Nie jestem ideałem

Rozmowa z Bohdanem Łazuką

- Popularność bywa zmienna, czasem jest większa, czasem mniejsza. Cieszę się, że niektóre z moich piosenek i filmów sprawiają ludziom przyjemność. Myślę, że nowa płyta "Nocny Bohdan" i powstający film dokumentalny w reżyserii Andrzeja Sapii przyczynią się do ponownego zainteresowania moją skromną osobą, bo wszyscy znają piosenkę "Bohdan, trzymaj się", a teraz może polubią "Nocnego Bohdana" z Maleńczukiem albo inną piosenkę z nowej płyty.

Z Bohdanem Łazuką, jednym z najpopularniejszych polskich aktorów i piosenkarzy, rozmawia Bohdan Gadomski z Tygodnika Angora.

Bohdan Gadomski: - 31 października będzie pan obchodził 79. urodziny. Lubi pan takie osobiste święta?

Bohdan Łazuka: - Oczywiście, chociaż przypominają o przemijającym czasie, ten dzień będę się starał spędzić z rodziną. Z ukochaną córką połączymy się przez Skype'a, bo Olga obecnie jest w Stanach Zjednoczonych, na Florydzie, gdzie szalał huragan. Moja małżonka Renata wytrzymała ze mną prawie 39 lat i moim zdaniem kwalifikuje ją to do wpisania do "Księgi rekordów Guinnessa".

- Teraz będziemy oglądali pana w sztuce "Biesiada u hrabiny Kotłubaj" według opowiadania Gombrowicza w Teatrze Telewizji. W jakiej roli pan wystąpi?

- Gram Barona. Jeżeli aktor gra jedną z głównych ról w Gombrowiczu, to świadczy o nim jak najlepiej. Jestem tam w towarzystwie Barbary Krafftówny, Anny Polony i Piotra Adamczyka. Już ja dopilnuję, żeby pan to obejrzał!

Ależ z przyjemnością, bo dawno nie było pana na małym ekranie... Kojarzy mi się pan z Teatrem Syrena w Warszawie. Jak wspomina pan tamte lata?

- Moi koledzy i ja mieliśmy jeden z najlepszych azylów na świecie - młodość. Pozostał pewien rodzaj tęsknoty. Nie należy jednak za bardzo wspominać tego, co za nami, bo wtedy człowiek się starzeje. Mam mieć specjalny występ w tym teatrze w przyszłym roku, ale nie można tego nazwać powrotem.

Grał pan także w Teatrze Współczesnym w Warszawie za dyrekcji Erwina Axera. Jakie role tam panu powierzano?

- Jak przystało na czeladnika - grywałem zastępstwa albo starców. Nie byłem tam długo, zaledwie jeden sezon. Dyrektor powiedział, że gdyby miał jeszcze jednego Łazukę, to na pewno stworzyłby teatr muzyczny. Grałem także w teatrach: Komedia, Rozmaitości i Kwadrat. Pamiętam, że potrzebna była dobra kondycja fizyczna, bo rano próba w teatrze, potem próba w telewizji, wieczorem przedstawienie, a w nocy kabaret. Byliśmy bardzo zajęci w tamtym czasie.

Jakie zadania dostawał pan w kabarecie Szpak i Kabarecie Starszych Panów?

- W Szpaku grałem i śpiewałem, a w Kabarecie Starszych Panów wcielałem się w śpiewającego Jeremiego Przyborę. To tam śpiewaliśmy z Barbarą Krafftówną piosenkę "Przeklnę cię".

A w Kabarecie Olgi Lipińskiej?

- Robiłem to samo, co wszyscy, czyli wygłupiałem się.

Po latach przygotował pan poważny, wysmakowany album "Nocny Bohdan". Dlaczego tak długo kazał pan czekać na swoją płytę?

- Wszystko ma swój powód i tak było w przypadku tej płyty. Chciałem się sprawdzić w różnych gatunkach muzycznych i tu pojawiła się szansa. Trwało to długo, bo nie pracuję w fabryce guzików, od godziny do godziny, każdy duet musiał być starannie przygotowany.

Nagrał pan jedenaście duetów, żadnej piosenki solo. Dlaczego?

- Powód był taki: pomyślałem, że jeżeli ktoś się do mnie przyczepi, to zwalę na drugiego wykonawcę.

Jest nawet duet z Eugeniuszem Bodo. Jak to możliwe? Wszakże Bodo to przedwojenny artysta.

- Przy obecnym stanie techniki wszystko jest możliwe. Słuchając naszego duetu, nie czuje się, że Bodo nagrywał w 1934 roku, a ja w 2017. Piosenka "Zakochaj się" to hołd złożony Eugeniuszowi Bodo. Nagrana po 74 latach od jego śmierci. W utworze zabrzmi kilka fraz z filmów "Jego ekscelencja subiekt" i "Jaśnie pan szofer".

Sensacją jest pana duet z Doda. Przesłuchałem i zauważyłem, że Doda śpiewa w nim lirycznie lekko jazzującą piosenkę w stylu zbliżonym do evergreenów z hollywoodzkich musicali. Tego jeszcze nie słyszeliśmy?!

- U nas Doda jest kontrowersyjna dlatego, że jest utalentowana, ładna, umie tańczyć i śpiewać, co usłyszeliśmy w tym roku w Opolu. Jej wykonanie piosenki "Niech żyje bal" Maryli Rodowicz było świetne i Rodowicz powinna ją w rękę pocałować. Doda jest wspaniała!

Daniel Olbrychski od razu zgodził się na zaśpiewanie duetu z panem?

- Tak, z Danielem przyjaźnimy się od wielu lat, moja córka mówi do niego wujku. Można powiedzieć, że było to rodzinne nagranie. Dodatkowym walorem jest to, że piękną wokalizę dograła Justyna Reczeniedi, była solistka Warszawskiej Opery Kameralnej, a tekst to wiersz Jana Andrzeja Morsztyna.

Jak czuł się pan w tym nietypowym towarzystwie?

- Czułem się znakomicie. Cieszę się z obecności Justyny Reczeniedi, bo to nie tylko sopran koloraturowy, ale też piękna kobieta, której wokaliza była przysłowiową wisienką na torcie. Jeśli chodzi o Morsztyna, był to mój powrót do czasów młodości, do studiów na PWST, bo jako student drugiego roku recytowałem wiersze Morsztyna w czasie jednego z egzaminów. Wszyscy zastanawialiśmy się, jak długo potrwa nagranie z Danielem; jak się okazało, trwało tylko 12 minut. Daniel jak zwykle był perfekcyjnie przygotowany, nagrał jedną wersję i nie było potrzeby nagrywania drugiej, co można uznać za ewenement w skali światowej.

Kto zaprosił wnuczkę Wojciecha Pokory, Agatę Nizińską, z którą nagrał pan piosenkę "Zatańczmy dziś latino"?

- Dostałem do wyboru listę różnych osób. Ale kiedy dowiedziałem się, że głos, który tak mi się spodobał, należy do wnuczki mojego serdecznego kolegi Wojciecha Pokory, od razu wpadłem w zachwyt i powiedziałem: "Dawajcie ją i nagrywajcie - im szybciej, tym lepiej". Nagranie wypadło znakomicie i myślimy o teledysku. Tylko nie wiem, czy podołam tanecznie, bo Agata jest świetną tancerką. Warto zwrócić uwagę i na inne duety, m.in. z Red Lips, Natalią Niemen, Miką Urbaniak i z rockmanem o wielkim głosie Markiem Piekarczykiem. Kapitalną okładkę płyty zaprojektowała Agata Dębicka.

Tekst do piosenki "Nie strzelać do listonosza" napisała 85-letnia Wanda Majer-Pietraszak. Jak doszło do tej współpracy?

- Z Wandą znamy się od stu, a może dwustu lat, jeszcze z czasów Teatru Syrena. Jest to moja dobra koleżanka. Kiedyś wysłała mi wiersz, który nie był przewidziany jako piosenka. Pokazałem tekst kompozytorowi Marcinowi Nierubcowi i on stworzył świetną muzykę, która od razu bardzo mi się spodobała. Poprosiłem go, aby piosenka była utrzymana w żartobliwym stylu. Postanowiliśmy wykorzystać "westernowe" pianino i ten pomysł się sprawdził. Towarzyszy mi tu młody, zdolny Michał Rudaś. Piękne teksty na płytę napisał też poeta Michał Zabłocki.

Czy to Marcin Nierubiec skomponował dla pana te nowe piosenki?

- Tak, Marcin Nierubiec, niezwykle uzdolniony i wszechstronny kompozytor, jest twórcą większości piosenek wraz z Piotrem Remiszewskim, który jest producentem płyty i jej wydawcą. Obaj bardzo mnie mobilizowali do nagrań, za co jestem im wdzięczny. Mam nadzieję, że nowe utwory będą się mieniły różnymi kolorami. Na pomysł stworzenia płyty wpadli moja córka Olga i Sebastian Jarmolski, czyli DJ Lord.

Na zakończenie niespodzianka, a w niej pan, Krystyna Czubówna i raperzy BigFud i McMangiar. Pomyślałem, że jest to żartobliwy rap?

-Tę piosenkę należy traktować z przymrużeniem oka. Jeżeli chodzi o raperów, to pod ich postaciami ukrywają się wspomniani Marcin Nierubiec i Piotr Remiszewski. W piosence "Festina lente" chodzi o to, żeby cieszyć się życiem, smakować je powoli. Ja sam kocham życie we wszystkich przejawach; zarówno, gdy gram główną rolę, jak i jako statysta, i chciałbym, żebyśmy wszyscy umieli się cieszyć drobnostkami. Śpieszmy się kochać ludzi i uśmiechajmy się do nich.

Co w tej zabawnej piosence należy do Krystyny Czubówny?

- Krystyna Czubówna swoim pięknym altem melo-deklamuje "festina lente", czyli śpiesz się powoli, kochaj życie, bo tak krótko trwa. Ja dołączam się do tej melodeklamacji. A koledzy "raperzy" rozkręcają utwór rytmicznie. W planach jest remiks piosenki "Nocny Bohdan" z genialnym Maćkiem Maleńczukiem, a stworzy go Sebastian Jarmolski.

Zabrakło mi duetów z Barbarą Rylską i Barbarą Krafftówną?

-Też ubolewam, bo obie bardzo lubię. Jeżeli płyta się spodoba, to może pomyślimy o następnej, chociaż wiem, że nie jest to proste zadanie, bo płytę w duetach nagrywa się bardzo długo.

Podobno miał pan nagrywać duet z Ewą Demarczyk?

- Rozmawiałem z Ewą na ten temat i wydawało się, że wstępnie się zgodziła, ale potem jej menedżer poinformował nas, że musi być konsekwentna w swoim milczeniu i piosenki ze mną, niestety, nie nagra. Byłby to bardzo ciekawy utwór, dramatyczny, napisany specjalnie na głos Ewy. Ewa Demarczyk to fenomen, jeden z największych talentów sceny, jakie widziałem.

Czy nadal rozpoznają pana starsi i młodzi ludzie w miejscach publicznych?

- Owszem, zdarza mi się, a ja uwielbiam taki kontakt z publicznością, bo wszyscy mówią, że aktor żyje dla publiczności. Mam to szczęście, że ludzie reagują na mnie bardzo pozytywnie. Bywają różne przypadki. Niedawno pewna pani w urzędzie zapytała mnie, jak się nazywam? Odpowiedziałem, że nadal tak samo. Pani zdziwiona uniosła brew i powiedziała: "Czyli jak?". Opowiedziałem, że tak samo. Pani znów wyraziła zdziwienie. Ale podeszła do nas jej koleżanka i podpowiedziała: "Przecież to Bohdan Łazuka. Na co urzędniczka: "O, to poproszę o autograf!".

Przyzwyczaił się pan do swojej wielkiej popularności?

- Popularność bywa zmienna, czasem jest większa, czasem mniejsza. Cieszę się, że niektóre z moich piosenek i filmów sprawiają ludziom przyjemność. Myślę, że nowa płyta "Nocny Bohdan" i powstający film dokumentalny w reżyserii Andrzeja Sapii przyczynią się do ponownego zainteresowania moją skromną osobą, bo wszyscy znają piosenkę "Bohdan, trzymaj się", a teraz może polubią "Nocnego Bohdana" z Maleńczukiem albo inną piosenkę z nowej płyty.

Jest pan zadowolony z życia, z tego, co pan zrobił, osiągnął?

- Jestem zadowolony z życia, z rodziny, z moich dzieci, wnuków. Mam nadzieję, że to, co teraz robię, będzie sprawiało ludziom radość, a ja będę się starał zachowywać pozytywny stosunek do życia.

Żyje pan wspomnieniami, czy nie lubi wracać do tego, co było?

- Jak każdy człowiek dojrzałem i wracam do wspomnień, ale staram się koncentrować na chwili obecnej. Myślimy cały czas o przeszłości, możemy być sfrustrowani, a ja staram się cieszyć chwilą, nawet tym, że spotkałem pieska, który na mój widok skacze do góry. Kocham psy. Wspólnie z żoną byliśmy właścicielami dwóch bokserów.

Niczego pan nie żałuje?

- Nie, ale nie ma osób idealnych, ja też nie jestem ideałem, natomiast staram się na co dzień być dobrym człowiekiem.

Ciekaw jestem, jak zostanie przyjęty film dokumentalny o panu?

- Będą materiały archiwalne, które wybrał reżyser Andrzej Sapija, sprawy związane z moją pracą, nową płytą, wspomnienia moich przyjaciół oraz kilka ujęć z Teatru Telewizji, w którym zagrałem.

Czy nadal występuje pan na estradzie w programie "Legendy Starszych Panów" Jacka Fedorowicza?

- Z Jackiem Fedorowiczem nigdy nie można się nudzić, nadal się wygłupiamy, ale do dozwolonych granic.

Występował pan z Czesławem Majewskim w programie "Za kulisami kabaretu"...

- Z Czesiem Majewskim zjeździliśmy całą Polskę. Jest to wyjątkowy artysta, którego uwielbiam. Cieszę się, że problemy zdrowotne ma już za sobą.

Nie ma pan poczucia, że już się nie chce, że chciałby pan posiedzieć w domu lub w ogrodzie?

- Wszystko zależy od dnia. Mam takie dni, kiedy wolę być sam i spacerować po lesie, bo mieszkam w pięknym miejscu w Grodzisku, ale są momenty, kiedy coś mnie gna i z przyjemnością jadę np. na plan reklamy, do teatru lub studia nagraniowego. Niedawno wystąpiłem w reklamie z Michałem Milowiczem, która bije rekordy oglądalności na YouTube. Ale generalnie bardziej mi się chce, niż nie chce, i zawsze taki byłem.

Czy prawdą jest, że wstaje pan o szóstej rano, żeby oglądać kreskówki w Cartoon Network?

- Uwielbiam stare hollywoodzkie filmy i Disneya, który jest mistrzem świata.

Pana biografię można by utkać z samych anegdot. Wszystkie są oparte na historyjkach z pana życia?

- Kiedyś słyszałem anegdotę, której źródła nie pamiętam, że najważniejsze, by dowcip śmieszył i skoro taki jest, to znaczy, że jest aktualny. Kiedyś byłem na jubileuszu Jeremiego Przybory, który świętował 80-lecie. Zapytałem go: Jeremi, ile ty masz właściwie lat? Na to on odpowiedział: "85, ale skoro chcieli zrobić mi jubileusz na 80-lecie, to dlaczego miałbym się sprzeciwiać?".

Będzie pan obchodził swój jubileusz?

- Są takie plany na przyszły rok, teraz mam inne priorytety i koncerty. O jubileuszu pomyślimy w przyszłym roku.

Zaczął pan doceniać wartość rodziny?

- Już od młodych lat rodzina dla mnie była czymś szalenie ważnym, czymś, do czego zawsze.

___

Bohdan Łazuka - Napisano o nim kilka książek. Niedawno zagrał w Teatrze Telewizji w sztuce "Biesiada u hrabiny Kotłubaj" Witolda Gombrowicza (rola Barona). Nagrał kilka płyt. W listopadzie ukaże się najnowsza, "Nocny Bohdan", z duetami z największymi gwiazdami polskiej sceny muzycznej. Jego najsłynniejsze przeboje to: "Bohdan, trzymaj się", "Miłość złe humory ma", "W siną dal", "Bal na Gnojnej" i "Dzisiaj, jutro, zawsze". Ta ostatnia piosenka zapewniła mu nagrodę publiczności na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu w 1963 roku. Po Opolu aż 12 razy zapełnił swoim recitalem Salę Kongresową w Warszawie. Absolwent warszawskiej PWST z 1961 roku. Przez wiele lat był jedną z gwiazd Teatru Syrena, występował w filmach, kabaretach i na estradzie.

Bohdan Gadomski
Tygodnik Angora
28 października 2017
Portrety
Bohdan Łazuka

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia