Nadzieje melomana

Jaki będzie "muzyczny" rok 2013?

Jaki będzie "muzyczny" rok 2013? Z pewnością mniej bogaty niż miniony, bo oszczędności już zapowiedziano. Kogo dotkną i kto będzie decydował o ich rozmiarze? Czy dbać o instytucje i imprezy zakorzenione już w pejzażu miasta, czy otaczać opieką nowe inicjatywy, mogące dodać mu barw? - zastanawia się Anna Woźniakowska w Krakowie.

A co z organizatorami, którzy w ubiegłym roku dostali ze strony władz miasta zapewnienie o trzyletnim okresie finansowania? Czy oni też będą musieli weryfikować podjęte już zobowiązania?

Nie zazdroszczę podejmującym decyzje w tej sprawie. Mam nadzieję, że postarają się, by były jak najmniej bolesne, bo wydatki na kulturę, także muzyczną, choć obiektywnie niemałe, wciąż nie dorównują aspiracjom Krakowa - miasta kultury. Tymczasem apetyty społeczności Krakowa w tym względzie rosną. Co cieszy, to widok coraz większej liczby młodzieży na imprezach muzycznych daleko odbiegających od szeroko rozumianej rozrywki. Młoda publiczność przeważała wśród obecnych 30 listopada w teatrze Łaźnia Nowa na kolejnym wieczorze klubowym Agencji Artystycznej GAP działającej na krakowskim Uniwersytecie Ekonomicznym. Niech nikogo nie myli nazwa "wieczór klubowy". Wprawdzie zakończył się zabawą, bo to przecież były Andrzejki, ale młodzi ludzie przyszli na spotkanie z muzyką i malarstwem.

Nuta przeciw nucie w malarstwie. Basso continuo poszukiwań. Pod tym hasłem znany krakowski malarz Mariusz Dudek z grupą zaprzyjaźnionych muzyków z również krakowskiej orkiestry Sinfonietta Cracovia poszukuje powiązań pomiędzy dźwiękiem a obrazem i -jak napisał w folderze imprezy - wartości, które pozwalają spojrzeć inaczej niż dotychczas na każdą z tych dziedzin sztuki. Urodzony w Opolu absolwent krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, którą ukończył w 1985 roku w pracowni prof. Juliusza Joniaka, uprawia malarstwo, rysunek i grafikę. Swe prace wystawia w kraju i poza granicami, m.in. w Anglii, Francji, Holandii i Grecji. Osobiste zainteresowania sprawiły, że tematy muzyczne były i są obecne w jego dziełach.

Co łączy muzykę i malarstwo? Fakt, że często do opisania prac z obu dziedzin używa się niemal tych samych terminów - nie jest sprawą przypadku. Barwa, kontrast, rytm. przebieg dramatyczny, dynamika - obecne są zarówno w utworze muzycznym, jak i w obrazie. Mariusz Dudek i jego przyjaciele próbują stworzyć także nowe asocjacje. W teatrze Łaźnia Nowa na scenie, na której zasiedli muzycy, stanęło też ponad 10-metrowe panneau zbudowane z namalowanych na tę okazję obrazów. Publiczność słuchając i patrząc, powinna, według zamierzeń projektodawców, szukać i odkrywać te powiązania. Obserwuję te artystyczne poczynania już od kilku lat i zawsze zadziwia mnie jedno: otwartość publiczności prawdziwie chłonącej prezentowane jej dzieła - zarówno plastyczne, jak i muzyczne. Tym razem w wykonaniu artystów z kwartetu Cordes Classiąues, czyli Piotra Marciaka i Marcina Kiniecika - skrzypce, Anety Dumanowskiej - altówka i Tomasza Wyroby - wiolonczela oraz kla-wcsynistki Justyny Dolot zabrzmiały utwory Bacha, Szostakowicza i Schnittkego, a więc muzyka wspaniała, ale wcale nie prosta w odbiorze. Szczególnie pięknie, wręcz wstrząsająco, wykonane zostały dwa kwartety: /// Kwartet smyczkowy Alfreda Schnittke oraz VIII kwartet smyczkowy c-moll Dymitra Szostakowicza. Wnętrze teatru Łaźnia Nowa jest jakby stworzone do prezentacji tej muzyki - ostrej, dramatycznej, tyleż osadzonej w tradycji, co nowoczesnej, nie wchodzącej łatwo w ucho, wymagającej myślenia. Przyjęcie przez publiczność było równie gorące, co atmosfera emocjonalna stworzona przez wykonawców obu dzieł. Podobnie reagowano na skrzypcową Ciacconą d-moll Bacha i jego Sonatą e-moil na skrzypce i basso con-tinuo oraz Fuget na skrzypce solo Schnittkego. Młodzieży zgromadzonej w teatrze Łaźnia Nowa kontakt ze sztuką był po prostu potrzebny. Przyjechała do teatru szukać w nim przeżycia. To rodzi nadzieję.

Młodzi ludzie dobrze czuli się także na najnowszej premierze w Operze Krakowskiej. Obejrzałam 2 i 8 grudnia dwie różne obsady "Napoju miłosnego" [na zdjęciu] Gaetana Donizettiego. Szczególnie na drugim z oglądanych spektakli, gdy już oswoiłam się z zaskakującą chwilami konwencją wystawienia opery, bawiłam się wybornie. Najnowsza inscenizacja "Napoju miłosnego" to wspólne dzieło reżysera Henryka Baranowskiego, będącego także z Pawłem Dobrzyckim współtwórcą scenografii, kostiumolożki Doroty Morawetz, choreografa Emila Wesołowskiego, kierownika muzycznego i dyrygenta Jewgienija Wołyńskiego oraz kierownika chóru Zygmunta Magiery. Owocem ich pracy jest spektakl dobrze przygotowany i poprowadzony muzycznie, pełen ruchu (może chwilami aż w nadmiarze), z zabawnymi sytuacjami jak na komedię przystało. Inscenizatorzy bawią się i samą opowieścią o miłosnych perypetiach wieśniaków oraz o korzystającym z ich naiwności oszukańczym doktorze, dysponującym cudownym eliksirem, i przedstawionymi w krzywym zwierciadle realiami peerelowskiego PGR, w którym została umieszczona akcja. W tej aurze dobrze się czują wykonawcy umiejący - co ważne -przekazać tego ducha zabawy publiczności. Spektakl jest spójny, równie ważni są wszyscy znajdujący się na scenie. Protagoniści mają tylko trudniejsze partie wokalne. Mam nadzieję, że widowisko pozostanie w takim kształcie i nie zmieni się z czasem w płaską farsę, co zdarzało mi się obserwować w przeszłości na krakowskiej scenie.

Co najważniejsze, temu komediowemu klimatowi towarzyszy solidne przygotowanie muzyczne oglądanych przeze mnie obsad. Opery Donizettiego wymagają dobrych głosów i nienagannej techniki wokalnej. Występ w "Napoju miłosnym" to dobra lekcja dla krakowskich śpiewaków. Dodać trzeba - należycie odrobiona przez wszystkich, którzy wystąpili w oglądanych przez mnie spektaklach.

W jednej z relacji z premiery przeczytałam, że "Napój miłosny" w Operze Krakowskiej to pierwsza od dawna tak spójna i przemyślana inscenizacja. Mam nadzieję, że pójdą za nią następne, zadając kłam przesadnym opowieściom o mieszczańskim marazmie na krakowskiej scenie muzycznej. Mam też nadzieję, że szykowane w tym roku oszczędności nie podetnąjej skrzydeł.

**

Redaktor Annie Wożniakowskiej z okazji 70. urodzin życzymy serdecznie zdrowia, pomyślności i sił na kolejne półwiecze dziennikarskiej pracy.

Redakcja "Krakowa".

Anna Woźniakowska
Kraków
21 stycznia 2013

Książka tygodnia

Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Maurizio de Giovanni

Trailer tygodnia