Na Wyspach Bergamutach

"Akademia Pana Kleksa" - reż. Jerzy Jan Połoński - Teatr Maska w Rzeszowie

„Akademia Pana Kleksa" Brzechwy w udanej wersji scenicznej zawsze intryguje i budzi dobre emocje. Mali widzowie wierzą, a dorośli bardzo chcą wierzyć, że Kleks unosi się w powietrzu i na obiad zjada motyle. A jego wychowankowie uczą się przędzenia liter i leczenia chorych sprzętów. Za co dostają kolorowe piegi i mogą zażyć kąpieli pod prysznicem z płynącym sokiem.

Tak, warto uwierzyć, dla własnego dobrego samopoczucia, że magiczny świat poetyckiego humoru istnieje naprawdę i ma się całkiem dobrze. Takie przedstawienie, adresowane najmłodszym, jest dla nich dobrą zabawą. Fundowane dorosłym dobrym dla nich wspomnieniem. Bo tekst Brzechwy to klasyka literatury dziecięcej, na której wychowują się kolejne pokolenia.

Adaptator utworu i reżyser spektaklu Jerzy Jan Połoński skorzystał z tekstów piosenek Brzechwy, Gradowskiego, dopisał własne. W spektaklu wykorzystał muzykę Korzyńskiego, kompozytora piosenek do filmu „Akademia Pana Kleksa", i dodatkowo Damrycha. Ale najwięcej do powiedzenia mają aktorzy, z wielką dynamiką wcielający się w postacie Brzechwy: Henryk Hryniewicki – Kleks, Malwina Kajetańczyk – Adaś Niezgódka, Klaudia Cygoń – Szpak Mateusz, Andrzej Piecuch – Golarz Filip, Paweł Majchrowski – Alojzy i Doktor Paj-Chi-Wo, Marta Bury – Chłopiec z Akademii, Jadwiga Domka – Chłopiec z Akademii i Dziewczynka z Zapałkami i Natalia Zduń – Chłopiec z Akademii. Wszyscy świetnie tańczą, śpiewają i animują lalki. I przez cały czas są w kontakcie z widownią.

Spektakl Połońskiego prócz wspaniałych scen  zbiorowych, dobrze poprowadzonych ról, żywiołowego tańca i śpiewu, porywającej akcji, zawiera refleksję, że posiadanie fantazji jest czymś potrzebnym i ważnym, a dystansu do szarej rzeczywistości koniecznością. Ciągle coś się dzieje na scenie i nie tylko na scenie, bo postacie schodzą na widownię wchodząc w interakcje z widzami. Żywiołowe reakcje świadczą, że najmłodszym przedstawienie się podoba. Widz dorosły może mieć wątpliwości, co do usytuowania postaci Kleksa na równi z innymi. Kleks u Połońskiego jedynie formalnie jest głównym bohaterem. W istocie chcąc bardziej wyraziście zaistnieć musi zmagać się z silną konkurencją innych postaci. Może nie byłoby w tym nic niestosownego, w oryginale Brzechwy jest podobnie, ale taki Kleks przestaje być osią spektaklu. Można dalej się zastanawiać, co zatem nią jest.

Uznanie za wysmakowane połączenie bajecznej kolorystyki ze skrótowością i umownością należy się scenograf Justynie Bernadecie Banasiak. Z barwnym wyposażeniem sceny, strojami aktorów i lalkami doskonale współgra oświetlenie. Połoński zadbał jednak żeby nie było przerostu formy nad treścią. Spektakl zrealizował z wyczuciem, podane czytelnie tekst i przesłanie Brzechwy nie gubią się w dynamice akcji i kolorystycznej oprawie. Zachowując całe przedstawienie w lekkiej, swobodnej formie dyskretnie podsuwa młodym widzom przesłanie Brzechwy, że czarnymi charakterami postaci nie kierują bliżej nieokreślone złe moce, ale czysto ludzkie, przyziemne przywary: zawiść, chęć nadmiernego bogacenia, skłonność do intryg. Że trzeba z nimi walczyć i można je pokonać. Bo każdy człowiek ma swoje słabości, ale ma także wdzięk. Tego uczy Brzechwa, który jak nikt umie przekazać zasady rządzące światem dzieci, ich potrzebami, troskami i marzeniami. Te zasady są nadal takie same, chociaż żyjemy w innym czasie, niż ten, w którym tworzył Brzechwa.

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
20 maja 2016

Książka tygodnia

Gilliamesque
Wydawnictwo Planeta
Terry Gilliam

Trailer tygodnia