Nasza prywatna bohaterszczyzna

"III Furie" - reż. Marcin Liber - Teatr im. Modrzejewskiej w Legnicy

"III Furie" - spektakl, którego premiera odbyła się w marcu tego roku w legnickim teatrze, wrócił na deski, ale już na Dużą Scenę. Scena na Piekarach, która było pierwotnym miejscem wystawiania sztuki, została zamknięta. Spektakl powrócił z nową falą widzów - tych zainteresowanych ponownym spotkaniem z "Furiami" i tych, którzy po raz pierwszy zechcieli obcować z tą, niecodzienną, sztuką

Sztuka została napisana przez trio: Małgorzatę Sikorską-Miszczuk, Magdę Fertacz i Sylwię Chutnik. Ta trzecia autorka wydała w 2010 roku książkę „Dzidzia” – „rozpaczliwy apel o Polskę, która wreszcie otrząsnęłaby się z trupów, win i kar” („Polityka”). Na motywach tej właśnie książki został oparty legnicki spektakl. Dla Miszczuk to nie pierwsze zetknięcie się z polską demitologizacją. W sztukach „Walizka” czy „Burmistrz” propagowała zdrowy stosunek do historii i nadania jej innego biegu. Bohaterowie tych sztuk to często ludzie bez życiorysu. Pantofelnik z „Walizki” zaczyna być sobą dopiero po otwarciu tytułowej walizki, która należała do ojca zamordowanego w Auschwitz. Tytułowy bohater „Burmistrza” to „dusza człowiek, brat – łata”, który musi wziąć na barki całą hipokryzję mieszkańców i nieświadomie stać się symbolem ich chorego mitu. „III Furie” kontynuują te rozważania, ale w nieco innym natężeniu. 

Reżyserią zajął się Marcin Liber, kostiumami – grupa Mixer, a muzyką na żywo – Moja Adrenalina, nazwana w spektaklu wdzięcznie Syrenami. Mamy w tej opowieści, jak w narodowym kalejdoskopie, wszystkie traumy polskiej rzeczywistości – wojnę toczącą się mentalnie wiele lat po jej rzeczywistym zakończeniu, zacofanie, biedę. Mamy ukazany odwieczny podział na pokrzywdzonych i krzywdzicieli. Tyle, że ta historia nie jest taka prosta. Pytanie brzmi: kto tak naprawdę jest bardziej skrzywdzony? Wszyscy są tu ranni, nawet ci, którzy są pozornie beztroscy (motyw gejowski). Nie ma zrozumienia i korelacji – bo każdy jest \'wypruty\', czuje się w tym świecie bezwartościowy. Spektakl pokazuje problem alkoholizmu, aborcji, nietolerancji społecznej i dewocji. Portretuje społeczeństwo w rozkładzie, żyjące cały czas mitami, nieuregulowane mentalnie, nie mające wspólnego celu, choć tak mocno naznaczone niegdyś mesjanizmem i męstwem patriotycznym. Dwa kolory, które dominują w sferze wizualnej to oczywiście biel i czerwień – odmieniane w najróżniejszych konotacjach: gry świateł na scenie, kostiumów bielisto-krwistych czy chociażby krzesełek dworcowych. Dworzec stanowi tu figurę nie tyle czasoprzestrzenną, co psychologiczną – wszyscy zastygliśmy, nie jesteśmy zdolni do zmian.

Pod względem konwencji jest to balans między dramatem i komedią. Groteska czai się na każdym kroku. Właśnie owa deformacja rzeczywistości pozwala wyłonić wszystkie chore stereotypy na wierzch. Słowa śpiewane na początku spektaklu: „Gdzie Ci są chłopcy z dawnych lat” dopełnia czarę naszej polskiej goryczy. Przecież wielu tych „chłopców” w imię wolności naszej wbijali kule w głowy nieświadomych i niewinnych ludzi w imię tępo wpojonych doktryn. Jednym z wątków, o który oparto również „III Furie” są odważne wyznania Stefana Dąbskiego, byłego żołnierza AK, który popełnił samobójstwo w latach 90. Na uznanie zasługuje gra aktorska Rafała Cielucha. Przykuwa on uwagę od początku do końca, pełni rolę przewodnika, dopowiadacza całej historii, ale nie tylko. Ma on w sobie niewytłumaczalną siłę przyciągania, balansuje między minimalizmem aktorskim a silną ekspresją. Obok nadmienionego już Rafała Cielucha, dużą pracę aktorską wykonała Joanna Gonschorek w roli Danuty Mutter, matka „dzidzi”, która jak przekleństwo zawisła na sztandarze naszego polskiego podwórka. W jej postaci najpełniej wyraża się nasza biedna polskość, pełna hipokryzji. Mutter to ofiara wszystkich ustrojów, wszystkich władz – od niemieckiej przez czerwoną po niepodległą.

To sztuka, na której widzowie się uśmieją i przerażą. Nie można być pewnym swych emocji ani na chwilę. Gra z napięciem widza to atut spektaklu, choć niejednokrotnie można było się przerazić nagłymi przejściami ze spokojnego, wyciszonego dialogu do progresywnego wstrząsu muzycznego. Muzykę w spektaklu kreuje Moja Adrenalina i jest to duży atut tego spektaklu – ma wartość synkretyzującą konwencję – miesza styl nowoczesny z dawnym, wprowadza różne poziomy muzyczne po to, by wydobyć to, co wspólne na przestrzeni wieków w naszej historii. Przejście z jednej sceny do drugiej staje się przez to płynniejsze. Muzyka nie pieści uszu – wstrząsa (czasem nie sposób ucha nie zakryć), stawia świat przedstawiony w obliczu ciągłego zaburzenia, strachu i niepewności.

We współczesnych sztukach coraz bardziej silna staje się próba odmitologizowania przeszłości, tradycji, legend i naszej polskiej bohaterszczyzny. Jako przykład równoległy mogę podać działania artystyczne Pawła Łysaka, jednego z reżyserów teatru radia, którego premiery staram się od czasu do czasu komentować na łamach „Dzienika”.. W 2011 roku słuchowisko "Somosierra" w jego reżyserii wygrało Festiwal Dwa Teatry w Sopocie. Jego spektakl to krzywe zwierciadło naszej żałosnej salwy patriotycznej mknącej poprzez wieki. Szarża napoleońska w wąwozie Somosierra obnaża nasze rozumienie polskości i bohaterskości z niej wynikającej. „III Furie” są agresywną sztuką, nie stanowią jedynie zaznaczenia problemu fałszywego pojmowania naszej narodowości, ale pokazują, jak mocno ten fałsz wnika w naszą krew i zaczyna pulsować pokoleniami, tworząc maź wiecznego niezrozumienia i pretensjonalnego zacofania kulturowego. Nie każdemu ta sztuka musi się podobać, nie każdy też z jej rysem światopoglądowym się zgadza – niemniej jest mocnym głosem o modernistyczną mentalność, wolną od stereotypów i uprzedzeń.

Teatr legnicki, choć już uboższy topograficznie, nadal jest znaczącym punktem na mapie artystycznej polskich scen. Objawia się to przez silną oryginalność w odczytywaniu tekstów, które adaptuje, jak i zgranym i zdolnym zespołem aktorów, wśród których widać już następców niegdysiejszych gwiazd legnickiego teatru pokroju Przemysława Bluszcza czy Janusza Chabiora.

Janusz Łastowiecki
Dziennik Teatralny Legnica
8 listopada 2011

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia