Niepokój wokół opery

rozmowa z Jarosławem Dworzańskim

W zarządzie województwa - zamieszanie. Co prawda nie wiadomo, dokładnie kto, co i kiedy powiedział. Wiadomo jednak, że z Brukseli docierają informacje, iż Komisję Europejską - która ma wpływ na dotowanie inwestycji - niepokoją plany związane z Operą i Filharmonią Podlaską.

O tych pogłoskach rozmawialiśmy z marszałkiem województwa w piątek. Jarosław Dworzański chciał wywiad autoryzować. Umówiliśmy się, że uczyni to do niedzieli. Autoryzowanego tekstu jednak nie otrzymaliśmy. A w niedzielę od rzecznika marszałka Jana Kwasowskiego usłyszeliśmy: - Marszałek Jarosław Dworzański nie chce, by artykuł w ogóle się ukazał. 

Wywiad publikujemy więc nieautoryzowany. 

*** 
Rozmowa z marszałkiem 

Monika Żmijewska: - Co wzbudziło niepokój Komisji Europejskiej? 

Jarosław Dworzański, marszałek województwa podlaskiego: - Projekt wykonawczy opery realizowany był w oparciu o studium wykonalności, czyli bardzo istotny dokument, z którego przez Komisję jesteśmy skrupulatnie rozliczani. Studium jasno precyzuje, co też będzie w nowym obiekcie - opera i filharmonia właśnie. Komisja przy tego typu projekcie ma za zadanie nadzorowanie realizacji projektu, a potem jego monitorowanie - czy jest zgodny z założeniami, czyli ze studium. W moim gabinecie jakiś czas temu miała miejsce luźna rozmowa z panem dyrektorem Opery i Filharmonii Marcinem Nałęcz-Niesiołowskim, z udziałem wicemarszałka Piorunka. Dyrektor interesował się tym, jakiego rodzaju działania mają być prowadzone w przyszłym obiekcie. Te luźne uwagi musiały jednak w jakiś sposób na tyle go zaniepokoić, że później [w rozmowie z "Gazetą", opublikowanej 26 czerwca - red.] użył sformułowań typu: "Nie chcę tu lotniskowca". Chodziło o to, że w budynku opery miałoby się rzekomo mieścić kilka instytucji m.in. Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury i Teatr Wierszalin. Dla mnie to stwierdzenia absurdalne... 

To znaczy, że nie ma takich planów, by ulokować w budynku opery kilka instytucji, czy też takie słowa o łączeniu instytucji w jednym budynku w ogóle w gabinecie nie padły? 

- Trzeba rozpocząć od tego, że pomysł ulokowania Wierszalina czy też WOAK-u w nowym gmachu opery nie pochodzi od zarządu, którym ja kieruję. Takie sprawy były rozpatrywane dużo wcześniej, stąd też i temat ten w rozmowie się przewijał. Należy pamiętać jednak, że przy realizacji takiego projektu my musimy się trzymać studium wykonalności i nie możemy wprowadzać tam niczego, co jest sprzeczne z tym dokumentem. My się z całą pewnością z tego wywiążemy. Nigdy zresztą w żadnej wypowiedzi nie mówiłem, że Wierszalin miałby być z Supraśla zabrany. Podkreślałem zawsze, że Wierszalin niewiele zyska przenosząc się do Białegostoku, natomiast Supraśl sporo by stracił. 

Ale w rozmowie z "Gazetą" Marcin Nałęcz-Niesiołowski otwarcie stwierdził, że usłyszał od wicemarszałka Jacka Piorunka, iż będziecie przekonywać autora projektu gmachu, by projekt zmienił. Tak, by w budynku opery teatr się zmieścił. Więc takie słowa padły, czy nie? 

- Ja nie potrafię powiedzieć, czy pan Piorunek takiego sformułowania użył, czy w ogóle zostało to powiedziane. Ja nie pamiętam, by takich sformułowań użyto. 

Ale te słowa właśnie zaniepokoiły Komisję? 

- Wywiad z "Gazety" trafił do Komisji. Nie wiem, czy został tam przesłany, czy też ktoś z jej członków sam go przeczytał. Taka wypowiedź: "nie chcę lotniskowca" może sugerować, że urząd województwa zamierza wyeksportować do gmachu wiele instytucji niezgodnie ze studium. Co jest oczywistą nieprawdą. Uważam, że wypowiedź Nałęcz-Niesiołowskiego jest oczywistym nadużyciem. 

Do zarządu dotarło oficjalne pismo z Komisji? Został pan wezwany na dywanik? 

- Nie, nie zostałem. Oficjalnej informacji, jak zareagowała Komisja nie mam, ale wiem o tym, że jakaś dyskusja tam się wywiązała - w kwestii, czy projekt będzie realizowany zgodnie z założeniami. Jakieś sygnały do nas dochodzą, w końcu w komisji pracuje 200 Polaków. Proszę też pamiętać, że to nie Opera buduje sobie nowy obiekt, tylko zadanie realizuje samorząd województwa podlaskiego, a działania z tym związane koordynuje biuro inwestycji, które jest w stałym kontakcie z Komisją. I tam docierają wszystkie uwagi dotyczące realizacji projektu. Jeśli więc ktoś, piastujący tak poważne stanowisko jak dyrektor opery, wypowiada takie kwestie, to mogą pojawiać się pytania - jaki jest stan faktyczny i kto tu ma rację. Warto byśmy się do tego odnieśli, bo możemy być lada dzień zapytani, czy stwierdzenia pana dyrektora to prawda. Otóż twierdzę, że nieprawda. Projekt będzie realizowany zgodnie z założeniami. 

A jeśli Komisja uzna, że jej niepokój jest zasadny i znajdzie coś, co byłoby jej zdaniem niezgodne ze studium, to co? Zablokuje pieniądze? 

- Na tym etapie Komisja nie ma żadnych podstaw, aby dofinansowanie projektu wstrzymać. Natomiast we wszystkich projektach realizowanych ze środków unijnych jest coś takiego jak trwałość projektu. I ta trwałość musi być przez określony okres utrzymana. Jeśli Komisja dojdzie do wniosku, że z tą trwałością jest coś nie tak, i że realizujemy tam inne zadania niż przewidziane w studium - a zatem środki europejskie wykorzystano niezgodnie z jej przeznaczeniem - wtedy tak, możemy być postawieni przed koniecznością zwrotu dotacji. Ale trudno dziś mówić o takich sprawach, to przecież absurd. Realizowanie projektu zgodnie z założeniami jednak w żadnej sprzeczności nie stoi z tym, że będziemy dalej poszukiwać - i to będą zadania przyszłego menedżera - pomysłu, jak ożywić tę instytucję, aby ją w pełni wykorzystać. 

Stawiacie sobie jakiś termin na znalezienie tego pomysłu? 

- W mojej ocenie powinien się tym zająć przyszły zarząd już na początku swojej kadencji 

Sprytnie. 

- Uważam, że podejmowanie dzisiaj decyzji w tym zakresie, byłoby o tyle nieroztropne, że nowy zarząd mógłby wszystkie postanowienia obecnego zmienić, a zatem rozsądniej jest pozostawić to przyszłym władzom. Muszę dodać jeszcze, że w wypowiedzi pana Nałęcz-Niesiołowskiego pojawiła się jeszcze jedna nieścisłość. Jest rzeczą wiadomą, że funkcjonowanie tej instytucji będzie generowało o wiele większe koszty niż był łaskaw powiedzieć pan dyrektor. Mówił w wywiadzie o milionie złotych, dotyczącym wzrostu wynagrodzenia z tytułu zatrudnienia nowych pracowników. Tymczasem samo utrzymanie obiektu ma kosztować o 8 milionów więcej niż dotychczasowego. Rozbieżność jest więc duża. My musimy przede wszystkim dbać o to, by nie zdemolować finansów województwa tak, że na pozostałą działalność kulturalną nie zostanie już pieniędzy. Jakiego rodzaju działalność będzie można prowadzić dodatkowo tak, by nie stało to w sprzeczności ze studium wykonalności - na to pytanie dzisiaj nie potrafię odpowiedzieć. Nie wiem, czy będą to konferencje, koncerty czy wystawy. Ale chodzi o to, by menedżer, który zostanie wyłoniony w drodze dość długiego procesu, miał na oku nie tylko kulturę przez duże K, ale i finanse naszego województwa tak, by nie wyssać ich do jednej instytucji. Przed samorządem staje problem znalezienia takiej formuły zarządzania, aby obiekt był siedzibą nie tylko znakomitej instytucji, ale też mieścił się w pewnych założonych ramach finansowych. Póki co skupiamy się na tym, aby dokończyć budowę obiektu, który będzie drugim co do wielkości w Polsce tego typu. Opera już dużo kosztuje - pierwotnie miało to być 50 mln zł, a teraz to 220 mln zł. I jej utrzymanie także będzie kosztowało olbrzymie pieniądze. Na razie projekt idzie znakomicie. Obecnie są realizowane dwie umowy: na dokończenie prac ogólnobudowlanych i witrynę, a 30 lipca podpiszemy umowę na zadanie trzecie: automatyka sceny i elektroakustyka - z konsorcjum LTT.

Monika Zmijewska
Gazeta Wyborcza Białystok
20 lipca 2009

Książka tygodnia

Straszny Dwór, czyli sarmackie korzenie Niepodległej
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jacek Kowalski

Trailer tygodnia