(Nie)Pożyteczne

"W brzuchu wilka" - reż. Dariusz Wiktorowicz - Teatr Dzieci Zagłębia im. Jana Dormana w Będzinie

"W brzuchu wilka" Teatru Dzieci Zagłębia w Będzinie to spektakl opowiadający o przekraczaniu granic, które zawsze są wytyczane przez Coś lub Kogoś. Historia oparta jest na wrosłej w kulturę baśni o Czerwonym Kapturku autorstwa braci Grimm. Nie jest to jednak powrót do krwawego pierwowzoru.

Niech się stanie transgresja!

Najważniejszym tematem w spektaklu W brzuchu wilka jest próba dokonania transgresji i jednocześnie zmiana statusu ontologicznego danego bytu. Wilk mierzy się z twórczo-destrukcyjną mocą słowa. Czerwony Kapturek musi zrozumieć własny erotyzm. Obie te postaci łączy jedna cecha: stoją w swoistym rozkroku, ich transgresja, przejście z jednego stanu do drugiego, nie spełniła się.

Wilk zostaje powołany do życia przez mówiący i pozbawiony kształtu absolut. Pojawia się tutaj twórcza moc słów, które nabierają szczególnego wymiaru w momencie nadawania imion. Dopiero gdy Wilk staje się Wilkiem, bohater może zacząć działać. Jednak absolut przekazuje Wilkowi trzy słowa, które sprowadzą na niego śmierć. Dopóki ich nie użyje, będzie żył wiecznie. Słowa nie tylko dają możliwości, ale również je odbierają. Wilk pozbawiony granicy życia zaczyna wieść istnienie oparte na destrukcji. Skoro sam został pozbawiony śmierci, to zaczyna ją rozsiewać wokół siebie. Zabija nie tylko ludzi, ale również uczucia. Przez to zostaje uznany za złego.

Czerwony Kapturek przede wszystkim funkcjonuje i cały czas próbuje pozbyć się swojej niewinności. Pierwsza próba, z młodym chłopakiem, spełza na niczym. Czyny wymagają więcej odwagi niż słowa. Istotne jest także to, że Czerwony Kapturek nie rozumie cielesności. W tej postaci trwa walka i widać, jak wielką siłą jest erotyzm, którego nie sposób kontrolować. Jednak może on wypaczyć człowieka. To właśnie przytrafia się Czerwonemu Kapturkowi, który daje złapać się w sidła Wilka i to on kradnie jej niewinność.

Tyle teorii, którą udało mi się wyczytać ze spektaklu. Na tym poziomie jest bardzo dobrze, bardzo ciekawie i bardzo zajmująco. Każdy element ze sobą współgra, rytm fabuły jest zachowany, a znaczenia się przelatają. Niestety – w praktyce jest zupełnie inaczej.

Niech się stanie koniec!

Spektakl, pod względem formalnym, jest niezwykle interesujący. Scena jest podzielona na dwa obszary: ten przed i ten za szybą, która często działa jak lustro. Jednak najciekawsze jest wykorzystanie światła, które idealnie buduje atmosferę konkretnych części spektaklu. Do tego zostaje dodana muzyka, często psychodeliczna, a wszystko zostaje podsumowane oszczędną scenografią.

Narodziny Wilka absorbująwidza do granic możliwości. Wyświetlony na ekranie zapis USG, mocna muzyka oraz aktor, który powoli rodzi się do swojej roli. Wilk (Tomasz Dajewski) to bardzo mocna i spójna postać. Od początku jest kreowany na byt zły, jednoznacznie ukierunkowany. Nie zamartwia się moralnością, jego osobowość jest całkowicie pozbawiona granic, do tego stopnia, że nie widzi ich wokół siebie. Jego świat jest w tytułowym brzuchu wilka, który z powodu połykania kolejnych istot nieustannie się rozrasta. Niestety, jeden Wilk nie uratuje całego spektaklu.

Ryba psuje się od głowy, a spektakl od Drwali. Przerywnik z trzema postaciami, które biegają wokół Wilka, a następnie uczestniczą jako statyści w innych scenach, jest pierwszym, rozbijającym strukturę spektaklu, elementem. Od tego momentu przedstawienie zaczyna przypominać rozłożoną na drobne kawałki historię. Brakuje mocnego zakończenia. Brakuje spoiwa łączącego poszczególne elementy. Spektakl bardzo szybko zmienia się w chaotyczną opowieść, którą źle się ogląda, a jeszcze gorzej odczytuje. Z jednej strony dotyka ona niezwykle istotnych spraw, ale robi to w sposób nieudolny. Nie mam na myśli podawania rozwiązań, ale odważnego stawiania pytań. Mam wrażenie, że jest to wina tekstu, który – co prawda nagrodzony – nie poddał się całkowicie interpretacji reżysera. Ostateczny sens, zamykająca pointa, ciągle umykał, aż pozostał nieschwytany.

Niezwykle rozczarowujące jest pomylenie przez Czerwonego Kapturka (Agnieszka Chodźba) erotyzmu z pornografią. Postać jest niespójna, brakuje jej momentów przejścia. Jest najpierw nieśmiała, a potem – nagle – próbuje być pełna seksu. To się nie udaje, ponieważ brakuje konkretnej motywacji do tej przemiany. Nic nie wskazuje na to, aby postać ta miała „drugą twarz".
Wytłumaczeniem dla tego nagłego wyzwolenia nie jest nawet pułapka, którą zastawił Wilk. W pewnym momencie cała sytuacja staje się niesmaczna i wstrętna.

Spektakl polega na nieśmiałym dotykaniu trudnych tematów. Nic poza tym. W brzuchu wilka przypomina potłuczony wazon, z którego wylała się woda. Na dywanie jest plama, ale ona wkrótce zniknie. Tak samo zareagują na nie widzowie – przez pewien czas będą o nim pamiętać, a potem stanie się on tylko godziną, którą można było spędzić inaczej. Mam nadzieję, że Robert Jarosz napisze odważniejszy i bardziej spójny dramat, w którym dotknie problemu przejścia we współczesnej kulturze. Wtedy bardzo chętnie zobaczę go w Teatrze Dzieci Zagłębia. 

Adrian Jaworek
Dziennik Teatralny Katowice
10 grudnia 2012

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...