Na sto procent

rozmowa z Agnieszką Więdłochą

Mimo że jest dopiero pierwszy rok po dyplomie w łódzkiej PWSTFiT V, zagrała w czterech filmach kinowych i w trzech serialach (aktualnie oglądamy ją w "Klubie szalonych dziewic" i w "Czasie honoru"). Na premierę kinową czeka film "Komisarz Blond i wszystko jasne" (rola Julii). W Teatrze im. S. Jaracza jest po premierze "Dybuka" (główna rola kobieca Lei)

Jak czuje się pani w magicznym świecie wykreowanym w "Dybuku" przez reż. Mariusza Grzegorzka? 

- Jest to specyficzny i bardzo trudny świat teatralny, ale czuję się w nim bardzo dobrze. Co prawda ja ten świat nie do końca rozumiem, ale chyba nie chodzi o to, żeby go rozumieć, lecz czuć. Zresztą, gdybym wszystko w nim poznała i wiedziała, to może nie byłby już taki magiczny, lecz zracjonalizowany jak nasze życie.

Kreuje pani w "Dybuku" bardzo trudną, wyczerpującą psychicznie i fizycznie rolę. Ile kosztowało panią zmaganie się z postacią Lei?

- Było to niełatwe, ale fascynujące. Oddałam się tej pracy od pierwszych prób i czułam, że nie należy myśleć o tym, co się robi, lecz tylko należy czuć i działać. Poprzez fizyczność i to, co działo się w środku w trakcie prób, coś się budowało. Nie było to dochodzenie do postaci poprzez intelekt, lecz przez swoją fizyczność, swoje ciało. Mariusz Grzegórzek wydobywa z aktorów takie emocje, których sami nie jesteśmy świadomi. Fizycznie też sporo mnie to kosztowało, bo miałam siniaki, krwiaki, otarcia. Do tej pory mam starte kolana, łokcie...

Przedstawienie wciąga publiczność w emocjonalny wir. A was - aktorów?

- Też. Bardzo! Nie zastanawiamy się, czy dzisiaj idziemy w spektaklu na całość, czy może trochę odpuścimy, bo jesteśmy bardzo zmęczeni. Zawsze idziemy absolutnie na całość, na sto procent.

Jakim partnerem okazał się Marek Nędza?

- Fantastycznym! W najtrudniejszych scenach pełnych fizyczności zawsze czułam się bezpiecznie, nigdy nie miałam poczucia, że mnie opuści na deski sceny, że może mi się coś stać. Marek okazał się niesamowicie odpowiedzialnym i wrażliwym partnerem, co bardzo rzadko zdarza się w teatrze. Podczas gdy ja staram się panować nad swoimi emocjami, on jest nieobliczalny i dzięki temu mogliśmy z siebie dużo czerpać.

Podobno po zakończeniu pracy zostaliście prywatnie parą?

- To nieprawda. Od kilku lat pozostaję w związku z Piotrem, biznesmenem, ale z Markiem bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Praca przy takich relacjach, jakie występują przy Chananie i Lei, wywołuje uczucia najczystsze i najpiękniejsze, ale w realnym życiu nie muszą się spełniać. Bardzo dobrze się poznaliśmy przy "Dybuku" i chcielibyśmy raz jeszcze spotkać się przy innym spektaklu.

W Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi wspaniale spełnia się pani zawodowo, a w filmie i serialach?

- Jestem zadowolona. Czuję się w jakimś stopniu szczęśliwa. Dużo pracuję, zaczęłam grać już na trzecim roku studiów, był to serial "Czas honoru", do którego kolejnych odcinków, zdjęcia właśnie trwają. Jestem zaangażowana w kolejne projekty. Ale role dobieram dość ostrożnie.

Ogólnopolskiej widowni telewizyjnej najbardziej jest pani znana właśnie jako Lena Gajkowska z "Czasu honoru". Jaką postacią jest Lena?

- Jest Żydówką, która ucieka z getta. To ciepła i delikatna osoba, która przez pobyt w getcie bardzo się zmienia, nabiera drapieżności, do czego zmuszają sytuacja. Bardzo zżyłam się z tą postacią. Dzięki niej dużo dowiedziałam się o sobie. Szczególnie to, że trzeba walczyć o siebie w każdej sytuacji, także o najbliższych.

A ile pani dała Lence z siebie?

- Sporo, ale żyje ona w tak trudnym czasie, że ciężko to sobie wyobrazić. Musiałam dać Lenie pewien rodzaj wrażliwości na to, co się dzieje. Dałam jej moją wrażliwość i delikatność w stosunku do ludzi. Ponieważ kręcę kolejne odcinki do tego serialu, jej postać wciąż ewoluuje. Każda rola daje mi coś bezcennego, co wykorzystuję nie tylko w aktorstwie, ale także w życiu prywatnym.

Na premierę kinową czeka film "Komisarz Blond", w którym gra pani Julię. Co to za osoba?

- Julka jest postrzeloną dziewczyną, bardzo spontaniczną, pełną życia, chce zostać policjantką i... zostaje. Kręcą ją szpiegowskie książki i kryminały.

Lubi pani zadania aktorskie, z którymi musi się zmagać i przełamywać siebie samą?

- Każda rola jest dla mnie wyzwaniem, bez względu na to, czy jest duża, czy mała. W każdą z nich wchodzę całą sobą. Lubię role dramatyczne i skomplikowane psychologicznie. I takie zadania chciałabym otrzymywać w teatrze i mieć w nich możliwość przekraczania siebie. Iść w każdej z nich krok dalej.

Już pani wie, o co chodzi w aktorstwie, czy dopiero stara się wiedzieć?

- Staram się wiedzieć. Aktorstwo jest w tej chwili dla pani najważniejsze?

- Najważniejsze. Staram się godzić życie prywatne z tym, co robię, ale mój zawód jest tak wymagający, że podporządkowuję mu życie realne.

Za co w nim czuje się pani najbardziej odpowiedzialna?

- Za swoich najbliższych.

Ale sama na pewno liczy pani na wsparcie mężczyzny, bo wtedy łatwiej jest znieść ewentualne porażki i zachować dystans do życia.

- Bardzo liczę na wsparcie mężczyzny. Relacje z nim są bardzo ważne w moim życiu, bo nadają mu sens. Pragnę mieć przy sobie osobę, która mnie wspiera, dopinguje, jest przy mnie w najtrudniejszych i najlepszych momentach. To jest najważniejsze.

Bohdan Gadomski
Express Ilustrowany
22 maja 2010
Portrety
Anna Dykczak

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia