Nie być najgorszym, to już jest zaletą / W zepsuciu tego świata [Król Lear]

"Wiedźmy" - reż. Krzysztof Jasiński - Krakowski Teatr Scena STU

Pierwsza tegoroczna premiera Krakowskiego Teatru Scena STU już za nami. Krzysztof Jasiński, reżyser widowiska, po inscenizacjach „Hamleta" i „Króla Leara" ponownie sięgnął do twórczości angielskiego twórcy. Tym razem reżyser stworzył jednak spektakl tylko inspirujący się dramatami Anglika, scena teatru stała się miejscem spotkania tytułowych wiedźm, widowisko zaś czasem ich przeobrażania i tworzenia przesłanek nowych interpretacji tylko częściowo czerpiących z dorobku Szekspira.

Na scenie w ciągu niemal trzech godzin spektaklu pojawiają się pary postaci z dzieł Szekspira i wszystkie one mówią słowami czerpanymi z macierzystych tekstów. Niemniej jednak połączeni działaniami magii i Prospera (Andrzej Róg) bohaterowie „Króla Leara", Romea i „Julii", „Otella", „Burzy", czy „Ryszarda III" stają się najpierw wiedźmami, potem zaś wcieleniami kolejnych bohaterów. Wchodzą ze sobą w nowe relacje i role, stają się źródłem nowych znaczeń.

Przyznać trzeba, że Jasińskiemu zabawa słowem i technologiami, które na swe potrzeby wykorzystuje współczesny teatr wychodzi świetnie. Sztuka urzeka nie tylko wspaniałą grą biorących w niej udział aktorów, ale też zrealizowanymi przez studio PLANKTON animacjami (Paweł Czapla, Krzysztof Urbański), pokrywającymi w niektórych momentach nie tylko całą scenę, ale też ścianę za nią. Tworzą one w ten sposób magiczną oprawę dla pojawiających się w poszczególnych partiach widowiska wiedźm, urozmaicają aktorską grę, a przy tym stanowią najbardziej widowiskowe zjawisko całego przedsięwzięcia. Paradoksalnie, animacje są też źródłem światła. Wydobywają z mroku nocy i działań wiedźm czyny mające dla ludzi znaczenie.
Złudzenie wyjścia wiedźm z animacyjnego tła, Julia na balkonie, przedstawienie nocnego nieba pogrążonego w mroku i pokrytego ciałami niebieskimi to tylko przykład wykorzystania animacji dla stworzenia niesamowitej, budującej napięcie scenografii, co przy bardzo oszczędnej tradycyjnej scenografii, a także konsekwentnie ciemnych, wtapiających się w tło nocy kostiumach postaci (staje się nie tylko sposobem zagospodarowania sceny na potrzeby spektaklu, ale też bardzo istotnym narzędziem kreacji wizji świata przedstawionego, który towarzyszy bohaterom niemal przez cały czas.
Warto wspomnieć o doskonałej oprawie muzycznej (Piotr Grząślewicz, Marcin Hilarowicz) i wykonaniu utworów wokalnych przez wiedźmy na tle wspólnego tańca (sabat na łące), które stają się dodatkowym elementem wzmacniającym siłę wyrazu prezentowanej sztuki i jego wizualną atrakcyjność.

Pozostawienie przez reżysera fragmentów oryginalnych dramatów angielskiego poety to nie tylko zabieg służący zabawie słowem. To także sposób podsunięcia widzowi, kierunku w którym powinien zmierzać szukając odpowiedzi na stawiane widowisku pytania. A pytać można o wiele, począwszy o to, co sugerują splecione w intertekstualny węzeł i budujące nową melodię teksty dawnych dramatów, przywołujące problem miłości i szacunku miedzy rodzicami, a dziećmi, miłość towarzyszącą młodości, dynamiczną, a jednocześnie pełną emocji i ekspresji, mówiące o skomplikowaniu i nieprzewidywalności ludzkich losów, śledzące jak w następujących po sobie nowych wcieleniach poszczególne wiedźmy ewoluują, stając się innymi ludzi, podejmując nie tylko inne decyzje , ale zmieniając też swoje wnętrze i relacje ze światem.

Na scenie nad tymi zmianami czuwa Prospero wskazujący, że dopiero finał ukaże prawdziwe oblicze każdej postaci biorącej udział w widowisku, a przy tym rangę jej działań podjętych dla osiągnięcia własnych celów. W sumie zaś odsłania, do pewnego stopnia przynajmniej, umowność świata przedstawianego na deskach teatralnej sceny.

Ta umowność pozwala na wchłonięcie przez widza zaprezentowanej wizji świata, jej przemyślenie i wpisanie we własny system etycznych i estetycznych norm wyznaczających jakość ludzkiego życia i jego ciągłej – duchowej i mentalnej – ewolucji, bądź uznanie go za fikcję, bajkę i potraktowanie jako przekazu służącemu chwili relaksu, oderwania od codziennych spraw i problemów.

Sądzę, że kształt przedstawienia wyznaczony przez Krzysztofa Jasińskiego, choć trudny w odbiorze, jest ciekawy i otwiera przed widzem nie tylko świat dramatu elżbietańskiego i teatralnego widowiska, ale też drogę poznania przez niego własnych emocji, postawienia nowych pytań, niekoniecznie zgodnych z pytaniami stawianymi dramatom szekspirowskim i co najważniejsze zmierzenia się z próbą udzielenia na nie odpowiedzi.

Iwona Pięta
Dziennik Teatralny Kraków
25 stycznia 2018

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia