Najmrodzkiego wybryków kilka

"Najmrodzki, czyli dawno temu w Gliwicach" - reż. Michał Siegoczyński - Teatr Miejski w Gliwicach

Pościgi, burzliwe romanse, kultowe samochody (polonezy), ucieczki z więzienia i narkotyki. Brzmi to jak opis amerykańskiego kina gangsterskiego, lecz nic bardziej mylnego. Wszystko to można znaleźć w „Najmrodzkim, czyli dawno temu w Gliwicach", spektaklu, który nazwać można gliwickim Pulp Fiction.

Spektakl Michała Siegoczyńskiego opowiada o losach Zdzisława Najmrodzkiego, gliwickiego zbira, złodzieja i uciekiniera z czasów PRL-u. Postać ta nie jest szczególnie znana w skali kraju, lokalnie jednak, jak zapewniają twórcy, Najmrodzki stał się postacią niemalże mityczną jak i symboliczną, reprezentującą aktywny opór wobec „demokratycznej i słusznej" władzy ludowej.

Reżyser wykazał się nietuzinkową wyobraźnią, zgrabnie wplatając elementy kina gangsterskiego do teatru. Wątków w scenariuszu jest naprawdę wiele, każda scena jednak ma swoją odrębną specyfikę, przez co widowisko cały czas zaskakuje, nie dłuży się, mimo tego, że trwa ponad trzy godziny. Pochwalić należałoby tekst Michała Siegoczyńskiego, który sprawnie połączył wszystkie tematy w logiczną, spójną całość. Autor wykazał się błyskotliwymi, ciętymi żartami, wyważonymi i trafnie wyczutymi, siarczystymi wulgaryzmami. Ponadto uwagę przykuwają liczne inwersje i powtórzenia, które pozwoliły prostym bohaterom epoki Polski Ludowej unobilitować się i teatralnie upoetyzować swoje zwyczajne żywota.

Siegoczyński nie poprzestał na nawiązywaniu do kina gangsterskiego w teatrze – on je jednocześnie tworzył. W spektaklu aktywnie pojawia się kamera, której ujęcia rzeczywiście przypominały kadry z kultowych filmów Tarantino czy Scorsese. Ciekawych pomysłów reżysera jest wiele, na przykład zjawisko pętli, w którym aktorzy doprawdy sprawnie imitowali przewijanie kliszy filmowej do tyłu. Innym zabiegiem godnym pochwalenia było płynne przechodzenie z wielkiego, filmowego widowiska, do scen bardzo kameralnych i oddziałowujących na wrażliwość widza jak między innymi ta poświęcona Matce Najmrodzkiego pokazującej do kamery zdjęcia małego Zdzicha ze swojego albumu.

Aktorstwo w tym gliwickim spektaklu jest doprawdy na wysokim poziomie. Przede wszystkim tytułowy Najmrodzki odegrany przez Mariusza Ostrowskiego to kreacja znamienita i godna owacji na stojąco, która to na wielkim ekranie z pewnością przeszłaby do klasyki kina jako kultowa postać polskiego gangstera. Niezależny cwaniak, amant ze złożoną osobowością, do tego wykazujący się sprytem i inteligencją, to mieszanka cech sprawiająca, że mimo złego postępowania, widz podświadomie kibicuje zbirowi Najmrodzkiemu, zwłaszcza, jeśli zmaga się on ze skorumpowaną władzą ludową. Matka głównego bohatera autorstwa Aleksandry Maj to kolejna rola zapadająca w pamięć, którą ogląda się z przyjemnością. Od razu wiadomo, że ktoś taki mógł ryzykować życie dla syna i przygotowywał mu podkop przy spacerniaku w gliwickim więzieniu. Czułość, wrażliwość i frasowanie się postępowaniem syna, ale też bezwzględność i stanowczość, razem tworzą interesującą postać sceniczną, trafiającą do widza. Pozostali aktorzy odgrywają po kilka postaci, wiele z nich jest karykaturalnych, jak porucznik Borewicz Mariusza Galilejczyka, Grażyna Dominiki Majewskiej czy Marchewa Przemysława Chojęty. Są to kreacje komiczne i ciekawe, lecz nie aż tak złożone i dramatyczne jak wymienieni wcześniej Najmrodzki i Matka.

Wizualnie spektakl wypada estetycznie i efektownie. Choć bohaterowie funkcjonują w szarej rzeczywistości PRL-u, o za sprawą scenografii i kostiumów Katarzyny Sankowskiej połączonych ze światłem Michała Głaszczka ich życia wydają się barwne i intrygujące niczym te filmowych bohaterów zza oceanu. Scenografia jest funkcjonalna i daje wiele możliwości zarówno reżyserowi jak aktorom. Polonez, kula disco, dodatkowa przestrzeń sceniczna za weneckim szkłem, do tego spore klubowe kanapy i atrapa innego samochodu z przodu sceny tworzą razem naprawdę interesującą kompozycję. Kostiumy tworzą indywidualny, charakterystyczny image poszczególnych bohaterów, szczególnie Najmrodzkiego i Marchewy, a światła nadają widowisku sentymentalny ton do minionej, jakże absurdalnej i dziwnej, epoki.

Gliwickie Pulp Fiction to możliwość zobaczenia w teatrze czegoś nowego, świeżego i rzeczywiście interesującego. Kreacje aktorskie ogląda się z przyjemnością i z serdecznym uśmiechem na twarzy. Co więcej, odczuwalny jest dystans reżysera do obecnej jak i do minionej epoki, a to z kolei czyni spektakl bardzo lekkim w odbiorze.

„Najmrodzki, czyli dawno temu w Gliwicach" w reżyserii Michała Siegoczyńskiego to gwarancja ponad trzech godzin dobrej zabawy i satysfakcji z przebywania w teatrze.

Jan Gruca
Dziennik Teatralny Katowice
24 czerwca 2019

Książka tygodnia

Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Maurizio de Giovanni

Trailer tygodnia