(Nie)dyskretny uśmiech filozofa

"Opcje życia" - reż: M. B. Chodaczyński - 4. Festiwal Kon-Teksty

Teatr! Koncepcje, postulaty, poważne dyskusje o autonomiczności sztuki. Reformy, przekraczanie granic, nowość! Szok. Nowsza nowość. Nowość najnowsza!... A gdyby tak raz... z dystansem? Na dystans. Raz, jeden, jedyny raz, zatrzasnąć w ciemnej skrzyni cały balast pięcioliterowego słowa na T. I posklejać je na nowo z takich najzwyklejszych elementów. Mrugnąć oczkiem - przez żart. Żeby czasem nie pomyślano, że my tak na poważnie...

Notatki z quasi-wykładów p.t. "Opcje Życia". "Opowieści Budujące" w wykonaniu artystów Unii Teatru Niemożliwego 

Śmiech jest więc bardzo dobrym wynalazkiem natury czy Pana Boga (bo Bóg, przynajmniej wedle Talmudu, ma poczucie humoru), jako że świat nie jest naprawdę nam przyjazny, lecz raczej wrogi, trzeba więc wrogość jego stępiać humorem. 

(Leszek Kołakowski – "Mini wykłady o maxi sprawach")

1.

Dnia czwartego Bóg stworzył Słońce. I Księżyc. I gwiazdy. 

– Po co mu to wszystko było? – spytali natomiast, słowami profesora Leszka Kołakowskiego, czwartego dnia poznańskiego festiwalu artyści Unii Teatru Niemożliwego. Inscenizacją wymykającą się teatralnym normom, choć z założenia prostą i do bólu klarowną w formie. Oszczędną, której wszystkie elementy można bez trudu policzyć i skatalogować – nawet w trakcie trwania przedstawienia. I wreszcie – oddalającą postulaty o autonomii teatru. Więcej! Z wdziękiem grającą im na nosie!  

2.

Spektakl jest konglomeratem wielu dziedzin życia kulturalnego. Jego kanwę stanowi sześć niby-wykładów, zawartych pierwotnie w dziele Klucz niebieski albo opowieści biblijne zebrane ku pouczeniu i przestrodze autorstwa zmarłego niedawno filozofa. Jako że streszczenie treści odbyłoby się z oczywistą szkodą dla wszystkich zainteresowanych stron, warto jedynie zaznaczyć, że na scenie widzimy (słyszymy?) ich esencję. Sześć krótkich, celnych wywodów, przedstawiających w nowym świetle to, co wszyscy znamy doskonale. Wieńczonych zaskakującymi morałami, z których bije prowokujący, kpiarski, zaczepny humor filozofa.  

3.

Aktorzy (wykładowcy?) w świetle pojedynczych, kierunkowych reflektorów, prezentują kolejno krótkie całostki filozoficzne, przez racjonalistyczny pragmatyzm przedstawiające prawdy biblijne. Prawdy, których materii już dawno pozwolono zastygnąć i okrzepnąć w świadomości społecznej. Mimo bezrefleksyjnego, radosnego niezrozumienia skrywanej przez nie problematyki.  

 (Czy to jest teatr? Widownia słucha z uwagą. Jest zaskoczona. A przecież tak naprawdę nic się nie dzieje? Jest skupiona. Śmieje się. I cichnie.) 

4.

Bardzo ciekawe zadanie pełni scenografia, koncentrująca na sobie zainteresowanie publiczności. Każdy z quasi-wykładów animowany jest przez lektora za pomocą osobliwych, interaktywnych rzeźb. Pełnią one rolę dwoistą. ilustracyjną i symboliczną, odczuwaną raczej przez widza, aniżeli w pełni rozumianą. Oddziaływanie między rzeźbą a aktorem jest dwustronne – wzajemnie zmieniają swoje znaczenia. Rzeźba nabiera życia, staje się rekwizytem na granicy autonomicznego istnienia. Aktor zaś ze zwykłego belfra przeistacza się w szamana, alchemika. Maga, stwarzającego prawdę. Rozszyfrowującego Boga? 

5.

Każde wystąpienie kończy krótki utwór muzyczny na pianinie. Klik wyłącznika. Gaśnie światło. Ciemność powoli rozjaśnia punktowe oświetlenie. Kolejny mówca podchodzi do swojego stanowiska. Dotyka rzeźby. Zawiązanie. Wniosek. Zabawny morał. Śmiech. I zastanowienie. 

6.

Czy istnieje słowo-klucz, wytrych do wszystkich elementów spektaklu? Tak. Jest nim owo punktowe oświetlenie. Zbiór precyzyjnie ukierunkowanych promieni – na myśl, na scenę, na rzeźbę, na słowo. Na refleksję.

Tomasz Białek
Dla Dziennika Teatralnego (Poznań)
25 listopada 2009

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...