Nie dzieje się nic, a zdarza się wszystko

"Miłość na Krymie" - reż. Erwin Axer - Teatr Współczesny w Warszawie

Miłość na Krymie, dramat Stanisława Mrożka w reżyserii Erwina Axera swoją premierę miał w 1994 roku w Teatrze Współczesnym. Jest to opowieść o kondycji człowieka na zakręcie historii. Dziś, w dobie pandemii, gdy stary porządek trwa w zawieszeniu a na nowy jeszcze nie mamy pomysłu historia ta zyskuje na aktualności.

Akt I, którego akcja rozgrywa się w 1910 roku, jest utrzymaną w typowej dla Mrożka konwencji karykatury ilustracją carskiej Rosji. Akcja rozgrywa się we wnętrzu bogatego domu, w dostatnio i z klasą wyposażonym pokoju. Układ scenografii przywodzi na myśl powstałe w tym okresie spektakle Teatru Telewizji, pozornie zamkniętą przestrzeń z sugestią dalszego planu. Rozmowy bohaterów są zaś zaskakującym spotkaniem szkiełka i oka. Dyskusje o filozofii czy logice przeplatają się z przesądami, omenami i wilkołakami. Trudno też oprzeć się wrażeniu wszechobecnej dekadencji, której szczególnie ulega Piotr (Jacek Mikołajczyk). Inteligenckie, prowadzące donikąd rozważania, dworskie maniery, zawoalowane przytyki. Samowar, synonim rosyjskości, herbata i konfitury. Brodaty Alosza (Krzysztof Kowalewski), w lnianej, chłopskiej szacie. Wszystko tutaj wskazuje, że bohaterowie są jeszcze jedną nogą w wieku XIX. Niespodziewany romantyzm, z jakim deklarują swoje uczucia zostaje brutalnie ucięty przez nagłe wyjazdy. „Szczęście osobiste to egoizm", mówi Tatiana (Ewa Gawryluk) porzucając jednego człowieka, żeby zbawić świat. W kolejnym akcie słowa te nabiorą gorzkiej mocy. Lenin (Marek Bargiełowski) pojawiający się jak widmo, wyjadający konfitury jest w gruncie rzeczy nieporadny i pocieszny, a jednak coś sprawia, że nie jesteśmy w stanie się zaśmiać.

W Akcie II wyraźnie ujawnia się konformizm niektórych bohaterów. Widzimy jak rewolucja i komunizm wpłynęły na ich życie. Każdy z nich też jest osobną reprezentacją grup społecznych, które płynęły z prądem z różnych powodów. Z przekonania, z wygody, z braku lepszego pomysłu. Czy też jak w najciekawszym chyba przypadku Matriony (Marta Lipińska) i Aloszy, w skutek braku umiejętności krytycznej oceny rzeczywistości, przyjmowania wszystkiego co los daje z równym entuzjazmem. Dawne relacje między bohaterami uległy unieważnieniu, a jednak wciąż brzmią jak echo za ich wypowiedziami. Wszyscy jednak starają się ukryć to pod płaszczem partyjnego profesjonalizmu. Kukła Lenina, śmieszna i straszna oraz pojawiający się we śnie Piotr z czaszką na ręku konfrontują przeszłość z teraźniejszością. Z jednej strony to co dzieje się teraz jest groteską. Czymś, co niby wydarzyło się gdzieś daleko, a jednak zajrzało do naszego domu. Wspomnienie Piotra jest zaś jak wołanie z innego życia. Jednocześnie bliskie i nierealne.

W ostatnim akcie widzimy opustoszałą ulicę gdzieś nieopodal portu, w oddali majaczy cerkwia. Anastazja Pietrowna (Danuta Szaflarska) próbuje sprzedać na ulicy samowar. Ten sam, bez którego carska Rosja nie wyobrażała sobie dnia, który jeszcze na początku spektaklu był największym skarbem. Teraz jest starym gratem, z którym chodzi pod pachą zniedołężniała staruszka. Trzeci akt jest też z pewnością najbardziej onirycznym momentem całej sztuki. Życie toczy się swoim trybem. Starzy bohaterowie nie przystają do nowej rzeczywistości. Nie licząc oczywiście Matriony i Aloszy, który zadziwiają są bezrefleksyjną zdolnością do adaptacji. Postaci zdają się nie widzieć widm, które przesuwają się za ich plecami. Bezgłowy mundur, Wilkołak (Ireneusz Kocyłak) wiozący w wózku gęś, Katarzyna Wielka (Ewa Kobus) w bikini przywodzącym na myśl carskie szaty. Czym są? Echem przeszłości? Natłokiem myśli niemogących nadążyć za teraźniejszością? Obawą o przyszłość?

Jedno jest pewne, nie można uciec od historii. Niezależnie od tego w jakiej kondycji nas ona zastanie, jak przyjmiemy zmiany zachodzące za naszego życia, czy popłyniemy z prądem czy pod prąd. Spektakl domyka się piękną klamrą. Wychodząca z mgły Tatiana podaje widzowi pomarańczę, która odsyła nas do najcieplejszej sceny w spektaklu. Tym samym gestem próbowała poczęstować Piotra, zdaje się, że wieki temu, w dworku na Krymie. Kamera zatrzymała się wtedy na ich niezłączonych dłoniach przywodzących na myśl Stworzenie Adama Michała Anioła. Cofnęliśmy się tym samym do czasów, gdy bohaterowie nie wiedzieli jeszcze co stanie się z nimi i z Rosją.

Być może Tatiana nas ostrzega, a może zaprasza by poddać się biegowi dziejów?

Wiktoria Grochowska
Dziennik Teatralny Warszawa
28 kwietnia 2020
Portrety
Erwin Axer

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia