Nie mam powodów do narzekania

Rozmowa z Renatą Kretówną

Od zawsze ciągnęło mnie do wielkiego świata. Poważnie jednak mówiąc, wyjechałam na Zachód, bo chciałam się oderwać od szarej PRL-owskiej rzeczywistości. Jestem aktorką śpiewającą, więc kiedy pojawiła się szansa, by śpiewać za granicą, spakowałam walizki i wyfrunęłam z kraju na trzynaście lat.

Z Renatą Kretówną - aktorką teatralną, filmową, radiową i telewizyjną, piosenkarką - rozmawia Artur Krasicki.

Artur Krasicki: Przez wiele lat podbijała Pani serca widzów i słuchaczy nie tylko w Polsce, ale i całej Europie. Czuje się Pani kobietą spełnioną?

Renata Kretówna - Nie mam powodów do narzekania, bilans zysków i strat jest dla mnie więcej niż zadowalający. Ze swoimi recitalami występowałam w wielu krajach, zdobyłam też wiele nagród - w tym najważniejszą, na festiwalu w Opolu w 1973 roku. Na swoim koncie mam również mnóstwo ról - zarówno teatralnych, filmowych, jak i serialowych. Podróżowałam po świecie, bawiłam się i korzystałam z uroków życia najlepiej jak potrafiłam. Choć swoje najszczęśliwsze lata spędziłam w Krakowie, jako studentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, a później aktorka Teatru Starego.

Co Panią urzekło w tym mieście?

- Niepowtarzalna atmosfera, której na próżno szukać w innych miastach. Z jednej strony szalone imprezy do białego rana, z drugiej tradycyjne podejście do wartości, do rodziny, lokalny patriotyzm. Poza tym byłam młoda, pełna niespożytej energii. To w Krakowie zagrałam najlepsze teatralne role i poznałam nieznany mi dotąd świat - nocne kluby, szalone imprezy i mnóstwo oryginałów. Ale nawet jak zabalowałam do rana, nigdy nie zawaliłam pracy. Mimo czerpania z życia pełnymi garściami zawsze byłam odpowiedzialna, sumienna. Do swoich obowiązków podchodziłam profesjonalnie.

To prawda, że w tamtych czasach alkohol lał się strumieniami?

- Za kołnierz nikt nie wylewał, oj nie! Ale nie był mi on jakoś szczególnie do szczęścia potrzebny. Aby dobrze się bawić nie potrzebowałam żadnych "wspomagaczy". Byłam pełna entuzjazmu, otwarta i szczera, czasami aż za bardzo! I to na trzeźwo! Niekiedy udawałam, że coś tam popijam, ale były to czasy, kiedy mówiono, że ten kto nie pije, ten donosi.

W połowie lat osiemdziesiątych odeszła jednak Pani z Teatru Starego i przeniosła się do Warszawy. Dlaczego?

- Po dziewięciu latach poczułam, że pora na zmianę. Otoczenia, klimatu, ludzi. Miałam wrażenie, że stoję w miejscu, bo etat mnie ograniczał, blokował artystycznie. A ja chciałam się rozwijać, przeżyć coś nowego, nie popaść w rutynę. Tak trafiłam do Teatru Syrena, w którym występowałam przez trzy lata. To był dla mnie bardzo twórczy i szczęśliwy czas. Publiczność mnie uwielbiała, a ja czułam się doceniana i dopieszczona.

Mimo to zrezygnowała Pani również i z tej sceny i wyemigrowała z Polski...

- Od zawsze ciągnęło mnie do wielkiego świata. Poważnie jednak mówiąc, wyjechałam na Zachód, bo chciałam się oderwać od szarej PRL-owskiej rzeczywistości. Byłam też zmęczona życiem w wiecznym pędzie, tą nieustającą gonitwą za nie wiadomo czym. Jestem aktorką śpiewającą, więc kiedy pojawiła się szansa, by śpiewać za granicą, spakowałam walizki i wyfrunęłam z kraju na trzynaście lat. Ze swoimi recitalami występowałam między innymi w Jugosławii, Szwecji, Szwajcarii, Francji i Hiszpanii, gdzie wykonywałam przeboje światowych gwiazd. Na dłużej zatrzymałam się we Włoszech.

Dlaczego właśnie tam?

- Lubię słońce i uśmiechniętych, życzliwych ludzi, a w Italii jest tego pod dostatkiem. Włosi lubią żartować, śpiewać, przesiadywać w kafejkach czy biesiadować do późna w restauracjach. Nie narzekają tak jak my, dużo czasu poświęcają rodzinie, bo zarabianie pieniędzy nie jest dla nich najważniejsze. No i nie piją alkoholu do ostatniego kieliszka czy kufla.

Ostatecznie wróciła Pani na stałe do Polski.

- Tęskniłam za ojczystym krajem i nie wyobrażałam sobie, że na obczyźnie mogę spędzić resztę życia. Po powrocie nie spoczęłam jednak na laurach. Nagrałam dwie płyty i zagrałam w kilku serialach. Ostatnio musiałam niestety przystopować. Najpierw przeżyłam poważny wypadek samochodowy i przeszłam trzy skomplikowane operacje. A trzy lata temu dostałam wylewu na scenie w trakcie spektaklu "Zdążyć przed Panem Bogiem". Nie załamałam się, jestem przecież optymistką! Takie nastawienie pozwala mi zachować młodość, witalność i radość życia.

Nie myślała Pani o benefisie?

- Szczerze Panu powiem, że coraz częściej się nad tym zastanawiam. Na razie jednak muszę zadbać o zdrowie, i nie mówię tutaj o kolorowych pigułkach przepisanych przez lekarza, tylko o aktywnym trybie życia.

___

Renata Kretówna - aktorka teatralna, filmowa, radiowa i telewizyjna. Urodziła się 25 listopada 1948 w Suwałkach. W 1974 ukończyła PWST w Krakowie. Debiutowała 3 października 1974 rolą Dziewczyny w spektaklu "Karykatury" Jana Augusta Kisielewskiego w reż. Piotra Paradowskiego w Teatrze Słowackiego w Krakowie. W latach 1974-1975 występowała w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie, w latach 1975-1984 w krakowskim Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej. W latach 1984-1987 aktorka Teatru Syrena w Warszawie. Jest też piosenkarką. (Nagroda na Festiwalu Piosenki w Opolu w 1973 roku).

Artur Krasicki
Życie na Gorąco
12 sierpnia 2019
Portrety
Renata Kretówna

Książka tygodnia

Banksy
Wydawnictwo ARKADY
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia