Natural Born Killers

"Zabójca" - reż. Jarosław Tumidajski - Teatr Ludowy w Krakowie

„Zabójca” Aleksandra Mołczanowa nie jest wyrafinowaną, zawiłą fabułą. Andrij ma dług, o który wreszcie zaczyna się dopominać jego znajomy, niejaki Sieka. Dopomina się, dopomina, wreszcie straszy. Proponuje anulowanie długu (dwunastu tysięcy rubli), pod warunkiem, że młody student wybierze się z akademika na podmiejską prowincję, by odebrać dużo większą sumę pieniędzy od... innego dłużnika (pięćdziesiąt tysięcy). By Andrij nie nawiał z kasą, towarzyszyć ma mu dziewczyna zleceniodawcy, Oksana. Gdyby dłużnik z prowincji nie chciał oddać, to Andrij ma go... zlikwidować.

Podróż na wieś ma dwa etapy. Najpierw para odwiedza matkę Andrija, czemu niezbyt chętna jest Oksana. Nic dziwnego, zakochujący się w niej Andrij przedstawia dziewczynę jako... swoją narzeczoną. Matka początkowo niezbyt przekonana, w końcu uwierzy i wręcza przyszłej pannie młodej dwanaście tysięcy rubli na nowe życie, na opłacenie mieszkania, na potrzeby młodej pary. Potem odwiedzają dłużnika (Oksana zataja, że mają już pieniądze, by oddać Siece dług Andrija). Świetna to scena, gdzieś na wsi, na podwórku chłopak czeka z kasą wraz z dwoma kolegami. Andrij przekonany, że będzie musiał go zabić, dziwi się, że jednak pięćdziesiąt kawałków jest mu w spokoju zwrócone. Ciekawe są tu dylematy bohatera. Uważa, że stał się mordercą, skoro przekonał już sam siebie do zabicia człowieka. Rozdziela się z Oksaną, pewien, że autochtoni będą go ścigać po wsi. Oksana wraca do Moskwy.

Podoba mi się rytm tego przedstawienia, granego w kameralnej przestrzeni Sceny Pod Ratuszem. Linearna akcja jest co jakiś czas nawet nie tyle rwana, co miksowana. Pulsuje język, Mołczanow zapętla słowa. Autor wykreował barwny duet w drodze, niemal taki, jak z „Natural Born Killers". Fabuła przetykana jest piosenkami: Ryszard Starosta wychodzi z gitarą, Patrycja Durska śpiewa. Przeszkadzają głupawe, namolnie dopowiadające sensy, projekcje: jakieś aniołki, czaszki. To, jak napisałem powyżej, prosty tekst, do jego prezentacji wystarczyłaby goła scena i dwójka młodych aktorów, nawet bez żadnych artefaktów. Wystarczyło zwyczajnie podążać za tym dramatem, świetnie zresztą napisanym. Wystarczyło dać aktorom więcej wolnej ręki, szczególnie Staroście, który potwierdza, że jest zdolnym aktorem. Zamiast pomysłów reżysera na wejścia w publikę (durne błaganie o papierosa, przeciskanie się między rzędami), należało dać im zagrać ten tekst. Po prostu. Bo .„Zabójca" to przykład spektaklu, który zarzynają reżyserskie pomysły, a który ratuje duet aktorów.

Bartłomiej Miernik
miernik Teatru
10 stycznia 2014

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia