(Nie) za górami, (nie) za lasami...

"Kopciuszek" – reż. Anna Smolar – Narodowy Stary Teatr w Krakowie

Tę historię zna chyba każdy. Młoda, piękna dziewczyna, która straciła najpierw matkę, a później ojca jest prześladowana przez okrutną macochę i dwie brzydkie przyrodnie siostry. Jej los odmienia się za sprawą Dobrej Wróżki, która wysyła ją w pięknej sukni i wspaniałej karocy na bal, na którym poznaje wymarzonego księcia. Ten od razu się w niej zakochuje i mimo przeciwności losu, za którymi oczywiście stoją macocha z córkami, pobierają się.

Historia ludowa o Kopciuszku stała się popularna na całym świecie w kilku wersjach. Najsłynniejszą jest ta według Charlesa Perraulta, w której pojawia się szklany pantofelek zgubiony przez uciekającego w popłochu przed północą Kopciuszka. Ale o umorusanej w sadzy dziewczynie pisali również bracia Grimm. Wersja niemieckich baśniopisarzy jest jednak trochę mniej znana – sierocie mają pomagać ptaki i leszczyna, a na końcu pojawia się (już bardziej znajomy) wątek obcinania przez złe siostry pięt, podczas próby zakładania (a raczej wciskania) zgrabnego pantofelka na niezgrabne stopy.

Historia Kopciuszka zyskała rozgłos na całym świecie głównie za sprawą Disneya i jego animowanej ekranizacji baśni z 1950 roku. Wytwórnia bazowała na historii według Perraulta, a tytułową Cinderellę otoczyła, oprócz macochą Tremaine oraz siostrami Anastazją i Gryzeldą, licznymi zwierzętami – kotem Lucyferem, myszami, psem i koniem, które później zostały zamienione przez Dobrą Wróżkę (Chrzestną) w stangreta, lokaja i konie. Dynię oczywiście Wróżka przeobraziła w karetę, a starą suknię matki Kopciuszka w suknię balową.
Film zdobył same dobre recenzje, a dzięki niemu Kopciuszek na stałe zagościł w popkulturze – w następnych latach powstały kolejne ekranizacje – amerykańskie, ale również japońskie, niemieckie, radzieckie, a w Polsce dwie – w Teatrze Telewizji. Sierota, w której zakochał się książę, pojawia się również w mocno „uwspółcześnionych" wersjach jak „A Cinderella Story" z 2004 z Hilary Duff i Chadem Michaelem Murrayem, gdzie rolę zgubionego bucika przejął telefon komórkowy.

Spektakl Starego Teatru, który wyreżyserowała Anna Smolar na podstawie tekstu francuskiego dramatopisarza i reżysera Joëla Pommerata, odbiega od nieco polukrowanej opowieści według Walta Disneya oraz brutalniejszej wersji legendy ludowej od braci Grimm. Twórcy, bazując na baśniowej historii, osadzają ją we współczesnym świecie, w którym Macocha (Małgorzata Gałkowska) ma szklany, designerski dom, Wróżka (Łukasz Stawarczyk) jest panem iluzjonistą, a w tle słyszymy perkusję. Główny temat, choć odrobinę zmieniony, w gruncie rzeczy jest ten sam – Kosia-Kopciuszek (Alicja Wojnowska) straciła matkę. I bardzo za nią tęskni. I musi oswoić się żałobą, której nawet nie potrafi nazwać.

Narracja prowadzona jest z perspektywy głównej bohaterki. Już w pierwszej scenie widzowie zostają skonfrontowani z najtrudniejszym z podejmowanych tematów w spektaklu, czyli z odejściem bliskiej osoby. Scena pożegnania Kosi z matką – bardzo chorą matką – jest dramatyczna. Na jej głęboki odbiór wpływają wyraziste efekty wizualne – głośna perkusja (Dominika Korzeniecka), scenografia światła (Rafał Paradowski), a także sama charakteryzacja postaci-manekina. W spektaklu jednak idealnie zostały wyważone elementy dramatyczne i humorystyczne. Tęsknota Młodziutkiej Dziewczyny zostaje skontrastowana, chociażby z popisami Wróżki, a wredne zachowanie przyrodnich sióstr z dość licznymi slapstickowymi scenami. Pewne rozluźnienie wprowadzają też momenty interakcji aktorów z widzami.

Salwy śmiechu u publiczności, nie tylko tej najmłodszej, szczególnie wywoływała magiczna bohaterka, której rola została poprowadzona w dość oryginalny i niekonwencjonalny sposób. „Wróżka-trochę-Od-Niechcenia" (bo tak bez wątpienia można o niej powiedzieć) nie tylko bawi i zachwyca publiczność kreatywnymi trickami, ale przede wszystkim jest motywatorem dla Kopciuszka i jedyną osobą, która potrafi przywrócić w niej chęć życia. I powiedzieć dosadnie, prosto z mostu jak wziąć się w garść.

Nie byłoby „Kopciuszka" bez bucika, ale w tej wersji szklany pantofelek został zamieniony na skórzany mokasyn, ale zagubiony rekwizyt tutaj został tak naprawdę podarowany. Nie byłoby również „Kopciuszka" bez balu u Króla (Zbigniew W. Kaleta), ale w tej wersji suknie balowe zostały zamienione na lekkie sukienki i garnitury (prawie przez wszystkich). I nie byłoby oczywiście „Kopciuszka" bez Księcia, ale w tej wersji nie szuka on małżonki, ale wszystkim przyjaźni i zrozumienia.

Na uwagę zasługuje również scenografia (Anna Met) – dość minimalistyczna, ale zarazem niezwykle efektowna. Głównym jej punktem pozostaje szklana ściana „szklanego domu zaprojektowanego przez znanego architekta o znanym nazwisku" (parafrazując słowa Macochy). Doskonale wykorzystana została również ruchoma scena Sceny Kameralnej Starego Teatru oraz zapadnia (która szczególnie przydaje się podczas iluzjonistycznych popisów Dobrej Wróżki). Jest zabawnie, ciekawie, ale przede wszystkim wzruszająco, co skłania do refleksji.

Spektakl grany na deskach Starego od 2017 roku cieszy się niesłabnącą popularnością, a widzowie niezmiennie zapełniają całą salę. Miałam okazję oglądać go po raz pierwszy zaraz po premierze, wtedy z inną obsadą. Cztery lata temu w tytułową rolę Kopciuszka wcieliła się Jaśmina Polak, w postać Wróżki Bartosz Bielenia, a przyrodnich sióstr – Małgorzata Gorol i Marta Ścisłowicz. Dziś aktorzy znani nie tylko miłośnikom teatrów, ale również wielbicielom dużego ekranu. To kolejne dobre świadectwo dla „Kopciuszka" i samego Starego Teatru – kuźni młodych talentów, wybitnych przedstawicieli aktorstwa młodszego pokolenia.

Spektakl został przygotowany z myślą o starszych dzieciach, uczniach szkół ponadpodstawowych, ale również widzach dorosłych. Jest to wersja „Kopciuszka", na której z pewnością nikt nie będzie się nudził, a wręcz przeciwnie – jest to wersja „Kopciuszka" wzruszająca, podejmująca trudne tematy, rozwijająca i na pewno bardzo wzbogacająca. Jest to wersja o stracie i o pogodzeniu się z nią. O zaakceptowaniu tego, na co nie mamy wpływu. Jest to historia z happy endem, ale bez klasycznego happy endu. I bez zbędnego dydaktyzmu.

Paulina Zięciak
Dziennik Teatralny Kraków
17 listopada 2021
Portrety
Anna Smolar

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia