Neurotycy w akcji

"Zagraj to jeszcze raz, Sam" - reż. Krzysztof Babicki - Teatr J. Słowackiego w Krakowie

Relacje międzyludzkie to coś, od czego nie możemy uciec. To także coś, z czym nie radzi sobie niemal każdy – w mniejszym lub większym stopniu. Drugi człowiek nas fascynuje, podnieca i przeraża. Wejście w kontakt z drugą osobą zawsze oznacza przekroczenie granicy – dla siebie oraz dla niego. Różne mogą być konsekwencje i czy koszty psychiczne takiego spotkania na styku osobowości. O tym, że czasami nie radzimy sobie ze sobą i ze światem, w którym musimy obcować z ludźmi opowiada najnowszy spektakl w reż. Krzysztofa Babickiego – „Zagraj to jeszcze raz, Sam".

Wchodząc na widownię, widzimy odwróconego do nas tyłem mężczyznę. Siedzi na fotelu i wpatruje się w ekran telewizora. Czarno-białe fragmenty filmów z Humpreyem Bogartem zapętlają się. Kiedy pojawiają się napisy końcowe, bohater wyłącza pilotem telewizor i odwraca się w stronę widowni. Zaczyna opowiadać o sobie. Będzie to opowieść ściśle z jego perspektywy – człowieka o lekko zachwianej psychice, który właśnie rozwiódł się ze swoją żoną. Dzięki Allenowi (doskonały Krzysztof Piątkowski) dowiemy się, że rządzą nami instynkty, każdy jest ostatecznie samotny, a miłość jest zwyczajnie ślepa.

Scenę opanowuje neurotyczna osobowość Allena (będąca alter ego Woody'ego Allena – autora sztuki). Jeździ po pokoju na fotelu, rozrzuca ubrania, ale najczęściej oddaje się rozmyślaniom. Forma spektaklu bardzo przypomina film „Sekretne życie Waltera Mitty", w reż. Bena Stillera. Główny bohater to marzyciel, który często przebywa w indywidualnym świecie wyobraźni. Rozważa w głowie różne rozwiązania sytuacji, dlatego akcja przerywana jest np. jego rozmowami z Humpreyem Bogartem jako jego cichym doradcą. Tak jak we wspomnianym filmie – są to dygresje, w których przenosimy się do głowy mężczyzny.

Mamy tu świetne aktorstwo (szczególną uwagę zwraca Marta Konarska, występująca w rolach różnych wcieleń kobiet z wyobrażeń głównego bohatera), absurdalny humor, dobrze dobraną muzykę i ciekawą scenografię. To wszystko sprawia, że szybko zanurzamy się w historię Allena wraz z jego obsesjami. Z zainteresowaniem oraz rozbawieniem patrzymy, jak (niby nieudolnie) doprowadza do romansu z żoną swojego najlepszego przyjaciela. Scenografia zbudowana jest na planie prostokątu, z którego z różnych stron wychodzą postaci. Można nawet pomyśleć, że jest to wnętrze umysłu Allena – widzimy tylko to, co on widzi. W żadnej ze scen akcja nie przenosi się poza jego mieszkanie.

„Zagraj to jeszcze raz, Sam" to gorzka komedia, która jednak wywołuje salwy szczerego śmiechu. Obraz relacji damsko-męskich jest tu mocno przerysowany ze względu na nagromadzenie idealistycznych stereotypów. Wszystko wydaje się proste i łatwe, kiedy idzie po naszej myśli – w naszej głowie. Rzeczywistość jednak często przekracza wyobraźnię i w zderzeniu z nią możemy czasem doznać urazów. Ale dzieje się tak tylko wtedy, jeśli w porę nie zorientujemy się, że życie to nie film, a my nie jesteśmy Humpreyem Bogartem czy Marilyn Monroe. Zapatrzenie w kogoś i próba jego naśladowania niczego nie daje i lepiej być po prostu sobą. Sam dramat kończy się pozytywnie, więc wychodzimy z teatru ze swego rodzaju nadzieją, że nawet najbardziej zagmatwana uczuciowo historia może skończyć się dobrze.

 

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
27 maja 2016

Książka tygodnia

Tragedie I: Eurypides
Towarzystwo Naukowe KUL
Eurypides

Trailer tygodnia

Dziadek do orzechów
Jurij Grigorowicz
W wielu krajach nie ma Bożego Narodze...