Niemen. Dzieła dobrze wybrane.

„Jednego serca" - scen. reż. Anna Sroka-Hryń - Teatr Roma w Warszawie.

Ten spektakl intryguje w pełnym znaczeniu tego słowa, konsekwentnie przykuwa uwagę, skutecznie magnetyzuje widownię, sprawiając, że 75 minut inscenizacji zdaje się być chwilą i wiecznością jednocześnie. Z jednej strony narracja biegnie w niewiarygodnym tempie, z drugiej chciałoby się tam zostać na długo, aby niemalże nieskończenie napawać się niepowtarzalną atmosferą, klimatem ulotnego melanżu podróży w czasie, w dwie strony tym razem, wstecz i w przyszłość jednocześnie, z ponad godzinnym przystankiem na Novej Scenie warszawskiej Romy.

Spektakl łączy bowiem nostalgię, swoistą zadumę nad twórczością Czesława Niemena, taką jaką znamy z zarejestrowanych dokonań, z jej dynamicznym przełożeniem na język i estetykę teatru muzycznego naszej doby. Jest więc trybutem wobec tego co było, będąc jednocześnie trampoliną do teraźniejszości, ale i poza nią, wskazując z jak genialną i ponadczasową twórczością mieliśmy, mamy i mieć będziemy do czynienia. Ergo - niedaleko mu do doskonałości.

A zadanie było z gatunku paradoksalnych, jak tu bowiem z sukcesem transponować artystyczną spuściznę jednej z najwybitniejszych osobowości polskiej muzyki, oczywistej ikony, postaci poniekąd już pomnikowej, tu i teraz. Jak przerzucić most między tak odległymi w czasie i wyrazie artystycznym epokami, tak aby zachować kondensat istotności treści, nie rezygnując z impresyjności i innowacyjności formy.

To projekt ambitny i niełatwy, który, co należy z dużą satysfakcją podkreślić, twórczyniom i twórcom spektaklu się udał. Po prostu, choć rzecz prosta na pewno nie była. Zasłużone brawa na stojąco, jak w trakcie owacyjnie przyjmowanej premiery, należą się przede wszystkim, za nowatorski scenariusz i konsekwentną, odważną reżyserię, Annie Sroce-Hryń. Dzięki niej możemy oglądać brawurowo zaaranżowaną, skontrastowaną w przekazywanych emocjach sekwencję utworów Niemena, tworzącą dynamiczny przekładaniec, istny sceniczny korowód w pełnej palecie znaczeń i form, rozpięty między szeptem a krzykiem, śmiechem i łzami, liryczną intymnością uczuć jednostki a anarchicznym gniewem wobec świata, który nie chce dać nam spokoju, między brutalnością realiów a kojącą magią marzeń i nadziei, ogniskujący bezmiar ekscytacji wrażliwych jednostek, nieobojętnych na to co wokół nich, niegodzących się na egzystencjalny dryf przez dane im lata.

Spektakl olśniewa innowacyjną formą, ciesząc wzrok i słuch synkretycznością gatunków. Widać na tu tropy konsekwentnie prowadzące do musicalu – mamy tu klimaty nieledwie operowe, oratoryjne wręcz, z jednej strony, ale i kameralne, liryczne songi z drugiej. Ta narracyjna struktura, rozsadzająca niewielką przestrzeń Novej Sceny, kapitalnie skondensowana w czasie, daje widzowi dużo satysfakcji z obcowania z tak nakreślonymi kontrastami, przebywaniem między sacrum i profanum, owej kwintesencji życiowych wyborów, tak przez Niemena cenionej. Jedną z najistotniejszych wartości inscenizacji jest jednak przełożenie muzyki solowej na wielogłos, skutecznie wydobywający wyjątkowość tej twórczości, znakomicie ewokujący jej ponadczasowość, kapitalnie wzmacniający przekaz, poprzez bogactwo uczuć, tonów, półcieni – muzycznych i znaczeniowych, nie do osiągnięcia, z całym szacunkiem, poprzez jeden, choćby tak genialny głos. To tyleż rewolucyjne, co nieoczywiste, wibrujące bogactwo interpretacyjne stanowi o niepowtarzalnym doświadczeniu tego widowiska, śpiewanego społem, choć osobno...

Sukces spektaklu wiele zawdzięcza porywającym aranżacjom Mateusza Dębskiego, ażurowej, niemalże transparentnej scenografii Grzegorza Policińskiego, stanowiącej dyskretną ramę tego co w spektaklu najistotniejsze – słowa, muzyki i ruchu, a jeśli już o ruchu mowa, trzeba z pełną mocą wyróżnić fantastyczną pracę Barbary Olech, dzięki której choreografia na długo zapada w pamięć widza, będąc idealnym pokreśleniem przesłania inscenizacji. Z kolei kostiumy Sabiny Czupryńskiej, niejako zszywającej trendy modowe z przestrzeni kilkudziesięciu lat, subtelnie i skutecznie ewokują ponadczasowość przekazywanych treści.

W trakcie przedstawienia zaprezentowano dwadzieścia utworów z bogatego dorobku Czesława Niemena. Żaden z nich nie odstaje – aranżacyjnie, muzycznie, interpretacyjnie, bo wybór, jak każdy - subiektywny, jest tu znakomicie celny, dając widzowi szansę na obcowanie z dobrze ułożonym przekrojem twórczości artysty, korzystającego przecież z wielu źródeł, na wysłuchanie tego co każdy już zna, ale i na niespodzianki, w obcowaniu z tak eklektyczną spuścizną. Można jednak pokusić się o kilka, oczywiście subiektywnych, indykacji uwagi widza. Otwierająca spektakl „Zabawa w ciuciubabkę" to urocza humoreska, skandowana zgłoskami, utwór, rzec można, in statu nascendi. „Przyjdź w taką noc" to byt nieco lunatyczny, oniryczny, podany wspaniałym głosem. „Płonąca stodoła" – wulkaniczna, hiper ekspresyjna, jednoczy widownię w żywiołowości percepcji, ujmując niektórym widzom dziesiątki lat. „Pod papugami" - ta piosenka nad piosenkami jest perfekcyjnie nostalgiczna, a „Począwszy od Kaina" to utwór gorzki, stoicki, niepozbawiony jednak nuty buntu. „Pielgrzym" to łagodne muśnięcie sacrum, nieledwie homiletyczne, a norwidowska „Moja Ojczyzna" podkreśla dialektykę patriotyzmu, patos identyfikacji wybrzmiewa tu w idealnej proporcji z dystansem wobec niej. Z kolei „Jednego serca", to prawdziwa rewelacja, gejzer emocji – asnykowski liryk w kostiumie protest songu, z wejściem w duszę widowni, niemalże dosłownie. Kolejna piosenka nad piosenkami - „Dziwny jest ten świat", jest niejednoznaczna, stoicka, uwypuklająca immanentny ból egzystencji, niepozbawiająca jednak nadziei. Perełką jest ironiczno-liryczne „Wspomnienie", kapitalnie zinterpretowane w obyczajowym duchu dzisiejszej doby. Wreszcie finałowy „Sen o Warszawie", fantastycznie zaśpiewany hymn kosmopolitycznego miasta, apologia stolicy wolności i marzeń.

Ten spektakl to praca prawdziwie zespołowa, także, jeśli nie przede wszystkim, wykonawców. Aktorki i aktorzy: Patrycja Grzywińska, Karolina Gwóźdź, Małgorzata Kozłowska, Natalia Kujawa, Anastazja Simińska, Małgorzata Majerska, Dominik Bobryk, Marek Zawadzki, Michał Juraszek, Filip Karaś i Jakub Szyperski prezentują wysoki, wyrównany poziom wokalny, taneczny i aktorski. Widać pot i łzy na próbach, znać odpowiedzialność za bycie częścią całości. Nie byłoby niezaprzeczalnego sukcesu tej inscenizacji bez ich ofiarności i zaangażowania. Trudno tu kogoś postawić ponad innymi, choć utwór ostatni, grany na bis „Spiżowy krzyk" – daje taką pokusę, gdy w partii solowej, po zamknięciu oczu, słyszymy Niemena inkarnowanego w postaci Filipa Karasia. Należy dodać, iż ten protest-song, wybrzmiewał niezwykle znacząco w dniu premiery – 16. lutego...

Roma zaskoczyła, w najpozytywniejszym uzusie tego słowa, kolejną innowacją, na Novej, nomen omen, Scenie, gdzie prawie zawsze dostaje się więcej niż można się spodziewać. Tym razem otrzymaliśmy nieoczywistą, niespodziewaną interpretację twórczości Czesława Niemena. Bardzo dobrze wybraną, równie dobrze zagraną, zaśpiewaną i zatańczoną, bardzo dobrze zaaranżowaną i wyreżyserowaną.

Niemen Superstar. Forvever Young.

Tomasz Mlącki
Dziennik Teatralny Warszawa
22 lutego 2024
Portrety
Anna Sroka-Hryń

Książka tygodnia

Białość
Wydawnictwo ArtRage
Jon Fosse

Trailer tygodnia