Narodziny gwiazdy

"Piękny nieczuły" - reż. Edward Wojtaszek - Teatr Polonia w Warszawie

Andrzej Strzelecki przyznał mi, że rzadko się zdarza, by ktoś na egzaminie wstępnym do Akademii Teatralnej był już niemal gotowym materiałem na aktora. A z Natalią Sikorą właśnie tak było. Pedagodzy musieli się więc starać przede wszystkim swą studentkę nauczyć, jak ma sobie radzić z tym talentem i tą wrażliwością. W jednej z edycji "The Voice of Poland" Sikora, śpiewając brawurowo utwory swej ukochanej Janis Joplin, jurorów programu wprowadziła w niekłamany zachwyt.

Grając Molly w "Ulissesie", stworzyła natomiast postać silnej kobiety z niebywale wybujałą wyobraźnią. Była w niej nuta perwersji i ani grama wulgarności. Po śmierci synka świat Molly legł w gruzach i nic już nie była w stanie zaśpiewać, choć kiedyś muzyka była treścią jej życia.

W życiu Sikory muzyka również zajmuje ważne miejsce. Jako podwójna laureatka "Szansy na sukces" wyśpiewała wstrząsająco "Szukam przyjaciela" z repertuaru Staną Borysa, a potem "Alien" grupy TSA. Wielu fachowców uważa, że jej interpretacja utworu "Konie", z muzyką Wysockiego do słów Osieckiej, jest niedoścignionym wzorem.

W swoim rodzinnym Słupsku udowodniła, że jest najlepszą w Polsce Sally Bowles w inscenizacji słynnego musicalu "Cabaret". Była więc polską Lizą Minelli i Janis Joplin, a teraz dzięki premierze w Teatrze Polonia okazuje się też polską Edith Piaf.

Edward Wojtaszek przetłumaczył na nowo sztukę słynnego Jeana Cocteau "Piękny nieczuły". Mówi o toksycznej miłości starzejącej się piosenkarki do przystojnego młodego mężczyzny. Tekst inspirowany był prawdziwymi dziejami związku Piaf z amantem sceny Paulem Meurisse'm. Jego nieskazitelne maniery, elegancja i spokój wprawiały bardzo emocjonalną i wrażliwą Piaf najpierw w podziw, a z czasem wywoływały irytacje i doprowadzały do rozpaczy. Utwór jest właściwie monologiem, a w Polsce grały go z reguły heroiny sceny, takie jak Irena Eichlerówna, Anna Polony, Aleksandra Koncewicz czy Ewa Krasnodębska. Teraz wystawiony jest w zupełnie innej konwencji, a rola Natalii Sikory na długo zapada w pamięć. Sikora - Piaf pojawia się na pustej scenie i brawurowo wykonuje "Hymne a l'amour". Kiedy rozlegają się oklaski, błyskawicznie zmienia się w "codzienną" kobietę, która wraca do domu z siatką zakupów w ręce. Tu w nieskazitelnych czerwono-czarnych wnętrzach czeka na powrót mężczyzny. Triumfująca Piaf staje się istotą zagubioną, która pragnie miłości jak kania dżdżu. I wtedy pojawia się ten piękny i wymarzony (Paweł Ciołkosz), patrzy na nią z dystansem, bawi się jej skargą. Milczeniem kwituje wyznania kobiety, która w swej miłości gotowa jest nie tylko do wyrzeczeń, ale i upokorzeń. Kiedy tamta, szarpana namiętnościami, rozgrywa swój miłosny dramat, on spokojnie przegląda gazetę, a potem zasypia. I wtedy skonana i pokonana Piaf wraca na scenę, i z jeszcze większą determinacją wykonuje swój "L'homme a la moto", a potem kolejne przeboje "Mon Dieu", "Johnny".

Występ Sikory wbija w fotel. Aż chce się zacytować słowa Cocteau o Piaf: "Przyjrzyjcie się tej wątłej postaci o rękach jaszczurki z ruin, przyjrzyjcie się temu czołu Bonapartego, tym oczom ociemniałej, która odzyskała wzrok. Usłyszcie, jak śpiewa. Jak wydobędzie ze swojej wątłej piersi wielkie skargi nocy". Publiczność Polonii wprawiona w euforię ociera łzy wzruszenia i nie chce wypuścić Natalii Sikory ze sceny. Tylko kto tu jest nieczuły? Sceniczny partner, zagrany szlachetnie przez Ciołkosza, czy dyrektor Teatru Polskiego, który mając w zespole taki skarb, poza etatem niewiele ma Sikorze do zaproponowania.

Jan Bończa-Szabłowski
Rzeczpospolita
6 lipca 2017

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...