Narodowa epopeja komediowa

XIV Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej INTERPRETACJE

Otwarciu Festiwalu Interpretacje w Katowicach od zawsze towarzyszy tzw. mistrzowski spektakl, czyli realizacja wybitna powstała przez reżysera ze znakomitym dorobkiem twórczym, będącą pewnego rodzaju wskazówką dla młodych reżyserów startujących o Laur Konrada oraz ucztą dla widza, który nieczęsto ma okazję oglądać spektakle naprawdę wybitne.

Jednakowoż podczas tych czternastu edycji festiwalu zdarzało się, że spektakle mistrzowskie nie wiadomo czemu, ale mistrzowskie były jedynie z nazwy. Na szczęście spektakl otwierający obecną edycję Interpretacji – „Pan Tadeusz czyli Ostatni Zajazd na Litwie” okazał się mistrzowskim strzałem w dziesiątkę. Spektakl w reżyserii Mikołaja Grabowskiego, powstał w koprodukcji Starego Teatru w Krakowie oraz festiwalu Boska Komedia i swoją premierę miał właśnie podczas festiwalu w grudniu ubiegłego roku (swoją drogą coraz częściej na teatralnej mapie Polski powstają tzw. „premiery festiwalowe” – ciekawe czy zjawisko to utrzyma się na dłużej). 

Krakowski spektakl utrzymany jest od początku do końca w konwencji, jakiej Mikołaj Grabowski jest wierny od lat. Jest to teatr, który bierze na warsztat nasze narodowe przywary i stawia je w świetle oryginalnej interpretacji Grabowskiego, igrając formalnie z materią samego teatru jak i słowa. I tak – „Pan Tadeusz…” jest ironiczno-komediowym obrazkiem portretującym nas samych. Skąd ten ton, skoro wszystkie słowa padające z ust bohaterów są w niezmienionej postaci przetransponowane na scenę? Wynika on przede wszystkim ze sposobu, w jaki aktorzy prezentują wybrane z epopei wątki oraz z licznych zabiegów reżyserskich w sferze aktorskich działań.

Pastisz (ale bardzo dobrotliwy i wcale nie obrazoburczy, a wręcz wielce komediowy!) towarzyszy wielu scenom. Jest także nieodzownym środkiem służącym portretowaniu bohaterów. Prym wiedzie Hrabia, którego romantyczność i patetyczność sięga zenitu zwłaszcza w scenach miłosnych i walecznych. Tuż na drugim miejscu plasuje się Zosia, która u Grabowskiego nie jest wdzięczną zjawą, lecz pokraczną młodą istotką bez żadnej ogłady, prawie chłopką. Nie mniej zabawni są: nieszczęśliwa z powodu zbyt szybkiego starzenia się Telimena, młody i nieokrzesany Tadeusz, znudzony wszystkim i usypiający na każdym krześle Soplica, nawet ksiądz Robak – zwłaszcza mamrocząc swe dawno skrywane tajemnice w przedśmiertnej spowiedzi – budzi niepohamowany chichot.  

Spektakl oczywiście przedstawia znaną nam wszystkim historię (otoczeniem jest tutaj zamek w remoncie – wszędzie rusztowania i folia, nawet betoniarka!), ale jest też tropicielem naszej narodowej megalomanii poprzez nagromadzenie scen, w których to wychwalane są wszelkie uroki naszego kraju (chmurki i niebo, przyroda, kumkające żaby) jak i produktów, które można tutaj nabyć lub też skosztować (tabaka, alkohole, sposób parzenia kawy). 

Spektakl w reżyserii Mikołaja Grabowskiego jest wysadzany scenami-perełkami. Z pewnością należą do nich wszystkie sceny muzyczne, kiedy to aktorzy nucą strofy z Pana Tadeusza do delikatnej muzyki skomponowanej przez Zygmunta Koniecznego (rarytasem jest tutaj zdecydowanie Inwokacja). Wybitnie zaaranżowana zostaje scena wyprowadzenia Zosi na salony – podczas gdy ta znika za parawanem a Telimena wraz z innymi kobietami przyodziewa ją w suknię, jedna z aktorek wstępuje na proscenium i wyśpiewując imię ‘Zosia’ tworzy czarujący ni to koncert ni to performans. Wiele śmiechu wywołują iście mistrzowsko rozegrane zaloty Telimeny do obu absztyfikantów. Uznanie budzą również sceny zbiorowe jak wspólne biesiadowanie, modlitwa w kościele czy bijatyka z Moskalami.

Słowem – „Pan Tadeusz…” to klasa sama w sobie i myślę, że na taki spektakl może pozwolić sobie jedynie dojrzały, utalentowany twórca, który niejeden wybitny spektakl w swoim artystycznym życiu zdołał zrobić. Do takich z pewnością należy Mikołaj Grabowski, który udowadnia, że można wyreżyserować świetne przedstawienie, będąc w kontrze do tekstu źródłowego, a jednocześnie traktując ów tekst (i autora oczywiście) życzliwie i bez wyższości, nie obrażając swoimi inscenizacyjnymi rozwiązaniami nikogo, a ‘jedynie’ rozśmieszając wszystkich, czasem nawet do łez.   

Miejmy nadzieję, że ta teatralna uczta będzie przez cały nadchodzący tydzień trwała w najlepsze!

Marta Odziomek
Dziennik Teatralny
12 marca 2012

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia