Nie taki diabeł straszny...

"Igraszki z diabłem" - reż. Artur "Baron" Więcek - Teatr Telewizji Polskiej

W dzisiejszym świecie, w przeładowaniu informacji, zdarzeń, pędzie i chaosie, czasem tęsknimy za prostotą, wyrazistymi wartościami, bajkami, które mają swoje szczęśliwe zakończenie, a wszyscy żyją długo i szczęśliwie.

Spektakl Artura „Barona" Więcka jest kojącą odpowiedzią, tzw. plastrem na ranę, na potrzeby człowieka szukającego wytchnienia czy... sensu życia. Komedia przesycona ironią, podsypana garścią sarkazmu jest piękną bajką z morałem, przypowieścią, światem funkcjonującym na równoległych płaszczyznach – realizmu i fantastyki. I zapewne na samym początku bawi i może odrobinę szokuje forma spektaklu, ale wraz z kolejnymi scenami zupełnie nie zwracamy uwagę na niecodzienną formę, a skupiamy się na tym, co ważne, na relacjach i postawach, na tym świecie, za którym pewnie większość z nas tęskni – gdzie człowiek człowiekowi człowiekiem...

Tekst czeskiego pisarza i dramaturga Jana Drdy, poprzez wspaniały język literacki i uniwersalne przesłanie, roztacza ogromne pola możliwości jeśli chodzi o realizację sceniczną. Okazję ku temu wykorzystał w 1980 Tadeusz Lis, reżyserując spektakl, który zyskał miano jednego z najlepszych spektakli Teatru Telewizji, jakie kiedykolwiek powstały. Znakomite kreacje aktorskie, język, humor nie tylko sytuacyjny, ale i postaci. Tadeusz Lis stworzył coś, co trudno przeskoczyć, nadał on pewien kierunek temu tekstowi, który wydaje się najwłaściwszy.

Jednakże jako pierwszą obejrzałam tę najnowszą realizację, w reżyserii Artura „Barona" Więcka i oglądając chwilę później wersję z 1980 roku dostrzegam ogromne podobieństwo jeśli chodzi o adaptację tekstu i prowadzenie fabuły. W tej nowszej wersji widać już zaawansowane techniki multimedialne, wydaje się to spójniejsze i bardziej „wygładzone" poprzez ów rozwój techniki scenicznej, mimo że scenografia Justyny Łagowskiej stylizowana na bajkowy świat, jest niezwykle podobną formą do sztuki Lisa. W starszej wersji kluczową rolę odegrali aktorzy i kreacje przez nich stworzone i to głównie dzięki nim sztuka ta została odebrana tak entuzjastycznie i tak zapisała się w pamięci odbiorców. Artur „Baron" Więcek miał wybitnie trudne zadanie i sporo zaryzykował, biorąc na warsztat coś, co wydaje się najlepszą wersją z możliwych. Niebezpiecznie jest pójść odmienną drogą, żeby nie popsuć, kopiować czyjeś pomysły – kiepsko, dlatego reżyser chyba wybrał drogę najrozsądniejszą z możliwych – odświeżyć sztukę, wlać do niej nową energię, zaskoczyć formą współczesnego widza.

Opinie są podzielone, jednym się podoba, inni nie potrafią odejść od pierwotnej wersji i nowa kompletnie do nich nie przemawia. A ja po obejrzeniu obu spektakli uważam, że owszem dysponują innym arsenałem rozwiązań scenicznych, inną energią aktorów, ale zarówno jedna, jak i druga niesie ten sam przekaz, nie jest ani lepsza, ani gorsza – jest po prostu inna.

„Igraszki z diabłem", bo o tej sztuce mowa, to pełna ciepła i humoru baśń sceniczna o odwiecznej walce dobra ze złem. Głównym bohaterem jest powracający z wojny do domu, Marcin Kabat, który nigdy nie czuł strachu i zupełnie przypadkowo zostaje wplątany w perypetie miłosno-piekielne dwóch młodych dziewczyn. Otóż królewna Disperanda i jej służąca Kasia zaprzedały duszę diabłu w zamian za wymarzonego męża. Kabat jak na prawdziwego ludowego bohatera przystało jest odważny, uczciwy, sprawiedliwy i ma ogromne serce. Dysponuje też dużą dozą humoru i bystrości i na tych dwóch osiach Michał Majnicz, grający główną rolę, budował tę postać. Kabat z łatwością też wplątuje się w relacje z rozbójnikiem Sarką-Farką, aniołami, diabłami, pustelnikiem Scholastykiem, a na końcu i z samym Belzebubem. Wszystkie te wątki łączą się zgrabnie w całość i pokazują, że dobro zawsze zwycięży, a sprawiedliwości stanie się zadość. Człowiek po obejrzeniu takiej lekkiej opowieści sam czuje się lekko, przez chwilę zaczyna wierzyć w bajki, szczęśliwe zakończenia, jest nosicielem dobrej energii, a to już bardzo dużo, jeśli chodzi o moc sprawczą sztuki.

Oprócz samej formy, zaskoczeniem dla mnie była kreacja aktorska Macieja Musiała. Nieźle poradził sobie z rolą diablika Lucjusza i chyba stworzył jedną z ciekawszych postaci. Fenomenalny również był Radosław Krzyżowski grający Solfernusa, poprawnie zagrał też Michał Majnicz swoją rolę, choć sposób przedstawienia postaci jest bardzo zbliżony, do tego w wersji Mariana Kociniaka (raczej lepiej tego się zrobić nie dało).

Budujący, oprócz samego przesłania sztuki jest fakt, że została ona odświeżona i ponownie wskoczyła na warsztat po tylu latach, przypomniała o sobie wielu widzom, a dla innych stanowiła genialne odkrycie. Warto czasem dać się ponieść „innemu" w sztuce, żeby zyskać trochę dystansu, warto czasem nawet będąc poważnym dorosłym, zboczyć do krainy bajek.

„Igraszki z diabłem", reż. Artur „Baron" Więcek, Teatr Telewizji
Monika Sobieraj-Mikulska, Dziennik Teatralny Kraków

Monika Sobieraj-Mikulska
Dziennik Teatralny Kraków
15 lipca 2020

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...