Nie gram Katarzyny W.

Rozmowa z Katarzyną Chlebny

W sobotę po raz pierwszy zagra w spektaklu o dziedobójczyniach. Nam Katarzyna Chlebny opowiada o strachu przed własnymi myślami i medialnej rewii, którą reżyserują tabloidy.

Gotowa?

- Chyba tak, choć trudno się przygotować do takiej rozmowy.

[Włączam dyktafon]

Powiedz mi, co poczułaś, gdy zobaczyłaś swoje zdjęcie na pierwszej stronie "Faktu", z podpisem "To ona zagra Katarzynę W., matkę małej Madzi"?

- Rozśmieszyło mnie to.

Jaki tu powód do śmiechu?

- Bo to absurd. Po pierwsze, nie gram Katarzyny W.- była ona jedną z inspiracji w temacie dzieciobójstwa, ale to nie spektakl o niej. Po drugiej, okazało się, że stało się to, co podejrzewałam - nikt nie chce słuchać, o czym tak naprawdę opowiadamy, większość ma już gotowe odpowiedzi i oceny. I... Możemy przerwać na chwilę? [Wyłączam dyktafon]

Wszystko w porządku?

- Tak, ale zastanawia mnie to pytanie. Muszę chwilę o nim pomyśleć.

Wiem, żyjemy w czasach tak fast food, jak i fast think - każdy wymaga, żebyśmy natychmiast odpowiadali, ripostowali, manifestowali swoje zdanie.

- Po prostu nie wiem tak naprawdę, co pomyślałam. Pamiętam sytuację - godz. 6.30, jadę do Łodzi do teatru na spektakl. I nagle dzwoni koleżanka "czy ty widziałaś swoje zdjęcie na pierwszej stronie Faktu?", zaskoczyło mnie to. I zaczęłam się śmiać. A potem jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam swoje stare zdjęcie, w bieliźnie, zrobione na spektaklu kieleckiego teatru, a obok zdjęcie Katarzyny W. też w samej bieliżnie. I wyobraziłam sobie (o zgrozo proroczo) rankingi na forach : która ładniejsza, która grubsza, mało podobna, itp. I bardzo mnie to rozśmieszyło, gorzko i ironicznie, ale rozśmieszył mnie fakt, że ta rewia, którą próbujemy stworzyć na scenie, jest tak silnie obecna w nastrojach społecznych. Przecież to było tak niedorzeczne. I wynikało z niezrozumienia tematu, bo nie robimy spektaklu o indywidualnej historii Katarzyny W., a o szerszym problemie - problemie medialnego show wokół tak bolesnego tematu, jakim jest dzieciobójstwo. Ale nie zmienia to faktu, że później moi koledzy z pracy wciąż robili sobie ze mnie dowcipy, np. podchodzimy do kiosku, a oni zwracają się do sprzedawczyni: "Widzi to pani? To jest ta, co zagra morderczynię. Tak "Fakt" napisał, niech się jej pani przyjrzy, to ona". Czułam, jakie to żenujące, ale tym bardziej wiedziałam, że musimy zrobić ten spektakl, właśnie o tym.

I o tym będziemy rozmawiać. Możemy?

- Tak, jasne. [Włączam dyktafon]

Widziałaś komentarze pod tekstami o Waszym spektaklu? "Suka do piachu, a nie do teatru". Widać, jakie emocje wciąż budzi sprawa Katarzyny W.

- A ja się zastanawiam, jakich emocji brakuje ludziom na co dzień, że potrzebują tego rodzaju pobudzenia. Jak to się dzieje, że społeczeństwo postanowiło uczestniczyć w tym medialnym cyrku. I nie chodzi o historię kobiety, która zabiła własne dziecko. Bo gdyby to było tak, że jako ludzie nagle zaczynamy zastanawiać się nad problemem wszystkich zamordowanych dzieci, reagować na maltretowanie dzieci, zastanawiać się, dlaczego w mieszkaniu obok, u sąsiadki, która była w ciąży, nie ma dziecka, to rozumiałabym to jako branie odpowiedzialności za to, co dzieje się dookoła. A tu mam wrażenie, że chodzi tylko o rozrywkę, upajanie się tragedią.

Sami robicie o dzieciobójczyniach - że zacytuję fragment tytułu - "rewię DADA w 14 piosenkach z monologami". Nie gryzie Ci się to z tematem?

- Ale właśnie ten spektakl jest o tym, jak z tragedii jako społeczeństwo zrobiliśmy kabaret. To, co się dzieje na łamach mediów, to właśnie rewia, cyrk. Katarzyna W. tańcząca na rurze czy w roznegliżowanej sesji na koniu. Tragedia zrobiła z niej celebrytkę, gwiazdę.

Nie miałaś żadnych wątpliwości przed wejściem w ten projekt?

- Jestem współautorką. Ponoszę za to współodpowiedzialność. Od lat chcieliśmy z Pawłem Szarkiem zrobić muzyczny spektakl. Ufam mu jako reżyserowi. Uznaliśmy, że to jest właśnie ten moment. Chciałam opowiedzieć o tym, co mnie naprawdę porusza, a nie brać się za bezpieczny, "letni" temat, który nic nie wnosi. A móc zastanowić się na deskach teatralnych, co pcha kobietę do takiego kroku, wbrew własnemu instynktowi, to wyzwanie.

Pytałem o to, czy miałaś wątpliwości, bo jesteś matką. Moment, gdy masz wejść w rolę dzieciobójczyni, nie budzi skrajnych emocji?

- Tworzyłam ten projekt jako ktoś, kto pisze scenariusz, który potem musi odtworzyć na scenie. Ten pierwszy etap, w kontekście wszystkiego - bycia kobietą, matką, człowiekiem - musiał emocjonalnie poruszyć. To oczywiście było bardzo trudne. To nie jest kwestia Katarzyny W., ale klimatu, który towarzyszy takim dramatom. A do tego doszła atmosfera samego spektaklu - temat hitleryzmu, Holokaustu, okrucieństwa, eksperymentów na dzieciach, ale i historie zupełnie współczesne, jak zabójstwa dzieci w czasie porodów w Rosji. Albo teksty Marceliny Kulikowskiej sprzed 100 lat, która pisze "chybaje wrzucę na wiślaną wodę/ chyba poratuję życie moje młode"- niczym wyznanie Katarzyny W.: "Teraz mam czas na swoje pasje". To wciąż powtarzające się historie. Tyle że wtedy przełożone zostały na słowa wiersza, teraz na język teatru. Oczywiście, że to obciąża psychikę. Dojrzewałam do tego tematu dosyć długo, ale bardziej przeżywałam pisanie. I to, co dało mi do myślenia to fakt, że na początku te wszystkie teksty, z których korzystałam, były dla mnie przerażające, dołujące, nie pozwalały mi się uspokoić. Nie mogłam przestać o nich myśleć, nie mogłam po prostu wieczorem usiąść i zapomnieć. A po kilku tygodniach przywykłam, jak do tekstów serwowanych w mediach o kolejnych katastrofach i morderstwach.

A co robiłaś, by się oderwać i zapomnieć?

- Staram się konsekwentnie oddzielać życie prywatne od zawodowego i nie przenosić jednego świata do drugiego. Bardzo dużo ćwiczę. Kolejna minuta na siłowni, i kolejna, i kolejna, i powoli wyrzucasz z siebie złe emocje. Dosłownie je wypacasz. Tak, to daje siłę i pozwala zapomnieć choć na chwilę. Ale generalnie staram się nie pozwalać sobie na wpuszczanie uczuć towarzyszących pracy do świata prywatnego. Pilnuję tego podziału, choć może to tylko zatupywanie złych emocji? Może to tylko moje złudzenie, że tak się da? Ale takie mam wrażenie. Lubię głaskać swój mózg własną normalnością, myśleć o moim domu. To mnie uspokaja.

Czyli co, po prostu domowe kapcie wystarczają?

- ...i adidasy do biegania. [Wyłączam dyktafon]

Trudno było?

- Trudno, bo niektóre pytania dotykają mojej prywatności. Tej, o której nie chcę rozmawiać.

Zbudowałaś mur?

- Raczej próbowałam utrzymać w zamkniętych dłoniach swoje życie. I go nie wypuścić, by nie stać się aktorką tej medialnej rewii, którą sami tym spektaklem krytykujemy. Nie chciałam rozczulić się nad sobą. A to nie było proste. Jak opowiedzieć szczerze, ale się nie sprzedać?

Ale wiesz, że to może sprawić wrażenie, że ta historia wcale Cię nie obchodzi? Że to tylko show dla gawiedzi?

- A naprawdę myślisz, że tak dużo zmieni, gdy powiem, jak przeżywałam pracę nad tekstem, jak czytałam w Internecie, co piszą o sposobach zabicia dziecka bez zostawiania śladów? Jak później spojrzałam na poduszkę, takiego jaśka, leżącego na mojej kanapie i zobaczyłam pod tym Jaśkiem dziecięcą główkę. Wreszcie jak nie mogłam w nocy spać, bo wciąż myślałam, jak to się stało, że taka myśl była w mojej głowie? Myślisz że to na kimś robi wrażenie?

Na mnie robi. Ogromne.

- To jesteś jednym z nielicznych.

Łukasz Gazur
Dziennik Polski
1 czerwca 2013

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia