Nie będę już grała w koszykówkę ani tańczyła breakdance\'a

rozmowa z Izabellą Cywińską

Rozmowa z Izabellą Cywińską.

IZABELLA CYWIŃSKA Chętnie odmówiłabym Panu tego wywiadu. Ciągle muszę odpowiadać na te same pytania. Czuję się tym znudzona. Rzadko zmieniam poglądy, toteż moje odpowiedzi są ciągle takie same. To trochę bez sensu. 

BARTŁOMIEJ MIERNIK Izabella Cywińska dyrektor teatru w Kaliszu na początku lat siedemdziesiątych i Izabella Cywińska dyrektor artystyczny Teatru Ateneum w Warszawie po przeszło trzydziestu sezonach to inne osoby. Widzę różnice w myśleniu o teatrze, w sposobie zarządzania teatrem, w estetyce prac reżyserskich. Dostrzega Pani te różnice, potrafi je nazwać? 

CYWIŃSKA Gdy przyszłam do Kalisza, miałam trzydzieści kilka lat i byłam najmłodszym dyrektorem w Polsce. Obejmowałam teatr w małym, powiatowym mieście. Byłam młoda, odważna, bezkompromisowa, w spadku po poprzedniej dyrektorce, Alinie Obidniak, dostałam kiepski zespół aktorski. Szybko zauważyłam, że trudno będzie z tymi aktorami współpracować. Pomyślałam: na pewno zwyciężę, jeśli tylko wysoko zawieszę sobie poprzeczkę, więc postanowiłam wszystkich zwolnić. Starałam się tę operację przeprowadzić bezboleśnie, próbowałam umieszczać tych aktorów w teatrach sąsiednich. Nikt nie został na lodzie. Mój kolega ze studiów, Jerzy Grzegorzewski, jak się dowiedział, co zrobiłam, złapał się za głowę i krzyczał, że nie mam serca. Z jednej strony patrzył na mnie z podziwem, z drugiej z przerażeniem… Ale ja to już przecież tysiąc razy opowiadałam! 

MIERNIK Po dziś dzień w środowisku teatralnym przypomina się ten Pani gest sprzed lat – oto nowy dyrektor trafia na kiepski zespół. 

CYWIŃSKARozumiem Pana sugestię (milczenie). Nie, dziś nie potrafiłabym zrobić czegoś podobnego. Cenię w teatrze pracę zespołową, uważam, że tylko w zespole można tworzyć ważne przedstawienia. Gdy odchodziłam z Kalisza do Teatru Nowego w Poznaniu, wzięłam ze sobą dużą, ale starannie już wyselekcjonowaną grupę aktorów kaliskich. 

MIERNIK Jak wyglądało Pani spotkanie z aktorami Teatru Ateneum, uznawanymi powszechnie za gwiazdy, które najlepsze lata artystyczne mają za sobą? Nie kusiło Pani, by jednak rozstać się z większością z nich, zaryzykować jak kiedyś w Kaliszu? 

CYWIŃSKA…(śmiech) 

MIERNIK Miałem stawiać niesztampowe pytania. 

CYWIŃSKAObejmując Ateneum, nie dokonywałam wrogiego przejęcia. Łącząc stary zespół z nowymi aktorami, staram się nie wywracać wszystkiego do góry nogami. Nowi aktorzy to już prawie połowa zespołu Teatru Ateneum. Część starszych aktorów odeszła na emerytury. Dotychczas w zespole męskim emeryci stanowili blisko połowę. Czasami zdarzało się, że czterdziestolatek grał dwudziestolatka. Przyjęłam już kilku młodych aktorów tuż po szkole. 

MIERNIK Według jakich kryteriów? Czy tak jak w Kaliszu? 

CYWIŃSKAWtedy, przed laty, każdy angażowany przeze mnie aktor musiał mieć podobną do mnie wizję artystyczną. Wyobrażałam sobie, że to jest możliwe, i proszę mi wierzyć – częściowo się sprawdziło. Z każdym kandydatem, zanim został przyjęty do zespołu, wiodłam długie rozmowy. Teraz po prostu zabiegam o najlepszych i z Warszawy, i z tak zwanej prowincji, a młodych obserwuję na scenie, oglądam dyplomy. Czeka Pan na przykłady? Spodobała mi się na przykład młodziutka Anna Gorajska, którą widziałam w dwu spektaklach i która zdobyła główną nagrodę aktorską na ostatnim Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi, czy występująca już w Ateneum Barbara Prokopowicz. Wzięłam ją z Poznania, po obejrzeniu jej monologów u Lupy. To bardzo utalentowana i myśląca aktorka. Młodzi aktorzy, z których dopiero jeden dostał szansę w „Trash Story”, a drugi próbuje w „Mojej córeczce” Różewicza, są po łódzkiej filmówce, mają świetne rekomendacje. Zobaczymy, jak sobie dadzą radę. Ponadto w naszym przedstawieniu „Miasto” gra świetny, doświadczony już aktor Przemysław Bluszcz, z którym nawiązałam współpracę i z którym również wiążę ogromne nadzieje. Pewnie Pan myśli, że kluczę, że celowo unikam odpowiedzi? 

MIERNIK Będę się dopytywał dalej o szczegóły... 

CYWIŃSKA Do końca sezonu Ateneum da sześć premier – to bardzo dużo, a przecież w kwietniu minął dopiero rok, jak objęłam dyrekcję. Ale przez ten czas pokazałam prawie cały zespół. Nie udało mi się tylko z Teresą Budzisz-Krzyżanowską, dla której szykujemy specjalne danie. Wszystkich w tym czasie poznałam i już wiem, z którymi jestem w stanie budować zespół Teatru Ateneum, a z którymi nie będzie to możliwe. 

MIERNIK I co z tymi, z którymi nie będzie to możliwe? 

CYWIŃSKA Albo odeszli sami, albo… noo…, odeszli sami (śmiech). 

MIERNIK Tu przez lata pracował, przewrotnie mówiąc, „zgrany zespół”. 

CYWIŃSKA Jeżeli był zgrany wokół własnych interesów, to niedobrze. Natomiast jeżeli był zgrany wokół idei, która przyświecać powinna temu teatrowi i przesłaniu, które ten teatr… Oj nie, nie powinnam nic mówić o przesłaniu. Kiedy rok temu mówiłam w wywiadach o idei i przesłaniu, powołując się na pamięć patrona – Jaracza, to obróciło się to przeciwko mnie. 

MIERNIK Chodzi o wywody o ewolucji i rewolucji w Ateneum? 

CYWIŃSKA I o tym, że to powinien być teatr misyjny. Zostałam potem wyśmiana, a przez niektórych obrzucona błotem. 

MIERNIK Jeśli dobrze rozumiem, szczególny, uprzywilejowany status gwiazdy może być przeszkodą w budowaniu zespołu. 

CYWIŃSKA Zespół teatralny to grupa ludzi, którzy pracują na rzecz spektaklu i „firmy”, a nie tylko po to, żeby pokazać się widowni. „Odejścia” Václava Havla próbowałam ze starym składem tego teatru. Podczas prób spytałam jedną z aktorek, dlaczego zamiast do partnera przemawia ciągle do widowni. Odpowiedziała mi ze śmiechem, że przez ostatnie piętnaście lat kazano jej zwracać się właśnie w tę stronę. Winny jest też niestety styl niektórych reżyserów, którzy wcześniej tu pracowali. Aktorzy to wykorzystywali, byli silniejsi, mieli większe nazwiska niż ci z drugiej strony rampy. 

MIERNIK Jakie są jeszcze różnice między Izabellą Cywińską lat siedemdziesiątych a tą teraz? 

CYWIŃSKA Jest jedna wielka różnica: dziś nie wierzę już, jak to bywało kiedyś, że wszystko uda się nam zrobić tak, jak to sobie wcześniej założyliśmy. Łatwiej rozgrzeszam się ze strąconej poprzeczki. To sprawa doświadczenia. 

MIERNIK Porozmawiajmy o repertuarze. W mijającym sezonie zaprosiła Pani do pracy dwie młode reżyserki, reżysera filmowego, a dwa spektakle wyreżyserowała Pani sama. 

CYWIŃSKA Zawsze forowałam młodych. Teatr powinien wychować sobie własnego reżysera. Natalii Sołtysik zaproponowałam pracę po obejrzeniu w Teatrze Współczesnym jej dyplomu – „Szafy”. Podobała mi się jej niezwykła dyscyplina i konsekwencja, rzadko spotykana u młodych reżyserów. Może niedobrze, że zaproponowałam jej na początek „Szarańczę” Biljany Srbljanović. W jakiejś mierze sztukę psychologiczną…. Osobiście wolałabym widzieć w tym przedstawieniu więcej człowieka, a mniej formy. Forma ma służyć treści, a nie odwrotnie. Ale to moje zdanie. Ona uznała inaczej i z żelazną konsekwencją przeprowadziła swój zamiar. „Szarańcza” podoba się młodym ludziom, pokazuje im nowy teatr, staje się zapowiedzią zmian estetycznych w Ateneum. Natomiast Ewelina Pietrowiak, młoda, ale już bardziej doświadczona, w Ateneum wyreżyserowała przedtem dwa dobre spektakle. Na pewno chciałabym z nią jeszcze w przyszłości współpracować. Dostała trudny tekst – „Trash Story” i nie wszystkich tych aktorów, których chciała. Publiczność Ateneum, przyzwyczajona do innego teatru na Scenie 61, nie kupiła tego tekstu i spektaklu. 

MIERNIK Za dyrekcji Gustawa Holoubka w Teatrze Ateneum obecny był, obok głównej linii repertuarowej – dramatycznej, nurt recitalowo-muzyczny. W mijającym sezonie takich premier nie było. Dotychczas spora część publiczności przychodziła tu na recitale, przedstawienia muzyczne, wieczory poezji. 

CYWIŃSKA Wszystkie spektakle muzyczne utrzymałam w repertuarze. 

MIERNIK Ale nowych brak. Odnoszę wrażenie, jakby robiła Pani dyskretny ukłon w stronę rozśpiewanej publiczności Ateneum, na przykład poprzez trochę sztucznie zszyte z fabułą songi w „Namiętnościach”. 

CYWIŃSKA Nie zgodzę się. Andrzej Poniedzielski napisał słowa songów do muzyki Jerzego Satanowskiego. Komentują filozofię Singera, a trio aktorskie, które je śpiewa, to nie żadna cepeliada, jak pisali niektórzy krytycy, tylko postaci, które uciekły prosto z obrazów Marca Chagalla. Choćby ze względów dydaktycznych krytyka powinna była wspomnieć nazwisko tego wielkiego malarza. 

MIERNIK Obraz w szafie akurat rozpoznałem. W „Namiętnościach” estetyka songów kojarzyła mi się nie tyle z cepelią, ile z tandetnymi jasełkami. Jaskrawe stroje chóru nie pasowały do reszty przedstawienia. To estetyka kolorowych sztucznych kwiatów. 

CYWIŃSKA Ależ te „tandetne jasełka”, jak je Pan nazywa, to zaklęta przez Chagalla tradycja żydowskich Sztetli, zamkniętych i przechowywanych w starej szafie, kojarzącej się wprost z holokaustem. Chyba Pan pamięta! To symbol, znak. 

MIERNIK To jednak zabieg niezbyt czytelny. Piosenki zaś są tylko przerywnikiem akcji, nie komentują jej, nie dopowiadają sensów. 

CYWIŃSKA Nie można w teatrze, który jest przecież sztuką elitarną, ograniczać się ze względu na ewentualne nieuctwo widza. Gwarantuję Panu, że znajdzie się też taki, który Matejki i „Bitwy pod Grunwaldem” nie rozpozna. Taki teatr mnie nie interesuje! Taki widz ogląda sitkomy i do teatru nie przychodzi. 

MIERNIK Myślę, że krytycy oczekiwali nieco innych propozycji repertuarowych. Znali Pani przedstawienia z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, może spodziewali się podobnej ostrości, podobnego zacięcia, blachy przypominającej gilotynę, która wisiała nad sceną w wyreżyserowanym przez Panią słynnym „Rewizorze”. 

CYWIŃSKA Teatr polityczny miał rację bytu wtedy, kiedy z konieczności, z obowiązku posługując się metajęzykiem, symbolem i znakiem, porozumiewał się ponad głową cenzury z widzami, zastępując im media. Boże! Jak mnie to nudzi! Ile razy ja to już mówiłam. 

MIERNIK Zatem według Pani dziś na scenie nie ma miejsca na „Onych”, „Na dnie”, na „Łaźnię”? Czy może jednak jest, ale inaczej należałoby ustawić akcenty interpretacyjne? 

CYWIŃSKA Bardziej uniwersalnie! Dziś nikogo nie interesuje mówienie wprost, jakaś doraźność polityczna. W Polsce Ludowej moje przedstawienie „Oskarżony: czerwiec pięćdziesiąt sześć” zastępowało lekcję zatajanej i zakłamanej wówczas historii. Różnica między mną a młodym pokoleniem reżyserów i was – krytyków, którzy upieracie się, żeby tworzyć w dzisiejszej Polsce, w której wszystko wolno, teatr polityczny – jest taka, że ja przeżyłam czasy cenzury, a wy nie. Dziś używanie tej politycznej estetyki jest po prostu za łatwe. 

MIERNIK Polityka rozgrzewa dziś społeczeństwo. 

CYWIŃSKA Tym bardziej po cholerę mówić jeszcze o tym w teatrze? Czytam gazety, bez końca oglądam programy publicystyczne, polityki mam po dziurki w nosie. W teatrze staram się odpowiadać na wielkie pytania. 

MIERNIK Dlaczego wyreżyserowała Pani „Odejścia” Havla? Widzi Pani w tym dramacie „wielkie pytania”? 

CYWIŃSKA „Odejścia” Havla wyreżyserowałam, zdając sobie sprawę, że daleko im do uniwersalnych dramatów Shakespeare’a, ale ich „dzisiejszość” jest niewątpliwie zaletą. Współczesny autor pisze o współczesności, którą sam stworzył, po czym z dystansu obserwował, co z tego wynikło... Czy to jeszcze mało? Czy to się często zdarza? Przy pomocy tego dramatu też można się pokusić o odpowiedź na naprawdę wielkie pytanie. Dotyczy ono pokrzywionych losów wszystkich tych, którzy kiedyś maczali palce w „zdroju władzy”. Dlaczego tak musiało być? To jest wielkie pytanie o naturę ludzką. Ja też zdążyłam jeden palec umoczyć, dana mi była szansa obserwowania świata polityki tuż, tuż, zza winkla, toteż problematyka dramatu Havla była mi bliska, natomiast poczucie humoru już nie. 

MIERNIK A może zbyt rzadko używamy teatru do mówienia o historii współczesnej. Niestety próby takich dyskusji pojawiają się w filmie, powstają quasi-hagiografie, jak „Popiełuszko”, a w Teatrze Telewizji co jakiś czas Scena Faktu razi nas kolejną odsłoną przesłuchań, graną w stylu tanich seriali. 

CYWIŃSKA Proszę zauważyć, że „Odejścia”, „Trash Story” i „Szarańcza” opowiadają o naszych środkowoeuropejskich boleściach. Pokazują rzeczywistość po upadku komunizmu. Nie dobieraliśmy tych tytułów przypadkowo – jest w tym myśl, jest linia programowa nowego Ateneum. Żeby zrozumieć nasz czas z perspektywy trochę szerszej niż tylko ten po horyzont oglądany z wieży parafialnej dzwonnicy. 

MIERNIK Co zobaczymy w najbliższym sezonie? 

CYWIŃSKA Już nie będzie środkowoeuropejskich opowieści. Kolejną premierą będzie „Moja córeczka” Tadeusza Różewicza w reżyserii Marka Fiedora. Potem Andrzej Bubień wyreżyseruje jedną z wielkich powieści Szczedrina, a w międzyczasie pokażemy „Skiza” Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Marii Spiss. Chcę zobaczyć, jak Zapolską widzą młodzi. 

MIERNIK A co dalej? 

CYWIŃSKA Szukam klucza. Ciągle jeszcze nie jesteśmy gotowi, żeby zdecydować, jakie miejsce powinno zająć Ateneum na mapie teatrów warszawskich – i nie tylko. Stwierdzenie, że będzie to teatr aktorski, bazujący na dobrej literaturze, to jeszcze za mało. Te rewolucyjne czasy, rewolucyjne także w sztuce teatru, wymagają od nas więcej. Dyrekcję objęłam dopiero rok temu, i to w środku sezonu. Zbudowanie zespołu aktorskiego, poszukiwania właściwych reżyserów, takich, którzy współkształtowaliby profil teatru, zaprzyjaźnienie się z publicznością – to wymaga czasu. Trochę się przeliczyłam. Myślałam, że pójdzie łatwiej i szybciej. Wiem na pewno, że nie będę uprawiać teatru pod dyktando, jak to powiedział Krystian Lupa, OOWA: Obecnie Obowiązującego Wyznacznika Awangardy (śmiech). 

MIERNIK Zaprosi Pani do Ateneum Jana Klatę? W wywiadach często Pani o nim mówi. 

CYWIŃSKA Na początku psy na nim wieszałam, doprowadzał mnie do szału, bo nie cierpię braku rzemiosła i profesjonalizmu. Teraz będę to chyba musiała odwoływać. Zrobię to z radością. Niedawny wywiad w „Teatrze”, ostatnie jego przedstawienia świadczą, że jest to reżyser, którego z przyjemnością będę oglądać i słuchać. Zmienił się on, zmienił się też sposób jego pracy z aktorem i stosunek do tekstu. 

MIERNIK Zgadza się Pani z jego ostrym poglądem, że prawdziwi aktorzy są tylko na prowincji, a w Warszawie dominuje aktorskie gwiazdorstwo i to ono tak naprawdę jest prowincjonalne? 

CYWIŃSKA Nie ma na to reguły. I na prowincji, i w Warszawie bywają aktorzy prowincjonalni, ale i tu, i tam bywają też prawdziwi artyści. Wbrew temu, co mówi się na salonach, uważam, że stan aktorstwa polskiego wcale nie jest zły. Brakuje reżyserów. To oni w większości są prowincjonalni do bólu. Opowiadają ciągle o sobie i wydaje im się, że to takie ciekawe. To przyczyna jednej z tych najcięższych chorób, które dopadły teatr polski. Niestety krytyka im w tym nie przeszkadza. A czasami wręcz pomaga. 

MIERNIK Bolą Panią sądy recenzentów wygłaszane po premierach? Recenzenci piszą, że wszystkie były nieudane. 

CYWIŃSKA Zęby zjadłam na teatrze, trochę się na nim przez te lata poznałam i sama wiem, co udało nam się zrobić dobrze, a co źle i dlaczego. Jeżeli uwierzyłabym tym recenzentom, którzy tak piszą, to szybko musiałabym zrezygnować z teatru i zaszyć się w Puszczy Augustowskiej. Tam żaden Majcherek by mnie nie dogonił. Ostatnio spierałam się z nim. Skrytykował wszystkie nasze premiery, jak leci, odsądził je od czci i wiary. Spytałam go: dlaczego? I zaczęłam się dopominać o komplementy: jakiś ładny kostium, detal świetlny, jedno dobrze powiedziane zdanie, na przykład przez Jankowską-Cieślak? Coś dobrego było przecież w tych trzech przedstawieniach? „W gazecie, do której teraz pisuję, jest za mało miejsca, żeby pisać o udanych elementach spektaklu” – odpowiedział. A w ogóle, że go to nudzi. Czy ja powinnam się przejmować takimi recenzjami. Tak Pan uważa? A ja sądzę, że trzeba robić swoje, póki się jeszcze nie nudzi i cieszyć się radością widzów. Jeżeli krytycy z zasady mieliby pisać tylko źle, nie dostrzegać nic dobrego w naszej pracy, to taka krytyka jest niepotrzebna. Staje się zabawą samą dla siebie. Jako dyrektor artystyczny teatru muszę co chwila odnosić się do twórczości zapraszanych przeze mnie reżyserów. To rola trochę podobna do krytyki. Gdy przychodzę na próbę generalną, to staram się najpierw wejść w ich poetykę. Przeważnie dla mnie obcą. Dopiero aprobując ich sposób myślenia, staram się zrozumieć, dlaczego postanowili scenę skomponować tak, a nie inaczej. Wtedy mogę coś zaproponować, w czymś pomóc. Idzie mi o pozytywne myślenie. 

MIERNIK A może popełniła Pani na początku dyrekcji w Teatrze Ateneum jakiś błąd? Krytyka po Pani zapowiedziach oczekiwała trochę innych spektakli, traktujących na przykład o powstaniu warszawskim. Sądziła być może, że to Pani zajmie się takimi tematami tu, w Warszawie, że właśnie Pani jest odpowiednią osobą z racji swojej biografii teatralnej. A tak się nie stało. 

CYWIŃSKA Rozczaruję Pana. Wciąż jestem homo politicus, ale w realu, a nie w sztuce. Teraz, inaczej niż w PRL-u, mogę się z władzą spotykać oko w oko. Mogę nawet zacząć palić opony przed Bristolem i nikt mi nic nie zrobi. A wtedy czerwona poduszka w bajce Szwarca była powodem zdjęcia przez cenzora jednego z naszych spektakli. I wtedy to była naprawdę fascynująca gra z władzą, gra w ciuciubabkę z ubecją w tle. Nie lubię, kiedy starzy udają młodych. Artysta musi być w zgodzie z sobą. Ja nie jestem stara, ale żyję już strasznie długo. Nie mogę się wyprzeć tych lat, doświadczeń, które mam, bo byłaby to nieprawda o mnie. A wszystko miałabym robić tylko dlatego, że jest taki trend wśród młodych? Nie. 

MIERNIK Dlaczego zatem nie wykorzystuje Pani klasyki do rozmowy o współczesności? Tak jak w latach siedemdziesiątych. 

CYWIŃSKA Wówczas musiałam kryto-szyto, używać klasyki do mówienia o współczesności, bo niczego nie można było powiedzieć wprost! Już to Panu mówiłam. Na litość boską! Właśnie dlatego grałam Havla, że mówi wprost. Prawie po nazwiskach, a nie musi ukrywać swoich oponentów pod płaszczem Fortynbrasa. Zresztą dla Fortynbrasa, Tartuffe’a i im podobnych zawsze znajdzie się miejsce, bo przywary ludzkie są niezmienne. Miałam w Kaliszu zaprzyjaźnionego cenzora, który dzwonił do mnie i po koleżeńsku ostrzegał, co mam zdjąć, a co wykreślić w przedstawieniu, i co mi grozi od jego szefów. Prowadziłam z cenzurą fascynującą grę. A dziś? Jest teatr, po prostu. Dobre aktorstwo, dobry tekst, niekoniecznie o polityce... 

MIERNIK Ale są też tematy bolesne, nierozliczone. W tym mieście jest o czym rozmawiać i jego mieszkańcy mają potrzebę takiej rozmowy: chodzą na wycieczki po getcie, śladami powstańców warszawskich, widzą ślady kul na elewacjach wielu starych budynków. Pani tego nie dostrzega? 

CYWIŃSKA Błagam, niech Pan przestanie. Jeszcze raz mówię: ja to już robiłam, mnie to nie interesuje. Nie będę teraz grała w koszykówkę ani tańczyła breakdance’a, bo byłoby to nieprawdą. Mam teraz zupełnie inne zainteresowania. 

MIERNIK Pamiętam, jak rok temu próbowano zrobić z Pani patronkę teatru politycznego w Polsce. 

CYWIŃSKA Wymyślił to sobie Maciej Nowak. Jestem jedyną osobą w Polsce, która za spektakle siedziała w więzieniu. W związku z tym połączono mnie na trwałe z tym nurtem w teatrze. Ale to nie znaczy, że mam być wierna doraźnemu teatrowi politycznemu w każdym czasie. 

MIERNIK Doraźny teatr polityczny tworzony między innymi przez Wojciecha Klemma i Monikę Strzępkę to dziś jeden z naczelnych nurtów sztuki teatru w Polsce. Z kolei najbliższe spektakle Teatru Ateneum to dramaty Różewicza i Zapolskiej. Nie obawia się Pani, że za parę miesięcy kolejna grupa bojówkarzy, jakaś Transfuzja Bis… 

CYWIŃSKA …postawi mi przed teatrem świece? Za karę za Różewicza i Zapolską, tych naszych największych? Tak Pan uważa? Ja lepiej oceniam młodych rewolucjonistów teatru. Ale jeżeli chcą karać za Różewicza, to zapraszam. 

Izabella Cywińska – reżyserka teatralna i filmowa, dyrektor artystyczny Teatru Ateneum w Warszawie. Ukończyła etnografię na Uniwersytecie Warszawskim oraz studia na Wydziale Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. W 1970 roku objęła trzyletnią dyrekcję w Teatrze im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu, tworząc ambitny teatr o wysokim poziomie artystycznym. Przez wiele lat prowadziła poznański Teatr Nowy (1973–1989). W czasie stanu wojennego została internowana. W latach 1989–1990 była ministrem kultury w rządzie Tadeusza Mazowieckiego.

Izabella Cywińska, Bartłomiej Miernik
Teatr nr 6/09
27 lipca 2009
Prasa
TEATR

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...