Nie tylko dla dorosłych

"Pinokio" - reż. Jakub Roszkowski - Teatr im. J. Osterwy w Lublinie

1 marca w sobotę nie tylko dorosła publiczność ale również dzieci mogli wspólnie obejrzeć kolejną w tym sezonie premierę w Teatrze Juliusza Osterwy w Lublinie -"Pinokio". Jakub Roszkowski znany ze swojej inscenizacji „Buntu" w teatrze Miniatura w Gdańsku tym razem w Lublinie podjął się kolejnej inscenizacji o tematyce buntu,niezależności i silnej potrzebie bycia w zgodzie z samym sobą i prawdy o nas samych.

Na warsztat można byłoby rzec wręcz stolarski wziął drewnianego pajacyka Pinokia, który w jego wersji jest nastolatkiem uczącym się żyć w trudnym społeczeństwie małego miasteczka. Daniel Salman w roli Pinokia jest jakby chłopakiem nie umiejącym się oprzeć pokusie wiecznej zabawy, brakuje mu wiedzy o świecie i przez to się gubi się w gąszczu swoich myśli, które niczym gałęzie konarów drzew nie dają mu przejść jedyną ścieżką do prawdy o sobie, o tym jacy jesteśmy. Gdy nie ma w nas uczuć jesteśmy jakby z drewna, gdy rodzi się w nas uczucie odkrywamy prawdę o sobie, że miłość czyni nas prawdziwymi w obliczu otaczającego nas świata.

Jaki świat otacza Pinokia? Czy jest to maleńka miejscowość Collodi, w której wychował się autor książki z silnym autorytetem kościoła? A może jest to dalekie „Miasteczko Twin Peaks", w której tajemnica, nastrój mroku potęguje dreszcz emocji w chwili decyzji kota i lisa o zabiciu Pinokia? Miejsce akcji jest nieokreślone w sposób świadomy. Fascynacja twórczością Davida Lyncha jest widoczna w wielu scenach zaaranżowanych przez Roszkowskiego. Trudne relacje między Pinokiem a niebieską wróżką w tej roli Jowita Stępniak do złudzenia przypominające dialogi w ich surrealistycznym kontekście do fabuły filmu „Dzikość serca" ukazują rodząca się między nimi miłość.

Co może mieć wspólnego zagubiony recydywista z wydawałoby się bajkową postacią Pinokia? Dzikie serce Pinokia musi odnaleźć się w trudnej rzeczywistości robotniczego miasteczka. Wędrówka do „Miasta Głupców" nasuwa jedną myśl, że tak naprawdę wszystko mogło się wydarzyć nie daleko Lublina gdzieś być może w Rejowcu Fabrycznym w drodze do Chełma-"Miasta Głupców", znanym w literaturze z twórczości Izaaka Singera. Książkowy Lis ( Marta Ledwoń) i kot (Wojciech Rusin) w końcowych scenach spektaklu pracują w kopalni kredy, jako osły, stając się synonimem świata przestępczego, lubiącego życie wiecznej zabawy w klubach nocnych. Wszystko być może jest tuż obok, blisko nas. Pinokio, jak biedny chłopak z robotniczej rodziny uczy się siebie i relacji z innymi ludźmi tutaj, na Lubelszczyźnie. Jest tu i teraz wśród nas. Chciałby jak najszybciej wzbogacić się. Stara cygańska legenda o posadzeniu złotych monet, z których wyrośnie drzewo z ze złotymi żołędziami stała się dla Carlo Collodiego inspiracją do jednej z przygód Pinokia, dla Davida Lyncha kolejnym filmem „Inland Empire" a dla Jakuba Roszkowskiego? Z pewnością ciekawą historią chłopaka będącego, jak Cygan ciągle w drodze, który nie wie komu jeszcze ufać a głos sumienia świerszcza filozofa w tej roli Marka Szkody jest prawdą, która niczym sól w oczy kole. Świerszcz filozof w stylizacji Macieja Chojnackiego, jako stargana życiem dusza robotnicza, na której już pozostały tylko strzępy ubrań nie daje się zabić. Dzięki temu, że ciągle mówi pomaga miłości uczynić Pinokia prawdziwym. W spektaklu jest wiele prawdy ukrytej w surrealistycznych wizjach, jakby ze snu. Połknięty przez rekina finansowego Gepetto w tej roli Krzysztof Olchawa odnajduje Pinokia jakby w firmie maklerskiej, gdzie złoto, akcje i zyski przestają cieszyć a przyjaźń i zwykłe jedzenie cukierków nabiera największej wartości. Prawdą jest również trudny powrót do rzeczywistości, tych wszystkich, którzy za oceanem gromadząc dobra nie mogli wrócić do ojczyzny. Nie zrozumiała być może dla dzieci czerwona flaga wywieszona przez radzieckiego milicjanta (w tej roli Witold Kopeć), przypomniała marzenia o Ameryce i trudną rzeczywistość Europy objętej obszarem komunizmu, gdzie prosząc o chleb można było otrzymać tylko zimny prysznic.

Spektakl Pinokio w reżyserii Jakuba Roszkowskiego to przede wszystkim utwór o poszukiwaniu prawdy ale nie tylko. Jest także hołdem dla profesjonalnej sztuki aktorskiej i pogardą dla wszystkich niedbałych form bełkotu widowisk, które chcą nazwać się sztuką. „Teatr Ognistych marionetek" do którego trafia Pinokio jest teatrem „Silencio", nawiązującym ewidentnie do „Teatro del Silenzio"- Andrea Bociellego. Pulcinella we wersji Roszkowskiego podczas swojego występu śpiewa urzekająco w stylu opery włoskiej, jest usprawiedliwieniem dla której można sprzedać swój elementarz. Jest synonimem prawdziwej sztuki, która ma prawo oburzyć się widząc tandetę, kiedy Pinokio, jak głupi osioł występuję w jakimś pseudo-cyrkowym widowisku na miarę ogłupiającego show w komercyjnych telewizjach. Skok na głęboką wodę sztuki aktorskiej, jest jakby oczyszczeniem win Pinokia, może być znowu sobą- artystą wykonującym to co umie najlepiej a nie osłem. Taniec to powołanie Pinokia, jak także Daniela Salmana, który ciężko pracując nad rolą umie wykorzystać swoje umiejętności taneczne. Czyżby grał również siebie, kawałek swojej historii życiowej? Dialog z pieńkiem może wiele powiedzieć o nim samym o jego wrażliwości artystycznej i celu gry aktorskiej, odkrywania za każdym razem prawdy o sobie. Prawdy, którą możemy odkryć również przez muzykę. W spektaklu Roszkowskiego muzyka Angelo Badalamenti'ego z serialu „MiasteczkoTwin Peaks przeplata się z oryginalną muzyką jazzową Adama Malwina-Barona, potęgującą napięcie i nastrój tajemnicy.

Pan Adam, jakby ze swojego utworu „Sic!", z albumu „Erotyki" przenosi na scenę panią z pieskiem (Jolanta Desz-Pudzianowska), której obecność wtedy wszystko wyjaśnia. Kraina zabawek pęka, jak bańka mydlana w sensie dosłownym na scenie, jak również przenośnym. Muzyka Adama Malwina-Barona pozostaje jednak na długo w pamięci., na długo w pamięci pozostanie również scenografia zainspirowana kadrami filmów Davida Lyncha, który jako reżyser dzięki temu spektaklowi w Lublinie mógł odczuć odwzajemnienie swojego uczucia do Polski.

Udany spektakl z pytaniem czy rzeczywiście jest on dla dzieci czy za zabawkami nie jest ukryty list, który mogą odczytać tylko dorośli? Bez wątpienia tylko ten list, dla tych, którzy znają „elementarz sztuki aktorskiej" ma sens i dla tego ukrytego listu warto powrócić do spektaklu jeszcze raz.

Dorota Pogorzelska
Dziennik Teatralny Lublin
7 marca 2019
Portrety
Jakub Roszkowski

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia