Niewolnicy dzisiaj

„Poławiacze papieru/Dom Bernardy Alba" – reż. Zbigniew Szymczyk – Wrocławski Teatr Pantomimy

Wrocławski Teatr Pantomimy przedstawił podczas jednego wieczoru dwa dopasowane, a może nawet uzupełniające się spektakle. Pierwszy odgrywany przez mężczyzn, sytuacyjny, absurdalny i drugi - przepełniony kobiecą emocjonalnością, dość dosłowny, ale bardzo obrazowy. Połączył je motyw próby dopasowania się oraz trudności dokonywania wyborów, zniewolenia, a tym samym tęsknoty za wolnością.

 "Poławiacze papieru" to sztuka inspirowana "Procesem" Kafki. Opowiada o labiryncie biurokracji, przez który przedziera się główny bohater, który właśnie otrzymał jakiś ważny dokument. Początkowym punktem tej skomplikowanej drogi jest jego mieszkanie, a dokładniej łóżko, gdzie śni mu się sterta papierów wpadających pojedynczo w jego dłonie. Scena jest bardzo pomysłowa, skojarzyła mi się ze znanym teledyskiem stop-motion do utworu "Her morning elegance", bohater stoi bowiem na ziemi, za nim rozpięte jest prześcieradło, zupełnie jakby widownia miała okazję widzieć go leżącego "z góry". Kiedy wybiera się w końcu do urzędu, na scenie pojawia się kilku mężczyzn ubranych w garnitury i meloniki. Ultrafioletowe światło wyjaskrawia ich kołnierze i mankiety, widzimy jak wchodzą sobie w drogę wciąż pędząc gdzieś mechanicznie i bez celu. Nerwowy nastrój udziela się również bohaterowi, K., który skacze po kartkach między biurkami kolejnych urzędników, wypełniając bezmyślnie wszystkie ich rozkazy. Oni zaś, wykorzystując jego uległość, odbierają mu wszystko, łącznie z ubraniami i melonikiem - ta sytuacja jest symbolem ostatecznego upokorzenia, ale także uwolnienia. Wydaje się, że K. pozbawiony nakrycia głowy zaczyna rozumieć, że wcale nie chce być częścią tej zakłamanej społeczności i ucieka.

W spektaklu "Dom Bernardy Alba" występują tylko kobiety: matka-wdowa i przymuszone przez nią do przeżywania żałoby córki. Snują się po scenie w czarnych sukienkach i chustach, złe, że muszą słuchac swojej skrzywdzonej rodzicielki, zarażone jednak jej smutkiem. Próbują się od tego uwolnić, malują usta, przebierają się w kolorowe sukienki, tańczą. Zakochują się, więc zaczynają odkrywać swoją kobiecość. Widzowie obseruwją bardzo intymne sytuacje, w których dziewczyny podchodzą do lustra i przyglądają się sobie. Ciepła muzyka towarzyszy tym delikatnym, zmysłowym momentom ich rozmarzenia, które zawsze kończą się przerwane przez wejście matki. Nie udaje jej się poskromić niesfornych żądz córek, w końcu sięga więc po bardzo brutalne środki.

Oprócz tego, że spektakl porusza problem relacji matka-córka, ukazuje w swojej głębszej warstwie temat starości, tradycji oraz konwencji jakie obowiązują kobiety.

Obydwie sztuki opowiadają historie, które nie kończą się ani dobrze ani źle, ale zmuszają widza, by dostrzegł pewne niedorzeczne zasady panujące w społeczeństwie. Wrocławski Teatr Pantomimy udowodnił, że niezmienny, restrykcyjny język urzędowy da się przedstawić językiem ciała - tym samym, który wyraża świetnie rzeczy, do których trudno się przyznawać, takich jak bunt, pewność siebie czy zakochanie.

Gabriela Kwarta
Dziennik Teatralny Wrocław
8 stycznia 2014

Książka tygodnia

Banialuka Bielsko-Biała 70 lat
Teatr Lalek Banialuka, Bielsko-Biała 2017
Lucyna Kozień - koncepcja i redakcja

Trailer tygodnia