Niepokoje artysty

"Czy pan się uważa za artystę?" - Anna Augustynowicz - Teatr Śląski i Muzeum Śląskie w Katowicach

Refleksja nad artystą i sztuką w dawnym i dzisiejszym świecie to nic nowego. Chodzi nie tylko o sztukę, a także zobowiązania, które spoczywają na niej i tych, którzy ją uprawiają. Teatr jako działalność subiektywna nie poddaje się obiektywizacji, odrzuca narzędzia poznawcze, trwa tylko chwilę i żyje w procesie oglądania.

Za każdym razem otrzymujemy pewną deklarację intencji ze strony twórców. Co z nią uczynimy, zależy od nas samych, naszych doświadczeń lekturowych, skojarzeń, otwarcia na propozycję spotkania intelektualnego z tekstem, bo teatr jest tekstem, opowieścią. I choć często zdajemy sobie sprawę z pułapek, jakie w nim tkwią, podążamy śladem zdarzeń, czasem jedynie przeczuć, bowiem dopiero na scenie uzyskują one przybliżone znaczenie, stanowiąc poniekąd odbicie myśli autora. Co w takim razie zostaje w pamięci widzów? Po spektaklu, aktorze, scenografie, reżyserze, wszystkich twórcach skoro ich każda wypowiedź publiczna żyje tak krótko?

Może wielość odczytań, co w przypadku teatru nie stanowi rzeczy osobliwej i niezwykłej, może udział w pasjonującej grze, której zrozumienie przybliży jej mechanizm, odkryje sens i założenia, chociaż każdy spektakl jest inny, inni są widzowie, porządek znaczeń, a więc i tu brak pewników. Zawsze jednak zabieg teatralizacji, obecny przecież nie tylko w sztuce scenicznej, ale też innych rodzajach tekstów, przynosi korzyści dla odbiorcy, włącza go we wspólnotę doświadczenia sztuki, uświadamia, że jej odbiór odbywa się wedle reguł komunikacji, a zatem wymaga rozmowy dwóch stron, uzmysławia, że nawet w niezrozumieniu tkwi jakaś epifania. Kto wie, być może właśnie artysta w akcie twórczego wysiłku pomoże odkryć jej część, ugasić niepewność, niewiarę, dotrzeć do istoty rzeczy i zdarzeń.

Powyższe wątpliwości przedyskutowano dogłębnie w pięknym, ascetycznym spektaklu Teatru Śląskiego "Czy pan się uważa za artystę?". Autor tekstu Artur Pałyga i reżyser Anna Augustynowicz na Scenie w Malarni zaproponowali nam udział w procesie tworzenia bardzo specyficznego spektaklu. Specyfika polega tu na tym, że artysta mający go tworzyć nie jest do tego przygotowany. Aktorzy na scenie domagają się tekstu, gotowego materiału, on zaś popadł w niemożność, bezruch, stan zawieszenia, który paraliżuje jego zdolności sprawcze. Augustynowicz podjęła próbę ukazania rzeczy niemożliwej: wewnętrznych rozterek twórcy, jego onieśmielenia, braku gotowości do realizacji swoistego zapotrzebowania na działalność artystyczną. Sprawy nie ułatwi zaczerpnięte z "Wyzwolenia" pytanie, skierowane do Konrada: Czy jest jaka sztuka? Wszyscy czekają, jednocząc się w akcie współistnienia sceny i widowni, czekają na spektakl, który nie może się dokonać. Nie może, bo artysta jest niegotowy. Nie może, bo publiczność zapomniała, że sztuka teatralna nie ma prawa bytu, jeśli nie wyzwoli jakiejś energii po stronie odbiorców, nie zmusi do aktywności. W tym ujęciu - przekonują twórcy spektaklu - każdy z nas siedzący po drugiej stronie jest także artystą. Od nas samych zależy czy wejdziemy w grę wzajemności i podejmiemy wysiłek, stworzymy sztukę.

Augustynowicz i Pałyga, w wielkim uproszczeniu, zapraszają do udziału w surrealistycznej grze, zabawie, którą inicjują aktorzy, odwołując się do dyskursu językowego, ale też tworząc przestrzeń, w której mogą spotkać się z odbiorcą, wciągnąć go w proces budowania wypowiedzi artystycznej, pełnej pytań, wątpliwości. Nie ułatwią zadania obiegowe definicje i opinie na temat artysty wypowiadane przez głos płynący z offu. Przeciwnie, oddalą nas od odpowiedzi na pytania postawione artyście w spektaklu. Te najczęstsze dotyczą statusu, roli, sensu jego pracy, czasem brzmią jak oskarżenie, innym razem kwestionują pozycję, sprawność twórczą, odsłaniają kondycję, weryfikują umiejętności. Co ciekawe, artysta nie broni się przed stawianymi zarzutami, krąży niespokojnie, szuka punktu zaczepienia, próbuje uchwycić rytm, jakim pulsuje scena w sensie dosłownym. Ruchem kieruje na niej choreograf i tancerz Zbigniew Szymczyk. Jest właściwie reżyserem rozproszonej narracji, nieustannej dialogiczności wszystkich aktorów. Bardzo zgrany wielogłos tworzą, pełni dystansu, wyczuleni na każdy szczegół, znakomici artyści: Alina Chechelska, Ewa Kutynia, Wiesław Sławik, Marcin Szaforz i Andrzej Warcaba. Przestrzeń sceny, symboliczna scenografia Marka Brauna sprawiają, że widzowie skupiają uwagę wyłącznie na grze aktorów, których ekspresja składa się w system znaków, skojarzeń, możliwych odwołań do tekstów kultury. Porozwieszane na ścianach puste ramy mają tu znaczenie symboliczne, jakby czekały na moment, kiedy zostaną wypełnione treścią. Jeśli ten zamiar w ogóle się powiedzie.

Aktorzy występują w miejscu szczególnym, dawnej teatralnej malarni, miejscu pracy artysty, scenografa, postaci ikonicznej dla twórczości teatralnej - Wiesława Langego. To jemu poświęcony został ten spektakl. Obcowanie z jego dorobkiem stało się dla reżysera oraz dramaturga pretekstem do stworzenia opowieści o sensie i celowości pracy każdego twórcy.

Wiesław Lange (1914-1988), dziś już chyba już nieco zapomniany scenograf, od 1951 roku do końca życia był związany z Teatrem Śląskim w Katowicach. Chociaż współpracował z wieloma innymi scenami, jego twórczość umiejscowiona była głównie na Śląsku. W ciągu 40 lat pracy stworzył imponujący dorobek, przygotowując scenografie do blisko 300 spektakli teatralnych, operowych i telewizyjnych. W samych Katowicach zaprojektował dekoracje do około 100 przedstawień. Zestawiano jego dokonania artystyczne z twórczością plastyczną Józefa Szajny, podkreślano inspiracje nowymi zjawiskami w malarstwie tamtego czasu jak taszyzm czy hiperrealizm, akcentowano nowatorskie rozwiązania plastyczne, linię surrealistyczną, wykorzystywaną w oprawach plastycznych dziś już historycznych spektakli, by wspomnieć tylko "Ludzi i cieni", czy "Fantazego" - oba przygotowane we współpracy z Gustawem Holoubkiem. Nie sposób przywołać liczne realizacje teatralne Langego, który przez długie lata działalności miał niemały wpływ na kształt artystyczny Teatru Śląskiego, tworząc niepowtarzalny styl i język wypowiedzi artystycznej, co ciekawe trafiający, mimo pozornej hermetyczności, do szerokiej publiczności.

Artur Pałyga w swoim tekście, odnosząc się do twórczości Langego, zaproponował widzowi zawoalowany przegląd wybranych sztuk, do których scenografie stworzył ten wybitny plastyk. Widzowie, którzy podejmą trud odgadnięcia, do jakich tytułów nawiązują twórcy spektaklu, będą mieli okazję do bardzo zajmującej identyfikacji poszczególnych tropów. Od pierwszej scenografii do "Niemego kanarka", zrodzonej z fascynacji Teatrem Cricot poprzez "Bal manekinów" z okresu głośnych spektakli jak "Śmierć Dantona", "Krzesła" czy "Zbrodnia na Wyspie Kóz" po "Balladynę" i "Wyzwolenie". Ten ostatni tytuł zrealizowany w roku 1957 stanowi, jak można przypuszczać, najważniejszy cytat w spektaklu Augustynowicz, bowiem wzmiankowane już pytanie konradyczne pojawia się w nim wielokrotnie. Dodajmy, że autorzy przedstawienia, chociaż odwołują się do projektów Langego, zmierzają do konkretnych prac, nie ilustrują cytowanych fragmentów jego twórczości plastycznej. Nie ma takiej potrzeby, bowiem chodzi w tym wypadku o próbę nawiązania do perspektywy mentalnej, projektu intelektualnego nie zaś prostej ikonografii. Powyższe odniesienie znajduje swój wykładnik w ciągle ujawnianych wątpliwościach, od czego w zasadzie powinna zaczynać się teatralna historia. W jakim zdaniu, zdarzeniu czy geście artysty powinna mieć swój punkt wyjścia. Czy ktoś podejmujący trud, zadanie wypowiedzi publicznej ma do tego prawo, co nim kieruje, gdzie szuka inspiracji?

Anna Augustynowicz i Artur Pałyga proponują nam niezwykle interesującą wędrówkę, podczas której teatr staje się dziełem dokładnie na oczach widza i dla widza gotowego do wyruszenia na to wyjątkowe spotkanie ze światem artystów. Podczas tej peregrynacji każdy otrzyma możliwość zgłębienia jego tajemnic, odczytania nieoczywistych tropów, poruszania się w gęstwinie aluzji oraz kontekstów. Warto podjąć to zadanie, bo płynie z niego wielka przyjemność teatralnego doświadczenia. Nie ma w tym wielkiego ryzyka, co najwyżej wszystko skończy się dla odbiorcy pozbyciem niepokoju, niepewności, a w efekcie opuszczeniem przystani niewiedzy.

Wojciech Lipowski
Śląsk
3 kwietnia 2020

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia