Nie ma w Polsce aktora lub reżysera, o którym nie znałby anegdoty

Władysław Jeżewski

Władysław Jeżewski, aktor Teatru im. S. Jaracza w Olsztynie, pedagog Studium Aktorskiego, 18 listopada będzie obchodził 80. urodziny. Jest przeciwnikiem opowieści na temat misji sztuki. Woli rozmawiać o rzemiośle teatralnym. Tak został wychowany w szkole w Łodzi, w której nie było tzw. mistrzów. - Są trzy podstawowe zasady, bez których nie ma teatru - tłumaczy. - Widz przychodzi, płaci i w związku z tym ma dobrze widzieć, słyszeć i rozumieć, co się dzieje na scenie. Bez tego nie ma teatru

Widział, jak na planie "Miłości Chopina" Aleksander Ford dostał szału przez grającego główną rolę Czesława Wołłejkę. Na planie "Żołnierza zwycięstwa" mdlał od smrodu naftaliny udającej śnieg. Na weselu w Bydgoszczy poznał Zbigniewa Cebulskiego. Z Polańskim na deser oglądał kreskówki, a do tego dwa razy grał papieża. Oto aktorskie życie Władysława Jeżewskiego.

.

Rozmawiamy o wielkich, których znał lub zna osobiście Władysław Jeżewski. Wygląda na to, że chyba nie ma aktora czy reżysera w Polsce, o którym nie opowiedziałby anegdoty. Na przykład o Adamie Hanuszkiewiczu. - Wspominam z nim współpracę bardzo dobrze. Lubił, jak ktoś się z nim sprzeczał, bo mógł wtedy błysnąć erudycją.

Ford wpada w szal

Szkołę aktorską w Łodzi ukończył w 1957 roku. Wówczas była ona niezależną uczelnią od "filmówki", ale studentów aktorstwa angażowano jako statystów do realizowanych aktualnie filmów. W 1951 roku Aleksander Ford reżyserował "Młodość Chopina".

- W filmie jest scena lekcji chóru w szkole muzycznej. W jej trakcie uczniowie dowiadują się, że wybuchło powstanie listopadowe. I nasz chór brał udział w tej scenie - wspomina aktor. Te trzy czy cztery ujęcia kręcono cały dzień. - Byliśmy świadkami kłótni reżysera z Czesławem Wołlejką, który grał Chopina. Po ośmiu godzinach pracy, w środku ujęcia Wolłejko powiedział: "Dziękuję na dzisiaj...", i wyszedł. Ford dostał szału.

Powtarzało się to co jakiś czas. Do momentu, kiedy Ford wreszcie powiedział: Czesiu, bardzo cię proszę, nie rób mi tego... Naturalnie, oczywiście - odpowiedział Wolłejko. Od tego momentu skończyło się rządzenie Forda na zasadzie tak ma być, bo ja tak chcę, a film stał się koleżeńską sprawą.

Wanda Jakubowska, reżyserka między innymi "Ostatniego etapu", wzięła w 1951 roku studentów do pracy przy "Żołnierzu zwycięstwa", filmie o Karolu Swierczewskim. Zdjęcia zimowe wypadły... latem. Wtedy nie liczono się z żadnymi kosztami. Na plan przywieziono ciężarówkami góry naftaliny, która udawała śnieg. - Smród był tak potworny, że chłopcy mdleli. Upał, a my w kożuszkach i czapkach, bo to niby zima. Fisia można było dostać - wspomina pan Władysław.

Z Romanem Polańskim spotkał się dwa czy trzy razy na zajęciach Studium Wojskowego. Pamięta Polańskiego tańczącego żywiołowo na... fortepianie podczas studenckiego sylwestra. Spotykali się też w szkole filmowej na specjalnych seansach edukacyjnych w każdą niedzielę o godz. 12. Pokazywano więc jakiś film, ale na deser były kreskówki Disneya. - I myśmy chodzili na te kreskówki. I razem z nami Polański.

Władysław Jeżewski był też na planie filmu Janusza Morgensterna "Do widzenia, do jutra" z Teresą Tuszyńską i Zbyszkiem Cybulskim. - Morgenstern mówił do Tuszyńskiej w czasie zdjęć: "Tereska, tu jestem ja, tu jest kamera, tam nie patrz. Patrz na moją rękę. Nic nie graj". Była śliczna i co jakiś czas w jej oczach pojawiało się zdziwienie, jakby mówiła: Co oni chcą ode mnie? I to miało swój wyraz artystyczny.

Z Cybulskim na weselu

Grał więc pan ze Zbyszkiem? - Raczej statystowałem. Widziałem Cybulskiego na planie, to tyle. Ale miałem go okazję poznać na weselu, już nie pamiętam czyim, w Bydgoszczy. Przyszedł w pewnym momencie podczas przyjęcia. Był w płaszczu. Nie zdjął okrycia. Usiadł. Nic nie mówił. Nic nie wypił. Coś tam zjadł. W pewnej chwili uznał, że jest nudno i wyszedł.

Pan Władysław miał też okazję, również jako student, statystować w "Nocy Listopadowej" Kazimierza Dejmka, jednego z największych reżyserów w dziejach polskiego teatru. Wielkiego Księcia Konstantego grał Seweryn Butrym, znany z fenomenalnego głosu. W trakcie próby generalnej z publicznością przy scenie car - Wielki Książę, Seweryn Butrym wyeksponował ten swój głos. Na to odzywa się z sali Dejmek: "Panie Sewerynie!", i przerywa próbę. Powiało grozą. Butrym znowu tym swoim głosem: "Słucham, panie dyrektorze!", a Dejmek: "Panie Sewerynie! Mniej brylantu w głosie".

Patronem studium jest Aleksander Sewruk. Jaki byl Sewruk?

- Był świetnym dyrektorem teatru, pod tym względem nie mam żadnych zastrzeżeń. Był też przyzwoitym aktorem. Bardzo ładnie się zachował, jeśli chodzi o reżyserię. Skończyło się to jego klęską. Nie byłem tego świadkiem, ale słyszałem, jak mówił: "Raz reżyserowałem i wystarczy".

Pytam Władysława Jeżewskiego, czy zdarzyło mu się zapomnieć tekstu na scenie.

Owszem. Może opowiedzieć o dwóch takich przypadkach. Grał wtedy z Tadeuszem Madeją "Gwałtu, co się dzieje!" Fredry. Ze 40 parę razy w Olsztynie i potem pojechali z Fredrą do Mrągowa. - Sufler był za dekoracją. W ścianie wycięto okienko, zasłonięto je merlą (gazą - red.), a na półeczce pod tym okienkiem stał kwiatek. Gramy. I w pewnej chwili ja patrzę na Tadzia, on patrzy na mnie. Pustka. Mówię więc do niego: Chwileczkę... Podchodzę do ściany - coś słyszę, ale nie mogę zrozumieć. Przez tę merlę i kwiatek nie było słychać suflera. Zdjąłem więc kwiatek i wącham go. Madeja jak to zobaczył, zasłonił się, by nie było widać, że wije się ze śmiechu. Ale pozbieraliśmy się... Z kolei w Toruniu w "Hamlecie" miałem nagłe zastępstwo jako Poloniusz. Jest tam rozmowa z Ofelią na temat Hamleta. Krótka próba była po południu, a wieczorem już spektakl. Rozmowa z Ofelią odbywała się na schodach. W pewnej chwili czuję, że mam dziurę. Sufler jest, niestety, po drugiej stronie sceny. Pogładziłem Ofelię po głowie i ruszam po tych schodach na drugą stronę do suflera. Ten mi podrzucił to, co trzeba. Odwracam się i widzę, że moja partnerka, bardzo dobra aktorka Teresa Marczewska, żona znanego reżysera już wychodzi, więc wołam: "Ofelio" i tak skończyliśmy scenę. Schodzimy i ja pytam Teresę: gdzieś ty pobiegła? Tak strasznie się przestraszyłam, bo gdy zobaczyłam, że idziesz za kulisy, to pomyślałam, że coś ci się stało i muszę uciekać. Nie za kulisy, tylko do suflera...

Szalik Węgrzyna

Rozmawiamy w Studium Aktorskim im. Aleksandra Sewruka. Władysław Jeżewski jest przeciwnikiem opowieści na temat misji sztuki. Woli rozmawiać o rzemiośle teatralnym. Tak został wychowany w szkole w Łodzi, w której nie było tzw. mistrzów. Byli wspaniali rzemieślnicy, którzy zwracali uwagę studentom: Nie siedź tak, bo źle wyglądasz. Nie chodź tak, nie rób tego. Nic cię nie słyszę, nie rozumiem...

Profesorem w szkole byl wielki aktor Józef Węgrzyn. - Właściwie niczego nie uczył. Przychodził opatulony w szalik. Mieliśmy robić wielkie monologi romantyczne. Ktoś z nas wychodził i coś tam mówił. W końcu Węgrzyn zwracał się do nas: A teraz ja pokażę... Zdejmował szalik i mówił koncert Jankiela z "Pana Tadeusza". Kończył, owijał się szalikiem, mówił: "Dziękuję państwu", i wychodził.

Pytam, czy coś z tego wynikało? Oczywiście, bo człowiek siedział i myślał: "Mój Boże, nawet gdybym drugi raz się urodził, nigdy tego tak nie powiem. Jego nie można było naśladować. Tylko spojrzał i było w tym coś magicznego. Cóż, albo Bozia da to coś, albo nie da".

Czego więc Władysław Jeżewski uczy w studium aktorskim? - Są trzy podstawowe zasady, bez których nie ma teatru - tłumaczy. - Widz przychodzi, płaci i w związku z tym ma dobrze widzieć, słyszeć i rozumieć, co się dzieje na scenie. Bez tego nie ma teatru.

WŁADYSŁAW JEŻEWSKI

Urodzony 25 listopada 1932 r. W 1957 r. ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Łodzi. Pracował w teatrach w Bydgoszczy, Toruniu, Łodzi, Białymstoku, Koszalinie. W 1964 r. został zatrudniony w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie. Dwukrotnie nagrodzony przez kapitułę olsztyńskiego plebiscytu "Teatralna Kreacja Roku". Pedagog w Studium Aktorskim im. Aleksandra Sewruka w Olsztynie. Żonaty z aktorką Hanną Wolicka

Władysław Jeżewski napisał sztukę "Starzy znajomi". Rzecz dzieje się po wojnie, dotyczy kwestii odpowiedzialności za zbrodnie hitlerowskie. Autor zagrał w niej jedną z ról, a także wyreżyserował sztukę. Główną rolę generała zagrał w niej Hieronim Konieczka, który obecnie jest patronem Teatru Polskiego w Bydgoszczy. Serdeczny kolega i przyjaciel. Konieczka pierwszy w Polsce po wojnie wystawił sztukę Witkacego w Bydgoszczy.

Marek Barański
Gazeta Olsztyńska
17 listopada 2012

Książka tygodnia

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III: 1910-2000
Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia