Nie chcę tu lotniskowca

Nałęcz o nowej operze

Tania w utrzymaniu, atrakcyjna dla odbiorców i otwarta dla różnego rodzaju inicjatyw - tak według dyrektora Opery i Filharmonii Podlaskiej winna ona wyglądać po przenosinach do nowego gmachu. Wciąż jednak nie wiadomo, do kiedy Marcin Nałęcz-Niesiołowski będzie dyrektorem tej instytucji.

Kontrakt dyrektora wygasa z końcem czerwca. Zarząd województwa wystąpił do ministra kultury o możliwość przedłużenia z nim umowy. Minister zgodził się na to, by Marcin Nałęcz-Niesiołowski kierował Operą i Filharmonią Podlaską do końca roku 2011. Sam zainteresowany chciałby jednak kierować instytucją do momentu, w którym przeniesie się ona do budowanego obecnie w Białymstoku nowego gmachu. Ten ma zostać oddany do użytku miesiąc po zakończeniu kontraktu. Nałęcz-Niesiołowski jest ojcem pomysłu powstania nowej siedziby. Ostatnie spotkanie z dyrygenta z marszałkiem, kilka dni temu, nie zakończyło się porozumieniem. 
Rozmowa 

Jakub Medek: Jeśli do wtorku nie znajdzie pan kompromisu z marszałkiem, to formalnie filharmonia zostanie bez dyrektora. 

Marcin Nałęcz-Niesiołowski: Nie tylko formalnie. Na dzień dzisiejszy fizycznie również. Jeśli będzie taka potrzeba, to we wtorek spotkam się ze swoimi najbliższymi współpracownikami, powołam komisję do przekazania dokumentów i pieczątek i pierwszego lipca pan marszałek będzie musiał powołać pełniącego obowiązki dyrektora. To można zrobić bez konkursu. 

Dopuszcza pan możliwość podpisania kontraktu przedstawionego panu przez urząd marszałkowski? 

- Na dzień dzisiejszy nie. Nie tylko jestem inicjatorem budowy siedziby Opery i Filharmonii Podlaskiej, ja przez kilka lat nadzorowałem realizację tej koncepcji. Nie ukrywam, że jestem związany z tą ideą. Proponowanie w ostatniej chwili kontraktu, który ma się skończyć na miesiąc przed zakończeniem inwestycji, jest niekulturalne. Ale jest też nieracjonalne z punku widzenia urzędu marszałkowskiego jako inwestora. Skoro miesiąc przed otwarciem nowej siedziby miałby ją objąć ktoś nowy, to nie powinien zaczynać swojej działalności jako lider i kreator, czy nawet jako menedżer. Nie ma takich standardów na świecie. 

Czyli pan miałby przygotować plan funkcjonowania całego przedsięwzięcia dla kogoś innego? 

- To nie jest powiedziane, marszałek zapowiada konkurs i podkreśla, że mógłbym w nim wystartować. Zapytałem na spotkaniu, dla kogo mam to przygotować. Jeśli dla siebie, to wypadałoby, żebym mógł chociaż przez krótki czas realizować ten plan. A jeżeli dla innych... nie przywykłem urządzać komuś domu. Jeśli urzędy potrzebują dokumentu, to on istnieje. Strategia i koncepcja działania Opery i Filharmonii Podlaskiej na lata 2007-13 przygotowana przez nas i zarząd województwa powstała w 2006 roku. W tym dokumencie jest nawet więcej niż w miarę dokładnie opisane, co ma się dziać, jakie ma być finansowanie i jak widzimy działalność artystyczną w ujęciu sezonowym. 

Zarząd mówi, że w gmachu przy Kalinowskiego muszą się znaleźć poza pana instytucją Teatr Wierszalin i WOAK. 

- Gdy pół roku gdy rozmawiałem na temat przedłużenia kontraktu, temat umieszczenia Wierszalina i WOAK-u w gmachu powstającym przy Kalinowskiego się pojawił. Stwierdzono, że nie ma technicznej możliwości zmieszczenia tam tych instytucji. Na spotkaniu we wtorek, z marszałkiem i panem Jackiem Piorunkiem, byłem naprawdę bardzo zaskoczony, że pan Piorunek nagle stwierdził, że zmuszą pana Budzyńskiego do zmiany projektu gmachu. Moje zdumienie związane było nie tylko z wizją kultury na Podlasiu, jaką mają ci panowie, ale też z treścią studium wykonalności opery. Ten zatwierdzony przez Komisję Europejską dokument jasno mówi, że na Kalinowskiego żadnej dodatkowej instytucji nie będzie. Prawidła są takie - jeśli nastąpi zmiana projektu po podpisaniu umowy, to finansowanie może zostać wstrzymane. Do tego mogą dojść kary. Więc to studium jest dla urzędu jak biblia. 

Kiedy powinien kończyć się pana kontrakt? 

- Powinien obejmować pierwszy sezon funkcjonowania w nowym gmachu. 30 kwietnia miałem spotkanie z panem marszałkiem. Wówczas powiedziałem, że chciałbym zakończyć inwestycję i poprowadzić kilka przedstawień otwierających. Później zgadzam się na konkurs, nie chcę być postrzegany jako osoba, która chce cały czas zajmować to stanowisko. I taki czas byłby idealny, z artystycznego i technicznego punktu widzenia. Taki gmach to nie "zwykłe" mieszkanie, że wiadomo że tu jest to, a tam coś innego. To skomplikowany organizm, który wymaga okresu rozruchu technicznego. 

Zostawmy kwestię pana kontraktu. Załóżmy, że wszystko się skończy pozytywnie i panowie znajdą porozumienie. Interesuje mnie, jak Opera i Filharmonia Podlaska, Europejskie Centrum Sztuk, powinny pana zdaniem funkcjonować? 

- Pół roku temu zaproponowałem marszałkowi utworzenie impresariatu na wzór takiego, jaki funkcjonuje np. w Krakowie. Byłaby to instytucja, która skupiałaby to wszystko, co zarząd województwa, miasto czy inne podmioty chciałyby zaprezentować w tej sali. To bardzo dobrze działa w Krakowie, impresariat rozdziela wydarzenia artystyczne na różne sale. A co do gmachu przy Kalinowskiego - ta instytucja - jeśli chodzi o operę, operetkę czy musical ma być instytucją impresaryjną. Nie chcemy być teatrem repertuarowym. Chcemy działać tak jak działa się np. w Stanach Zjednoczonych czy we Włoszech. Tworzy się koprodukcje i dana pozycja jest wykonywana tyle razy, na ile jest zapotrzebowanie. Czyli jeśli jest zapotrzebowanie na pięć spektakli, to robimy pięć spektakli. A oprócz tego wszystkie te sale, czyli sala duża i kameralna, mają być do dyspozycji inicjatyw artystycznych z miasta i województwa oraz konferencji. 

Teraz ma pan orkiestrę, chór i administrację. Czego potrzebowałby pan w nowej siedzibie? Solistów, balet? 

- Po co? Cały świat odchodzi od takiego sposobu organizacji. Bazą powinna być orkiestra, chór i zespół techniczny obsługi sceny. To zresztą jedyna nowość w stosunku do stanu obecnego. I to wszystko. Jeśli chodzi o chór i orkiestrę, to ze względu na większą scenę należałoby powiększyć zespoły o 15 procent. 

Liczył pan, ile by to kosztowało? 

- Dotacja, jaką dostajemy, to ponad osiem milionów złotych. Roczne koszty razem z wpływami to ponad 10 milionów. Więc według mnie dodatkowe koszty osobowe związane z niezbędnym powiększeniem zespołu wzrosłyby o milion złotych. 

A kwestie honorariów dla wykonawców sprowadzanych przedstawień, oper, operetek, musicali. Przecież nikt za darmo tu nie przyjedzie. 

- Impresariat z założenia powinien być nastawiony na zysk, a przynajmniej na nieprzynoszenie strat. To trochę tak jak z mediami publicznymi i komercyjnymi. Jako instytucja dotowana, jesteśmy po tej stronie publicznej. A impresariat powinien działać na zasadzie komercyjnej. Myśli pan, że Białystok ma ku temu predyspozycje? Że uda się zapełnić salę na prawie 1000 miejsc?

Jakub Medek
Gazeta Wyborcza Białystok
27 czerwca 2009

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia

Napój miłosny
Jitka Stokalska
Opera na Zamku w Szczecinie zaprasza ...