Niewinni czarodzieje i czarnoksiężnicy

„kalifornia nieśmiertelni" - reż. Szymon Kaczmarek - Teatr Współczesny w Szczecinie

Kiedy w grudniu 1968 roku w Mieście Aniołów przypadkiem skrzyżowały się drogi Krzysztofa Komedy, Marka Hłaski i Wojciecha Frykowskiego wszyscy patrzyli na nich jak na młodych, pięknych i zdolnych wybrańców bogów, pragnąc gościć „niewinnych czarodziejów" na swoich przyjęciach.

Ożywione wieczorne dyskusje o sztuce, romanse z pięknymi kobietami i szalone wygłupy na rauszu zdawały się nie mieć końca. Nikomu nie przyszłoby nawet do głowy, że za parę miesięcy amerykański sen trójki artystów rozsypie się niczym upadające na wietrze litery HOLLYWOOD, a oni sami będą martwi. Co zadecydowało o takim przebiegu spraw? Splot przypadkowych wydarzeń, fatum, a może mroczni magowie, którzy stanęli na ich drodze? Odpowiedzi na to pytanie poszukuje Maciej Litkowski w monodramie „kalifornia nieśmiertelni".

Spektakl na podstawie intrygującego scenariusza Justyny Litkowskiej, wyreżyserowany przez Szymona Kaczmarka, przypomina swoją konstrukcją wykład albo rozprawę sądową, w której opowiadający historię prokurator (charyzmatyczny i tryskający energią Maciej Litkowski) prezentuje ławie przysięgłych (w tej roli widzowie) swoje teorie i przypuszczalną wersję wydarzeń. Przytacza archiwalne nagrania wycięte z filmów bądź rozmów (m.in. z Zofią Komedą i Agnieszką Frykowską) i pokazuje opatrzone policyjnymi winietkami coraz to kolejne dowody życia zmarłych artystów (niedopalony papieros Hłaski, stary garnek, w jakim spalono ostatnie fotografie Komedy czy nóż z planu filmowego „Dziecka Rosemary, a może nawet z domu zadźganego w niejasnych okolicznościach Bartłomieja Frykowskiego), które w tej chwili są jednocześnie dowodami dokonanych na nich zbrodni.

Snując rozmaite teorie, Litkowski odkrywa przed słuchaczami nieznane fakty z życia trójki gwiazd i łączy je w przerażająco spójną całość. Usłyszana przez Marię Hłasko przepowiednia wróżki, twierdzącej, że jej syn nie wróci już nigdy ze Stanów, ale to ona będzie musiała pojechać do niego, ujrzana przez Frykowskiego w pijanym widzie świńska głowa i wykonany wkrótce potem krwawy napis PIG na drzwiach rezydencji, w której zginął, skomponowana przez Komedę „Kołysanka" z „Dziecka Rosemary" i Sharon Tate zabita przez bandę Mansona w rytualny sposób, przypominający słynną scenę z filmu... Elementów upiornej układanki jest mnóstwo.

Przeciwwagą dla postaci niewinnych czarodziejów stają się w tym spektaklu dwaj zaskakująco podobni do siebie bohaterowie – Charles Manson i Roman Polański. Obaj tajemniczy i mroczni, manipulujący ludźmi niczym potężni magowie, zostają tu przedstawieni w bardzo ciekawy sposób – jako ludzki pierwiastek ciemnych sił, dwaj owładnięci sobie tylko znanymi obsesjami czarnoksiężnicy, którzy potrafią usłyszeć szept Lucyfera nawet w puszczonej od tyłu piosence Beatlesów.

Najmocniejszą stroną spektaklu (obok bardzo oryginalnej formy, metaforyki i ogromnej dynamiki) jest fakt, iż widzom trudno jednoznacznie zdecydować, czy parasądowy wywód powinni potraktować poważnie, czy raczej uznać za gorzką parodię cieszących się wielką popularnością youtubowych filmików, prezentujących teorie spiskowe na każdy bieżący temat. Do wątpliwości skłania przede wszystkim wieńczące go nagromadzenie powtarzanych jakby w transie słów, związanych z ezoteryką, takich jak: numerologia, astrologia, haruspicja, chiromancja. Z drugiej strony, autentyczność opowiadanej historii i mocna scena, w której Litkowski staje na topniejącym w oczach monumencie, nie pozwala odbiorcom nawet na blade uśmiechy. Jedno można stwierdzić na pewno – „kalifornia nieśmiertelni" to spektakl, z którego wychodzi się z dreszczami na plecach oraz głową pełną natrętnych skojarzeń i niespokojnych myśli.

 

Agnieszka Moroz
Dziennik Teatralny Szczecin
19 października 2017
Portrety
Szymon Kaczmarek

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia