Nie chcę być "Rosjaninem" do końca życia

rozmowa z Saszą Reznikowem

Furorę w Teatrze Muzycznym robi Aleksander "Sasza" Reznikow. Po roli Suzina w "Lalce" i zauważeniu przez Jacka Sieradzkiego w prestiżowym rankingu, "Spamalot" to kolejny sukces aktora urodzonego w niezwykłym dniu*. Rozmowa z Saszą była oczywiście... zabawna.

Gazeta Świętojańska, Piotr Wyszomirski: Sasza Reznikow:nowy talent polskiej sceny muzycznej. Gratulujemy prestiżowego wyróżnienia, zauważenia przez Jacka Sieradzkiego w jego subiektywnym rankingu polskich aktorów. Szybko dał się pan zauważyć...

Sasza Reznikow: Szczerze powiem, dla mnie to było również zaskoczeniem. Jeszcze nie kojarzę wszystkich krytyków, przy którym się kłaniać, przy którym uśmiechać, a którego omijać (śmiech). W Internecie, ktoś na Facebooku zamieścił moje zdjęcie i oznaczył mnie. Z ciekawości sprawdziłem to, nie zwracałem na to szczególnej uwagi, był tam mały tekścik o mnie. Jak zwykle spokojnie pojechałem do teatru, gdzie zaraz poproszono mnie do dyrektora. Zaczęło się od ogólnej rozmowy o spektaklu, aż w końcu dyrektor przyznał, że po raz pierwszy w historii teatru od razu dwie osoby zostały wymienione w tymże rankingu. Zdziwiłem się, bo powiedział to przy wszystkich, więc pomyślałem, że to chyba nieźle ( śmiech).Wcześniej pytał mnie Pan o mój przyjazd do Polski. Był 2006 r. a na Białorusi wybory prezydenckie...

GŚ: I pan startował…


SR: Nie, nie (śmiech), ale w tym czasie byłem związany z polityką. Byłem ciekawy losów swojego państwa. Grałem wtedy w teatrze, byłem jeszcze studentem trzeciego roku Szkoły Teatralnej w Mińsku. Kiedy ogłoszono, oczywiście sfałszowane, wyniki wyborów, jako przeciwnicy reżimu wyszliśmy na ulice. Staliśmy 4 dni i 4 noce, później przyjechała milicja i nas zgarnęła. Miałem oczywiście więzienie. Po tym więzieniu automatycznie zostałem wykreślony z teatru, a także ze Szkoły Teatralnej. Nie zdążyłem skończyć studiów, ale miałem to szczęście, że premier Marcinkiewicz wraz z Milinkiewiczem otworzyli program stypendialny dla 300. studentów, którzy zostali wyrzuceni z uczelni z powodów politycznych. Przyjechałem z tym programem do Polski, najpierw do Warszawy, gdzie uczyłem się języka i historii Polski. Później udało mi się dostać do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, za co jestem wdzięczny panu Stuhrowi. Trafiłem na drugi rok. Po dyplomie ( Proces w wersji muzycznej), zaproszono mnie do Teatru Nowego w Poznaniu, gdzie grałem w Śnie Nocy Letniej. Następnie Przegląd Piosenki Aktorskiej w 2009 roku , na którym zająłem drugie miejsce i otrzymałem Tukana - nagrodę dziennikarzy. Później łatwiej było mi się dostać do obsady „Idioty” Kościelniaka, ludzie mnie już znali. Niedługo potem był casting do „Lalki” w Gdyni . Chciałem się wybrać, ale okazało się, że to się stało poza mną- już dostałem tę rolę. Tak trafiłem do Gdyni. Na początku było ciężko, nikogo nie znałem, ale po kilku dniach zaczęło robić się wesoło. Bardzo spodobał mi się zespół, wszyscy, bez wyjątków, są mili. Dyrektor też jest miły ( śmiech), w moim telefonie figuruje pod hasłem ojciec dyrektor (ciepły śmiech). Oczywiście bez religijnych konotacji.

GŚ: Pana polski jest bardzo dobry. Ma pan polskie korzenie, czy to efekt pracy nad językiem?

SR: Praca nad językiem, ale nie na lekcji polskiego, nie z książkami. Rozmowy z ludźmi oraz imprezy z Polakami pozwoliły mi opanować język polski.

GŚ: W Hollywood są „dyżurni” aktorzy-specjaliści, którzy wcielają się w role różnych narodowości: Latynosów, Azjatów, Rosjan. Pan również: grał pan Suzina, miał rolę w „Idiocie”. Jak pan się ustosunkowuje do tego bliskowschodniego skojarzenia?

SR: Nie ukrywam, że nie chciałbym, aby się to za mną ciągnęło całe życie. W „Spamalocie” gram z kolei Francuza z... rosyjskim akcentem( śmiech), a także Profesora z rosyjskimi korzeniami, stąd mój strój. Ale wydaje mi się, że wychodzę z tego narodowego stereotypu.

GŚ: Najbliższe plany?

SR: Na razie najbliższe plany w Gdyni. Bardzo się cieszę ze stałej pracy…

GŚ: Teatr Muzyczny staje się międzynarodowy? Mamy już norweską tancerkę...

SR: Można tak powiedzieć, mamy m.in. koleżankę z Ukrainy i 2 striptizerki z Rosji…(śmiech)

GŚ: Trener Smuda ma problemy obsadzeniem kilku pozycji w polskiej reprezentacji piłki nożnej i szuka wzmocnień za granicą.Stara się Pan o polskie obywatelstwo?

SR: Mam taki zamiar, ale z piłką nie mam nic wspólnego (śmiech).

GŚ: Spamalot to chyba najbardziej zakręcony musical?

SR: Chyba tak. Ludzie mogą się bawić i to mnie cieszy. Pracuję po to, aby zmieniać ludziom humor. To jest moim głównym celem w pracy: poruszyć coś w sercu widza.

GŚ: Tak więc ma pan szansę na popisówkę, jedna ze scen z pana udziałem jest najkrócej mówiąc kontrowersyjna…

SR: (śmiech) Tłumaczenie tekstów jest bardzo śmieszne. Jest się z czego pośmiać.

Piotr Wyszomirski
Gazeta Świetojanska1
14 października 2010

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia