Nie wychodzą z mody

"Śluby panieńskie" - reż. Artur Dwulit - Białostocki Teatr Lalek

Pierwsza w tym sezonie premiera w Białostockim Teatrze Lalek to przykład tego jak umiejętnie i pomysłowo klasyczny tekst i formę połączyć ze współczesnością.

Tekst Aleksandra Fredry o zmyślnej miłosnej intrydze wciąż jest żywy i skrzy ciekawymi niuansami, jednak prezentowanie go w klasycznej lalkowej formie na dodatek z jazzującymi akcentami to rzadkość. Utarło się bowiem, że komedię tę wystawia się zgodnie z duchem epoki ówczesnej autorowi, najlepiej w historycznych kostiumach. Przełomu kilka lat temu dokonał Grzegorz Jarzyna wystawiając tekst hrabiego w nowatorskiej, współczesnej wersji.

Także na nową odmianę, ale osadzoną w tradycji teatru animacji, zdecydował się Artur Dwulit, który zajął się reżyserią spektaklu oraz Łucja Grzeszczyk, która oprócz gry aktorskiej do tej realizacji stworzyła też scenografię. Do przedstawienia z udziałem lalek-jawajek przygotowywanego w ramach Sceny Propozycji Aktorskich zaprosili jeszcze piątkę aktorów-lalkarzy. Ich „Śluby panieńskie" zyskały niekonwencjonalną formę nie tracąc przy tym na wartości.

Jawajki jak żywe postaci

Szkolna lektura, to historia dwóch kuzynek Anieli i Klary, które przyrzekły sobie nigdy nie wyjść za mąż i konsekwentnie odrzucać zaloty sprytnego Gustawa i melancholijnego Albina. Pierwszy z nich, który dotąd wydawał się fircykiem i lekkoduchem obmyśla genialną intrygę. Jej „ofiarami" stają się co najmniej trzy pary.
Tekst sprzed ponad 180 lat w wykonaniu artystów BTL brzmi lekko i interesująco. Jest zrozumiały także dla młodego pokolenia, przyzwyczajonego do zdawkowych informacji, migawkowych sytuacji i lapidarnej rzeczywistości. Dzięki lekkiej adaptacji, różnorodności form i ciekawym kontrastom twórcom udało się stworzyć przedstawienie, które nie brzmi archaicznie. Przeciwnie – wciąga i bawi niejednego widza.

Sporym zaskoczeniem są tu lalki - jawajki, które dzięki niezwykłej zręczności animatorów ożywają na oczach widzów. Jedną z ciekawszych jest scena, w której jeden z lalkowych bohaterów animuje małe gałganki, by wytłumaczyć innemu bohaterowi istotę całej misternie knutej intrygi. Podobnych smaczków w spektaklu jest więcej. Ileż wdzięku i gracji ma w sobie Gustaw (Mateusz Smaczny) miotający się po scenie w dzikiej furii! Ile smutku w oczach ma nihilistyczny Albin (Błażej Piotrowski) swoją stylizacją przypominający przedstawiciela subkultury emo! Rozedrgany wujek Radost (Wiesław Czołpiński) z zapałem zaciera ręce i nerwowym śmiechem próbuje wyswatać swojego niesfornego siostrzeńca Gustawa. Aniela (Łucja Grzeszczyk) i Klara (Izabela Wilczewska), które początkowo uparcie próbują wytrwać w swoich postanowieniach, z rozwojem sytuacji łagodnieją, dają się uwieść i ponieść uczuciu. Do tego majestatyczna Pani Dobrójska – matka Anieli i ciotka Klary – (Iwona Szczęsna) pouczająca panny jak powinny traktować swoich adoratorów.

Bohaterowie „Ślubów panieńskich" to wyraziste postacie. Jedni nerwowi i uparci, drudzy łagodni i nieco wycofani. Profesjonalny aktor bez problemu wcieli się w każdą z tych ról. Jak jednak prawdziwy charakter pokazać za pomocą pozbawionej mimiki lalki? Całą gamę patentów mają na to niezawodni białostoccy lalkarze. Wystarczy kilka gestów, póz, a czasem zdawać by się mogło, że także min, by zaprezentować prawdziwe oblicza swoich postaci i zależności między bohaterami. Z ogromną przyjemnością ogląda się bardzo precyzyjnie prowadzone kreacje. Na scenie świetnie wypada zawadiacki Gustaw, Albin zamaszyście odrzucający opadającą na oczy grzywkę oraz pełna wdzięku, ale też uporu Aniela.

Co się dzieje za parawanem?

Białostockie, lalkowe „Śluby panieńskie" zbudowane są na kontrastach i współczesnych rozwiązaniach. Scenografię utrzymaną w czarno-biało-szarej kolorystyce tworzą rzędy dawno niewidzianych w teatrze parawanów. Gdzieniegdzie wystają kobiece sylwetki w zalotnych, kokieteryjnych pozach. W takiej scenerii rozrywa się większość scen. Radost goni za siostrzeńcem próbując przywołać go do porządku, Albin wylewa cierpiętnicze łzy, Aniela nonszalancko odrzuca Gustawa, by w finale się z nim namiętnie całować...

Strojom bohaterów również brakuje żywych barw. Czarno-białe wdzianka przypominające nieco kreacje z wybiegu mody ciekawie komponują się z dekoracjami. Najniższy rząd parawanów przeznaczono na równie interesujący teatr cieni. Obserwujemy tu jak Klara i Aniela piszą do siebie SMS-y czy w ukryciu popalają skręty. Gustaw wyśpiewuje swoje emocjonalne songi, omawia z Albinem plan podboju niewieścich serc.

Spektakl ma dobre tempo, wzbogacone dodatkowo lekko jazzującą muzyką Piotra Chocieja. Trzeba przyznać, że zapowiadany przez twórców teatralny eksperyment bez wątpienia się udał. Udowodni bowiem, że słynny magnetyzm serca, którym Fredro urozmaicił tytuł swojego utworu, to nie mrzonka. „Śluby panieńskie" w adaptacji lalkowej są atrakcyjne wizualnie i zrozumiałe w przekazie. A to podstawa wszystkich spektakli szkolnych kierowanych do młodzieży.

Anna Kopeć
Kurier Poranny
5 października 2016
Portrety
Artur Dwulit

Książka tygodnia

Tragedie I: Eurypides
Towarzystwo Naukowe KUL
Eurypides

Trailer tygodnia

Dziadek do orzechów
Jurij Grigorowicz
W wielu krajach nie ma Bożego Narodze...