedy ze sceny opowiada się o obozach i krematoriach. Później w tej materii jest już tylko gorzej. Chociaż aktorzy starają się jak mogą to beznamiętny sposób przekazu nie porusza, nie wzbudza żadnych emocji. Skomplikowana relacja między Małym a Wdową jest tak sztuczna, że naprawdę trudno uwierzyć w siłę ich uczucia. Na uwagę zasługuje natomiast oprawa muzyczna i perfekcyjnie przygotowany chór. Wielogłosowy, hipnotyczny śpiew przenosi widza w zupełnie inną, metafizyczną przestrzeń. Konsekwentne budowanie nastroju poprzez dookreślanie światłem w połączeniu z dość oszczędną scenografią daje całkiem spójny obraz świata przedstawionego.

Ale jak dostać się do tej hermetycznej rzeczywistości, w której stereotypy i uprzedzenia pokutują i będzie jeszcze długo pokutować? Pamięć-oto słowo klucz. Nie wyrzucajmy zapomnianych narracji na wysypisko historycznych śmieci. Korzystajmy z nich, zanim czas na dobre osłabi ich wydźwięk i zatrze ostatnie ślady pamięci.

Magdalena Tarnowska
Dziennik Teatralny Katowice
31 października 2012

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...