Nieśmiertelna żądza władzy

„La clemenza do Tito" - reż. Marek Weiss - Warszawska Opera Kameralna

Gdyby chcieć przeanalizować filmowe scenariusze, libretta operowych dramatów, fabuły teatralnych spektakli, tematykę bestselerowych książek, szybko zauważymy, że swoistym fenomenem jest budowanie akcji i intryg na styku wielkiej miłości i jeszcze większej polityki. Władza, zdrada, chciwość, pożądanie wydają się być braćmi i siostrami twórczych wizji. Wszystko to podlewane ludzką słabością, uległością i chwiejnością charakterów, zdaje się być nieśmiertelne.

Dramatopisarze mogą szczodrze czerpać z życia, wszak dzieje państw, dynastii, żywoty władzy, naznaczone są kamieniami milowymi a koło historii toczy się, zakreślając co jakiś czas pełen krąg. Nic dziwnego, że historia rzymskiego cesarza, mimo swego osadzenia w starożytności, aż krzyczy aktualnością. Ale jest pewne „ale". W „La clemenza do Tito" do głosu dochodzi pierwiastek ludzki. Bezgraniczna władza uzbrojona w prawa staje w konfrontacji z tak fundamentalnym uczuciem, jakim jest miłosierdzie leżące u źródeł wybaczenia.

Być może ciężar dzieła sprawił, że nie od razu zyskało należyte uznanie, dzisiaj plasujące je w gronie najwybitniejszych w dorobku Wolfganga Amadeusza Mozarta. Utrzymana w konwencji neapolitańskiej opera seria „La clemenza di Tito" naznaczona była już w dniu premiery. Król przybył na premierę spóźniony o ponad godzinę (opera została napisana na zamówienie jako część obchodów koronacji cesarza Leopold II na króla Czech) a jeden z najbardziej wpływowych dworzan, hrabia Zindendorf powiedział po premierze, że opera jest wręcz nudna. Potrzeba było raptem kliku lat, aby na wartości „Łaskawości Tytusa" poznali się nie tylko operowi erudyci ale również melomani. To właśnie „La clemenza di Tito" otworzyła drzwi Mozartowi na sceny Wielkiej Brytanii (1809 rok). Czy zatem sam Wolfgang Amadeusz Mozart, pisząc ją w roku własnej śmierci, świadomie komponował operę, która pod względem warsztatowej dojrzałości a w szczególności dogłębnego wejścia w psychikę i charaktery głównych bohaterów, stoi o poziomy wyżej od wcześniejszych dzieł?

Opera powstała z inspiracji Domenico Guardasoniego, który odpowiadał za celebrę koronacji Leopolda II. Znamiennym jest to, że sam cesarz nosił z racji na roztropność i charakter przydomek „niemieckiego Tytusa", stąd zapewne naturalne skierowanie tematyki dzieła na ten wielokrotnie eksplorowany w sztuce wątek rzymskiego cesarza (w chwili komponowania, tekst pisarza i librecisty Pietra Metastasia miał już blisko 50 adaptacji, Mozartowi przygotował go Caterino Tommaso Mazzolà). Mozart miał raptem dwa miesiące na wykonanie zamówienia a premiera miała miejsce trzy tygodnie po koronacji cesarza. O tym jak znakomitym kompozytorem był Mozart świadczy fakt, że równolegle tworzył on również „Czarodziejski flet", zaś różnorodność i waga obu dzieł, w sposób jaskrawy demonstrują geniusz ich twórcy. Intryga zmierzająca do zabójstwa, miłosne zauroczenie Sesta, chciwość Vitelli, wielkość mądrości samego Tytusa... I wreszcie przyjaźń, ta głęboka, prawdziwa, dzisiaj powiedzielibyśmy romantyczna. Uniwersalność opowieści o łaskawości tytułowego bohatera staje się narzędziem dającym szerokie pole do popisu tym, którzy – słusznie – odnajdują w całej historii jej ponadczasowy wymiar. Ale nie stało by się tak, gdyby sam Mozart nie uciekł się do ciekawego zabiegu. Otóż w mnogości znakomitych arii – perełek, te najbardziej rozbudowane dedykował tylko dwóm głównym postaciom. Dzięki temu wewnętrzy konflikt postaci narasta. Nie tylko w sensie moralnym ale i dramaturgii samej muzyki.

Czy daleko trzeba aby szukać analogii do historii Tytusa, odniesień bezpośrednich we współczesności? Nic dziwnego, że Peter Sellars na potrzeby salzburskiego festiwalu przeniósł akcję „La clemenza di Tito" do Republiki Południowej Afryki w czasy upadku Apartheidu. Carolyn Balkovetz w amerykańskim uniwersytecie Cambridge (Massachusetts) umiejscowiła pracując wraz ze studentami akcję w pałacu prezydenckim, w którym dochodzi do politycznych i obyczajowych skandali. Czy zatem historia, a może raczej historia władzy, naznaczona jest zdradą? Odpowiedź musi być twierdząca, choć w wypadku „Łaskawości Tytusa" do głosu dochodzi przebaczenie. Jakież to nie dzisiejsze – można powiedzieć. Prawda? A jednak, dobro w ujęciu opery Mozarta nabiera uniwersalnego wymiaru, pokrzepia, dodaje otuchy w chwili, w której wydawałoby się, że polityczny pragmatyzm i twarde zasady muszą wziąć górę. Nic dziwnego, że często krytycy podkreślają fakt, że ostatnia opera Mozarta dostarcza nam bezmiar wysublimowanego muzycznego piękna i idei humanizmu, porywająco ludzkiego gestu. Miłość, przyjaźń, zdrada, zemsta i miłosierdzie. Pięć głównych filarów tej opowieści. Nic dziwnego, że właśnie w tej operze upatruje się niejednokrotnie najbardziej dojrzałego dzieła Mistrza z Salzburga. Sam jej twórca odszedł od kwiecistego języka tak typowego dla Pietra Metastasia, postawił na pewną surowość, oszczędnie traktując orkiestrę za to skupiając się na pięknie melodyki arii. Więcej tutaj ludzkiego dramatu i szczerości niż metaforyki literackiego pierwowzoru.

Najnowsza premiera na scenie Warszawskiej Opery Kameralnej ma miejsce 227 lat od praskiej prapremiery i 212 o jej pierwszego wykonania w Polsce (Poznań, wersja niemieckojęzyczna).

Piotr Iwicki
Materiał Opery
8 lutego 2018
Portrety
Marek Weiss

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia