Nie chodzi, lecz tańczy, nie mówi, lecz śpiewa

"Mefisto" - reż. Michał Kotański - Teatr Bagatela w Krakowie

Najlepszy byłby sukces zdobyty z czystym sumieniem, bez rezygnacji z własnych ideałów. Jednak to nie zawsze, a raczej – nieczęsto, możliwe. Pragnienie bycia zauważonym, docenionym, bycia Kimś, bywa tak silne, że człowiek gotów jest na znacznie więcej, niż pozwalałby na to kodeks moralny.

Hendrik Höfgen (Marcin Czarnik) – aktor zdolny, lecz stłamszony kompleksem prowincjonalności i bycia niezauważanym. Wiecznie zaznacza, że nazywa się Hendrik, nie Henrik, aby ktoś przypadkiem nie kojarzył go z tym pospolitym imieniem. Niepewny siebie, swoich poglądów, a także - niepewny jutra. Lata przedwojenne przyniosły bowiem Niemcom wiele dylematów. Nie popierać władzy znaczyło być przeciwko niej. Nie każdy miał na tyle odwagi by przeciwstawić się sile mocniejszej i wszechogarniającej. Z pewnością nie miał jej Hendrik.

„Mefisto" to studium losu człowieka, który słono płaci za odrobinę sukcesu. Walutą jest wszystko to, co uważa za dobre, piękne, szlachetne. Brawurowo łamie obietnice, kłamie, schlebia przełożonym, zmienia poglądy na takie, które pozwolą mu piąć się po szczeblach kariery, a także wyrzeka się miłości. Brata się z tymi, których uważał dotąd za niegodnych uwagi. Cynicznie wybrzmiewa w jego ustach zdanie: „bardzo lubię ludzi szczerych", gdyż nie liczy się już z samym sobą, a prawdomówność stała mu się całkiem obca. Nie myśli już wcale o tym, kim był i kim chciał pozostać. W swojej garderobie teatralnej coraz ciaśniej i bardziej nerwowo zawiązuje pasek od szlafroka, gdy podczas wywiadu kryje się pod obojętnym „jestem tylko aktorem, a moją profesją jest teatr". Wie przy tym doskonale, że konsekwencje jego działań sięgają daleko poza scenę.

Sztuka w reżyserii Michała Kotańskiego jest rozsądnie wyważona. Wyraźne rozgraniczenie na część „hamburską" i „berlińską" odzwierciedla życie przed i po dojściu do władzy Hitlera. Przed przerwą przeważa nastrój kabaretowy, a więc początek obfituje w piosenki, żarty i przebieranki. Ogromne wrażenie robią kostiumy zaprojektowane przez Annę Chadaj. Wysmakowane stroje kabaretowych transwestytów, dbałość o szczegóły, takie jak mankiety, pończochy, szpilki, czy królicze ogonki w kabarecie Teofila, a także dopracowane w każdym calu makijaże i fryzury robią wrażenie bogactwa, elegancji i wielkiego smaku. Temat seksualności poruszany jest intensywnie, jednak nie w sposób nachalny, lecz z przymrużeniem oka, bardziej w konwencji kabaretowej. Na temat płci „wypowiada się" także scenografia – zazębiające się projekcje symboli męskości i kobiecości.

„Mefisto" to sztuka gorzka, demoniczna, co widać najwyraźniej w sposobie przedstawienia i powielenia złowieszczych postaci w czerwonych płaszczach i maskach. Gęsta treść jest jednak rozluźniana mniejszymi częściami, a także samą konwencją teatru w teatrze. To także sztuka pięknie skrojona, która cieszy oko rozmachem i stylowością kostiumów oraz precyzją charakteryzacji. Piękno inscenizacji, i ponadczasowość treści składają się w harmonijną całość. Historia opowiedziana w książce Klausa Manna z 1936 roku pozostanie aktualna dopóty, dopóki istnieć będzie problem wyboru między ambicją, a zasadami moralnymi.

 

Agnieszka Bednarz
Dziennik Teatralny Kraków
6 listopada 2014

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...