Nazywał je "kocmołuchami"

34 lata temu wyemitowano pierwszy odcinek serialu "Tulipan"

Gdy 22 lutego 1987 r. Telewizja Polska wyemitowała pierwszy odcinek serialu "Tulipan", wybuchł skandal. Wielu widzów uznało, że opowiadająca o losach uwodziciela produkcja jest demoralizująca i domagało się zdjęcia jej z anteny. Tak się jednak nie stało - wszystkie sześć odcinków wyemitowano, a perypetie Jurka śledziły miliony osób. Dla Jana Monczki, który wcielił się w główną rolę, "Tulipan" był przepustką do kariery. Ale stał się też przekleństwem.

Przez kilkanaście lat uwodził, okradał i porzucał kobiety. Aż do roku 1982, gdy został aresztowany, a potem skazany na 15 lat więzienia. Jerzy Kalibabka, bo o nim mowa, dzięki swoim niechlubnym wyczynom zyskał ogromny rozgłos i miano polskiego Casanovy. Podczas procesu przesłuchano ponad 200 nastoletnich dziewcząt. Mimo że oszukiwał i uwodził, to i tak był uwielbiany.

Kalibabka był prostym rybakiem, który pewnego dnia po kłótni z matką rzucił wszystko i ruszył w Polskę. Jego późniejsze działania, które były w większości przestępcze, dały mu ogromną popularność. Przez pięć lat jeżdżąc po całej Polsce, uwodził młode dziewczyny, okradał, oszukiwał i wykorzystywał.

Nazywał je "kocmołuchami", choć musiały być młode, atrakcyjne i z dobrych domów. Kalibabka próbował swoich sił także jako sutener i cinkciarz, jednak żadna z tych "prac" mu nie odpowiadała. Skupił się więc na uwodzeniu i okradaniu. Potrafił chwalić się, że w ciągu tych pięciu lat miał ok. dwóch tysięcy partnerek.

"Wyczynami" Jerzego Kalibabki żyła w latach 80. cała Polska.

Jego postać odżyła ponownie za sprawą inspirowanego jego życiem serialu "Tulipan", który nakręcono w 1986 r. Andrzej Swat, autor zrealizowanego później i również cieszącego się dużą popularnością "Akwenu Eldorado" (1988), dostrzegł w historii Kalibabki doskonały materiał na serial. Inspiracji dostarczyła mu m.in. seria publikowanych na łamach "Tygodnika Powszechnego" artykułów Leszka Konarskiego, w których autor dokładnie opisał sposoby działania Kalibabki.

Do współpracy przy realizacji serialu Swat zaprosił Janusza Dymka - reżysera i scenarzystę, autora udanego cyklu dla młodzieży "Siedem życzeń", który wyreżyserował 5 z 6 odcinków "Tulipana".

Główną rolę zagrał w nim 30-letni wówczas Jan Monczka, absolwent krakowskiej PWST, wtedy występujący głównie na deskach teatralnych i mający na koncie jedynie epizodyczną (niewymienioną nawet w napisach) rolę w jednym z odcinków telewizyjnego cyklu "Z biegiem lat, z biegiem dni" w reżyserii Andrzeja Wajdy i Edwarda Kłosińskiego. Obok niego w obsadzie znaleźli się między innymi: Ewa Ziętek, Maria Pakulnis, Jerzy Kryszak, Marta Klubowicz, Anna Gornostaj, Krystyna Tkacz, Stanisław Brudny, Maria Probosz i Artur Barciś.

Nieznany wcześniej aktor z miejsca zyskał ogromną popularność - sława ta miała wysoką cenę, bowiem wiele osób zaczęło utożsamiać go z bohaterem, którego zagrał.

Zawsze Tulipan
Jak przyznawał po latach aktor, rola Tulipana była dla niego zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Z jednej strony dała mu bowiem ogromną rozpoznawalność, z drugiej jednak został z jej powodu zaszufladkowany.

"Cieszy mnie, że ten serial żyje tyle lat, ale czasem mam już dosyć tej roli. Nie udało mi się dotąd zagrać niczego bardziej spektakularnego. Mam świadomość, że dla wielu widzów jestem wciąż Tulipanem" – powiedział w wywiadzie dla "Angory". Dodał też, że czasem wraca do niektórych odcinków. Nie z sentymentu do serialu, ale przez przypadek. "Tulipan" był wielokrotnie powtarzany przez różne stacje telewizyjne, więc gdy Monczka trafiał na któryś odcinek, to już go oglądał.

Aktor przyznał, że choć wcielił się w czarny charakter, którego losy ukazane na ekranie wzbudzały duże kontrowersje, on sam spotkał się z dużym uwielbieniem. Otrzymywał od kobiet mnóstwo listów, wiele z nich zawierało wyznania miłosne. Podobnie było z pierwowzorem tej postaci, czyli Jerzym Kalibabką. Ten, nawet siedząc w więzieniu, mógł liczyć na adorację i oddanie kobiet. Jak wspomina Andrzej Swat, współscenarzysta serialu, spotkał się z polskim Casanovą, gdy ten już przebywał w więzieniu. Z tego spotkania dobrze zapamiętał to, że pod murem zakładu karnego koczowały kobiety, ofiary Kalibabki. "O jedenastej, czyli w godzinie spaceru wykrzykiwały »Jurek, Jurek kochamy Cię«" – wspominał w "Pytaniu na śniadanie" scenarzysta.

W przeciwieństwie do Kalibabki, Jan Monczka szybko dostrzegł nie tylko blaski, ale też cienie sławy. "Spotkała mnie duża popularność. Moja żona z okna podglądała moment, kiedy wychodziłem z kamienicy i patrzyła na reakcje ludzi, którzy z niedowierzaniem przyglądali się, jak opuszczam dom. Nie wierzyli, że ten facet tu mieszka" – wspominał aktor. I dodawał, że niektórzy patrzyli na niego jak na sławnego aktora, ale byli też tacy, którzy uważali go za uwodziciela. "Nie da się ukryć, że swego rodzaju utożsamienie miało miejsce. Wiele osób postrzegało mnie w taki, a nie inny sposób" - mówił w jednym z wywiadów Monczka.

Łatka serialowego amanta i uwodziciela przeszkadzała mu nie tylko w życiu prywatnym. Zaczęła też bowiem rzutować na jego dalsze losy zawodowe. Reżyserzy nie chcieli bowiem zatrudniać do swoich filmów aktora, który tak mocno kojarzył się już wszystkim z jedną postacią. "Był taki czas, że to mnie denerwowało i chciałem nawet z tym walczyć, ale mi przeszło. Już wiem, że będę z tą rolą związany na zawsze. Ludzie to ciągle pamiętają" – przyznał aktor w rozmowie Michałem Wichowskim.

(-)
Onet.Kultura
23 lutego 2021
Wątki
FILM

Książka tygodnia

Street Art. Wielcy artyści i ich wizje
Wydawnictwo ARKADY
Alessandra Mattanza

Trailer tygodnia