Na stos i imię Chrystusa!

"Klątwy" - reż. Marcin Liber - Teatr im. J. Osterwy w Lublinie

TEKST
„Klątwy" – najświeższa propozycja Teatru im. J. Osterwy w Lublinie stanowi swego rodzaju kontaminację dramatu Wyspiańskiego i współczesnego tekstu Artura Pałygi. Punktem wyjścia jest młodopolska tragedia, która przenosi widzów do Gręboszowa pod Tarnowem. We wsi panuje niewyobrażalna susza, zaś jej mieszkańcy twierdzą, iż jest ona karą za grzechy księdza. Ten, jak powszechnie wiadomo, jest ojcem dzieci Młodej, gospodyni plebanii. Ksiądz uważa, iż przyczyną nieszczęścia są grzechy mieszkańców. Pustelnik, którego mieszkańcy proszą o radę, nakazuje zbudować stos i złożyć ofiarę. Młoda nie wytrzymuje napięcia i wrzuciwszy dzieci do ognia, próbuje żagwią podpalić wieś, za co rozszalały tłum kamienuje ją przed plebanią.

Rozpętuje się burza, piorun uderza w dom, wieś płonie. Dalszy ciąg spektaklu dopisuje Artur Pałyga. Poznajemy grupę odkrywców amatorów, którzy dokonują ekshumacji zwłok czarownic. Podczas jednej z wypraw odnajdują szczątki Anny Szwedyczki z Lublina (ta, uznana za czarownicę w 1678 roku, otrzymała najsurowsza karę – została żywcem spalona na stosie. Wyrok ogłoszono na rynku miejskim w Lublinie, następnie niosąc krucyfiks, w uroczystym kondukcie poprowadzono skazaną na miejsce kaźni). Razem z duchem czarownicy budzi się Diabeł. Jak mówi autor tekstu „Polski diabeł jest sprytny. To często diabełek. Można go zaprząc do pracy, korzystać z jego usług pod warunkiem, że jest się sprytniejszym od niego. I nigdy nie wydaje się groźny. Znamy go (...). Czasem trudno odróżnić. Patrzysz i nie wiesz, który z nich to diabeł? Co robi diabeł w Polsce? To, co zawsze. Miesza. Im więcej zamieszania, tym lepiej dla diabła (...). I nie dajcie się zwieść (...) to nie czarownice są sojuszniczkami diabła, ale ci, którzy je za domniemany sojusz z diabłem skazują na stos, na baty, na banicję, publiczne poniżenie i upokorzenie, męki różnego rodzaju, śmierć".

INTERPRETACJA
Lubelski spektakl zawiera niemałą dawkę słusznych spostrzeżeń na temat niebezpiecznych mechanizmów społecznych oraz religijnych. Coraz częściej, mniejsze bądź większe zbiorowości radykalizują się wokół jakiegoś problemu. Dochodzi do wzajemnego nakręcania się negatywnymi emocjami i strachem, tworząc wszechobecną aurę zagrożenia. Powszechne akceptowanie ekstremalnych postaw doprowadza do irracjonalnych zachowań. Wszechobecne zaślepienie i zabobonność nieustanie poszukują kozłów ofiarnych, zaś ludowa magia słowa ma się jak najlepiej. Wobec tak nieobliczanej perspektywy, zawołanie „Na stos!" traci na abstrakcyjności.

SCENICZNA REALIZACJA
Reżyser obie fabuły przenosi do współczesności. Postaci ubrane są w zgodzie z aktualną modą, używają telefonów komórkowych i karabinów najnowszej generacji. Ponad to, sam tekst wymusza umiejscowienie akcji tu i teraz. Sołtys nie stroni od aluzji do bieżącej sytuacji politycznej. Krytykuje liberalizm i nawołuje do zjednoczenia się narodu, by ten przywrócił porządek i poczucie wspólnotowości. Pojawiają się transparenty z płodami, które mają być usunięte w czeskiej klinice, zaś mieszkańcy wsi zostają uzbrojeni w karabiny oraz kartki z napisem „Jestem chrześcijaninem". Intensywną treść uzupełnia surowa oraz wyrazista scenografia. Scena usłana jest beczkami oraz plastikowymi krzesłami ogrodowymi. Do tego kanistry z benzyną, taśmy ostrzegawcze, konfesjonał, kilka kolumn i figura Matki Bożej. Atmosferę nerwowości wzmaga przeszywająca muzyka i dźwięk kościelnych dzwonków. Mroczności dodają efekty audiowizualne oraz kłęby dymu.

KONTR-INTERPRETACJA
Pomimo interesujących założeń teoretycznych, spektakl posiada sporo niespójności realizacyjnych. Grzechem pierwszym wydaje się być wiarygodność. Najbardziej razi mnie rozdźwięk pomiędzy surową i bardzo nowoczesną realizacją, a młodopolskim językiem. To nie współgra i nie pomaga widzowi, który wyczuwa jakiś fałsz. W mojej ocenie największa siła „Klątwy" Wyspiańskiego tkwi w jej prostocie, ludowości, mistyczności, jakimś nieprawdopodobnym ścieraniu się tego, co chrześcijańskie, indywidualne i tego, co pogańskie oraz zbiorowe. Oczywiście rozumiem, że sceniczna interpretacja może zostać zwolniona z jakichkolwiek obowiązków wobec tekstu na rzecz nieograniczonej wolności twórczej – w imię zasady, która głosi, iż każdy sposób odczytania tekstu jest właściwy. Mimo wszystko pozostaje jeszcze kwestia zasadności, albo skuteczności takiego działania, bo o ile nie ma mniej, albo bardziej prawomocnych interpretacji, o tyle istnieją te silniej lub słabiej przekonywujące. Mnie inscenizacja Teatru Osterwy pozostawia w pewnym dystansie, który wrastał równolegle do akcji scenicznej. Zasadniczo treść dramatu Wyspiańskiego koresponduje jedynie z historią Anny Szwedyczki, wszelkie dodatkowe wątki, zwłaszcza te polityczne zdają się niepotrzebnie rozbudowywać treść. Scena z płodami, które mają zostać usunięte wymagała ode mnie wyjątkowej cierpliwości. Mam świadomość, że pióro Pałygi to nie Mickiewicz, ani Miłosz, ale czy naprawdę jest potrzeba „kurwujących płodów", by poruszyć temat nienarodzonych dzieci? Zastanawia mnie, czy współczesny teatr może w ogóle istnieć bez wulgaryzmów oraz scen erotycznych? I na ile, sposób inscenizacji rodzi lęk i wszelkie ekstrema, które równolegle piętnuje się w spektaklu?

Na szczęście w lubelskiej realizacji pojawiło się też wiele niezapomnianych momentów. Fantastyczne dialogi Janusza Łagodzińskiego, który każdą, nawet najbardziej irracjonalną kwestię wypowiada z należytym zrozumieniem jej treści i wagi. Aktor posiada nieskazitelną dykcję i idealne wyczucie pauz. Wzruszające sceny z Księdzem (Krzysztof Olchawa) oraz z Anną Szwedyczką (Jowita Stępniak) budowały odpowiednie napięcie kluczowych momentach. Scena, w której mieszkańcy wsi tańczą wokół pokonanego Księdza posiadała w sobie ogromny ładunek emocjonalny, brutalne zderzenie zrezygnowanej jednostki i wynaturzonego tłumu. Na koniec zostawiłam najlepsze – przejmującą pieśń w wykonaniu jednej z Czarownic (Nina Skołuba-Uryga). Cudowna chwila, która daje pojęcie o ludzkim okrucieństwie i bezradności.

Magdalena Mąka
Dziennik Teatralny Lublin
28 stycznia 2017
Portrety
Marcin Liber

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia