Nie trzeba się bać Wirginii Woolf

"Kto się boi Wirginii Woolf " - reż. Maria Spiss - Teatr im. Aleksandra Fredry w Gnieznie

W salonie profesora na amerykańskim uniwersytecie można by się spodziewać książek. Tymczasem ściany obstawione są regałami, na których stoją puste butelki po wypitym alkoholu. Ta scenografia Łukasza Błażejewskiego jest intrygująca a zarazem bardzo funkcjonalna. Intrygująca, bo może być kluczem do czytania dramatu Edwarda Albee'go "Kto się boi Wirginii Woolf?".

Jesteśmy tyle warci, ile wypiliśmy alkoholu. W tej sztuce wszyscy ostro piją. Skarbie (Martyna Rozwadowska) niemalże nie dorywa ust od butelki brandy. Akcja dramatu rozgrywa się na amerykańskim uniwersytecie. George (profesor nieudacznik) i Martha (córka wszechwładnego rektora) zaprosili po przyjęciu oficjalnym młode małżeństwo biologa Nicka (Maciej Hązła) i Skarbie (jego żonę) do domu. Zanim młodzi się pojawią, Martha (Małgorzata Łodej-Stachowiak) i George (Bogdan Ferenc) zdążą wszcząć awanturę. Tę kłótnie słyszą pod drzwiami nadchodzący goście. Od początku atmosfera dramatu jest gęsta. Martha i George mają około pięćdziesiątki i świadomość, że przegrali swoje życie. W zasadzie każdy żyje w swoim świecie, a kiedy te światy się spotkają w "butelkowym" salonie, zaczyna iskrzyć Odżywają zadawnione pretensje, skrywane pod damską konwenansu żale, złości, frustracje. Z drugiej strony, są na siebie skazani. Są sobie potrzebni.

Ale małżeństwo ze stażem traktuje też życie jako rodzaj zabawy, dodajmy - wyniszczającej ich wzajemnie. Jako motyw tej małżeńskiej gry przewija się piosenka ze słowami "Kto się boi Wirginii Woolf, Wirginii Woolf, Wirginii Woolf?". W finale Martha przyzna się, że ona się jej boi. Ale czy na pewno boi się pisarki i losu jej bohaterek, czy może wilka, którym jest na przykład alkohol lub nienawistne jej otocznie?

Spektakl gnieźnieński z czarnej komedii zamienia się w psychodramę, w której w doświadczone małżeństwo i ledwo co zawarte, próbują załatwić swoje problemy. Alkohol rozwiązuje nie tylko języki, ale zwalnia wszelkie hamulce. Każdy chwyt jest dozwolony i usprawiedliwiony, aby zranić partnera czy drugiego - obcego - człowieka. Siłą spektaklu wyreżyserowanego przez Marię Spiss dramatu jest aktorstwo. Małgorzata Łodej-Stachowiak dostała rolę stworzoną dla niej. Gra bebechowato i sensualnie zarazem. Jest krzykliwa i wredna, ale co jakiś czas pokazuje twarz, jaką pamiętam sprzed wielu lat, kiedy grała Ewę" w "Dziadach", bezbronną, zagubioną, potrzebująca poczucia bezpieczeństwa.

Stefan Drajewski
Polska Głos Wielkopolski
10 czerwca 2014

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia