Niewinny czarodziej

"Dziady" - reż. Michał Zadara - Teatr Polski we Wrocławiu

W "Dziadach" krzyżują się dwie pasje Michała Zadary. Po pierwsze: klasyka. Zadara nieraz udowodnił, że ma do klasyki niezwykłe ucho. W inscenizacjach takich jak "Ksiądz Marek", "Wesele" "Fedra" czy "Odprawa posłów greckich" niewyszukane pomysły inscenizacyjne i natężona, uważna lektura tekstów dawały niezwykłe owoce. Wrocławskie "Dziady" najwięcej wspólnego mają z "Odprawą": w obydwu przypadkach wyjściowym - prowokującym - pomysłem była decyzja, by tekst potraktować jako integralną całość i wystawić bez skrótów. Tymczasem zaprezentowano części I, II i IV Mickiewiczowskiego arcydzieła; część III i fragmenty Zadara ma przygotować w kolejnych latach, tak że w 2016 r. będziemy mogli - po raz pierwszy w historii, jak się reklamuje teatr - obejrzeć "Dziady" w całości.

Druga rzecz, która w "Dziadach" "leży" Zadarze, to temat narodowy. Chodzi zatem nie tylko o klasykę, ale o klasykę polską, narosłą rozmaitymi interpretacjami i legendami, przez które Zadara umiejętnie przedziera się do tego, co można nazwać pierwszą, niewinną, nieobarczoną przesądami lekturą tekstu. "Trzeba pokazać całość tekstu, by dowiedzieć się, o czym w gruncie rzeczy są Dziady - mówił reżyser w przedpremierowych wywiadach. - Jest to dramat, w którym nie ma słowa o II wojnie światowej, obozach, łagrach, Katyniu, komunizmie, marcu '68 i katastrofie smoleńskiej. Ale żeby to zobaczyć - trzeba Dziady przeczytać".

Natrętny Gustaw

Zadara przygotowywał się do inscenizacji ponad trzy lata. Przed premierą udzielił szeregu wywiadów, napisał kilka felietonów - i ten materiał jest lekturą niezwykle ciekawą, świadczącą o samodzielnym podejściu do tematu. Co jednak najistotniejsze, słowa Zadary mają odzwierciedlenie w inscenizacji. Najważniejsza strategia to lektura naiwna, w której chodzi o trzeźwe, pierwsze, infantylne sondowanie dramatu, o przedarcie się do najprostszych komunikatów wysyłanych przez tekst. Oto próbka: "Część IV to rodzaj psychoanalizy upiora - wiwisekcja schizofrenika, który zwariował z powodu miłości i popełnił samobójstwo".

Gustaw grany przez Bartosza Porczyka przypomina bardziej włóczęgę niż kandydata na bohatera narodowego. Jest krzykliwy, agresywny, nadpobudliwy; kiedy wtargnie do domu księdza, sterroryzuje towarzystwo, będzie się miotał, rozrzucał książki, przygrywał sobie na pianinie, śpiewał. Jest opętany namiętnością, jednak nie w sposób górny. Zadara poszukuje śladów tożsamości nieortodoksyjnej. Pokazanej na scenie wspólnocie obca jest narodowa przemoc i zacietrzewienie. Za to świetnie umie się ona bawić przy ognisku.

Marcin Kościelniak

Spowiedź ma znamiona natręctw, które każą mu wciąż na nowo i w najmniejszych detalach rozpamiętywać zaszłe sprawy. Porczyk gra brawurowo; dzięki niemu przedstawienie IV części "Dziadów" jest prawdziwą inicjacją w tekst: piękny, wzruszający, a jednocześnie na swój sposób trzeźwy, prosty i przejrzysty, wszak miłość, którą rozpamiętuje Gustaw, przy całej skali namiętności jest również zwykła i potoczna. Kiedy swą spowiedź Gustaw doprowadza do końca - na scenę wychodzą milczący zmarli i rozpoczynają ucztę. "Przywróć dziady!" - wykrzykuje do księdza Gustaw.

Dwie ironie

"W Dziadach ciągle się mówi o różnych umarłych, trupach, upiorach, grobach - i to umarli, zgodnie z tytułem, są głównym tematem tego dzieła". Scenerią pierwszej części jest las, w drugiej znajdujemy się w kaplicy na jego skraju. Panuje mrok. Chór młodzieńców to banda młodych, podchmielonych osiłków, którzy maluchem, przy dźwiękach dyskotekowej muzyki wjeżdżają między drzewa, by uczestniczyć w ekscentrycznej imprezie z duchami. Las - szereg monumentalnych pni drzew - zjeżdża z nadscenia; po chwili na scenę opadają puste butelki, kartony i inne śmieci, wszak tak właśnie wygląda las współczesny.

Nie chodzi o to, że "Dziady" Zadary dzieją się dzisiaj - chodzi tu raczej o to, by dostrzec wpisaną w tekst romantyczną ironię i odpowiedzieć jej ironią dzisiejszą. Także w wymiarze teatralnym: po tej stronie znajdują się lalki baranka, motylka czy drapieżnego ptactwa, które - skoro w tekście występują - muszą wystąpić także na scenie, dostępnymi jej siłami i środkami. Kluczem do tekstu często jest zatem dosłowność, na przykład wtedy, gdy Zadara zawiesza na linie Dziewczynę - skoro, zgodnie z tekstem, nie może dotknąć ziemi - i pozwala jej poczęstować się papierosem.

Nie chodzi o wyśmianie obrzędu, przeciwnie: Zadara do rzeczy podchodzi z powagą. Traktuje jednak Mickiewicza jak człowieka inteligentnego, zafascynowanego pogańskim obrzędem, a jednocześnie umiejącego zdobyć się na dystans. Dystans jest tu sprawą teatru, bo w końcu - i o tym Zadara nie pozwala zapomnieć - jesteśmy na scenie i w roli duchów występują aktorzy. Cały obrzęd pozbawiony jest zatem wzniosłości, uderza jego prowizoryczność i mizerność (świetny rozedrgany, kabotyński Guślarz Mariusza Kiljana), bliżej jesteśmy estetyki horroru, i to takiego pośledniej klasy.

Zarazem Zadara nie traci z oczu tego, że obrzęd jest wyrazem ludzkich pragnień i potrzeb, wyrazem wiary w świat nadprzyrodzony - nie tylko pogańskiej, ale szerzej: religijnej, także dzisiejszej, choćby katolickiej. Za pojawieniem się duchów kryją się ludzkie dramaty, także niewypowiedziane, których możemy się jedynie domyślać, jak wtedy, gdy w przejmującej scenie pasterka - kobieta zamężna i z dziećmi - nie odpowiada na pytanie, co łączy ją z widmem. To właśnie ironia, dosłowność, tautologia i dystans - narzędzia, którymi Zadara umiejętnie operuje - pozwalają zbliżyć się do tekstu i potraktować go na serio.

Przy ognisku

"W I części się nie mówi o Polsce, w II części się nie mówi o Polsce i w IV części się nie mówi o Polsce" - stwierdza reżyser. Zaraz jednak dodaje, że "jeśli Dziady mają definiować polskość, to jest to polskość dzika, łamiąca zasady, pełna okropieństw i szału, erudycyjna i ludowa, przede wszystkim - niejednolita", deklarując: "taką polskość jestem w stanie zaakceptować i nawet celebrować".

Inscenizacja "Dziadów" Zadary jest zatem projektem archeologicznym, poszukiwaniem śladów tożsamości nieortodoksyjnej i przeciw-narodowej, która - jeśli wziąć ją na poważnie -pozwala postawić różnorodność i wywrotowość w miejsce tego, co spójne i uniwersalne. Pokazanej na scenie wspólnocie obca jest przemoc i zacietrzewienie, w zamian świetnie umie się bawić przy ognisku. Czy jest to projekt tylko postulatywny, czy znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości? - z tym pytaniem zostawia nas przedstawienie.

Sylwia Boroń w spektaklu Michała Zadary

"Dziady" Zadary to projekt polityczny: pozbawiony publicystycznych deklaracji, wyłaniający się po prostu z rzetelnej, inteligentnej lektury dramatu Mickiewicza. Zadara w "Dziadach" wraca do szczytowej formy. Zespół Teatru Polskiego po raz kolejny udowadnia, że umie sprostać największym wyzwaniom. A Teatr Polski pod dyrekcją Krzysztofa Mieszkowskiego potwierdza reputację najciekawszej sceny w Polsce. Za rok III część "Dziadów" Zadary - czekam z niecierpliwością.

> Adam Mickiewicz "Dziady, części I, II, IV oraz wiersz Upiór", reżyseria: Michał Zadara, dramaturgia: Daniel Przastek, scenografia: Robert Rumas, kostiumy: Julia Kornacka i Arek Ślesiński, światło i wideo: Artur Sienicki, muzyka: Maja Kleszcz i Wojciech Krzak, premiera w Teatrze Polskim we Wrocławiu 15 lutego 2014 r.

Krzysztof Kościelniak
Tygodnik Powszechny
28 lutego 2014

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...