Niewyraźny "Wujaszek Wania"

"Wujaszek Wania" - reż: Waldemar Śmigasiewicz - Teatr Bagatela w Krakowie

"Wujaszek Wania" Czechowa w reżyserii Waldemara Śmigasiewicza, grany w teatrze Bagatela, nie jest spektaklem szczególnie udanym, przypomina jednak, że moda na Czechowa nie kończy się nigdy.

Przestrzeń przy ulicy Sarego zaprasza do współuczestnictwa. Nie ma tu podziału na widownię i scenę. Publiczność mieszka z Wanią, Heleną, Sonią. Słusznie, tego typu historie rozgrywają się przecież każdego dnia. Antoni Czechow w "Wujaszku Wani" precyzyjnie zadał kilka ważnych pytań: dlaczego żyjemy tak marnie, nie potrafimy kochać, jesteśmy albo tragiczni, albo komiczni, niemal zawsze żałośni. Wciąż nie poradziliśmy sobie z odpowiedziami.

Dwadzieścia sześć pokojów wiejskiego dworu z Czechowa to jeden, dosyć ubogo urządzony salon. Kanapa, samowar, melancholia. Jednak "wczoraj" mogłoby rozgrywać się "dzisiaj". Suknie Heleny, niby z epoki, możemy oglądać nie tylko w telewizji. Tani surducik Tielegina? Już gdzieś podobny widziałem, chyba w jednej z popularnych sieciówek. Ponadczasowość dramatu została zatem pokazana nienachalnie, samoistnie. Jak w słynnej piosence Elżbiety Wojnowskiej, wszyscy zostaliśmy "zaproszeni do stołu". Znamy zapachy, znamy uczucia. Tylko często o nich zapominamy.

"Wujaszek Wania" zagrany jest bardzo dobrze. Widać, że zespół "Bagateli" pracował metodą Stanisławskiego. Literackie profile bohaterów " Wujaszka Wani" zostały przepisane na życiorysy, emocje aktorów. Pogryzająca wciąż pestki z dyni, piękna Helena - Urszula Grabowska, jest nie tyle zła i znudzona, co depresyjna; Sonia Magdaleny Walach to nie naiwna gąska, ale smutna, rozpaczliwie nieszczęśliwa dziewczyna, od początku do końca zdająca sobie sprawę z życiowej udręki, którabędzie jej towarzyszyć aż do końca; Astrów Wojciecha Leonowicza - inteligentny, trochę próżny, beznadziejnie szykujący się do wielkiego lotu, który nie nastąpi nigdy; wreszcie Wania w wykonaniu Dariusza Starczewskiego: wcale nie jowialny dziadunio, tylko nieco histeryczny i egzaltowany młody mężczyzna, którego wszystkie plany legły właśnie w gruzach.

Sam spektakl, niestety, nie dorównuje poziomowi aktorstwa.

Jest co najwyżej przyzwoity. Organizująca przedstawienie myśl reżysera jest niemal niewidoczna, interpretacja tekstu w zasadzie szkolna i czytankowa Tak czy inaczej, aktorzy grają z przejęciem, a doskonale znany tekst kolejny raz przypomina o swojej mocy.

Bohaterowie mierzą się tu z nadmiernymi aspiracjami: niedostatecznie wykształceni, niespecjalnie kochani, walczą o wyjątkowość. Bez sukcesu. W świetlistej, wiejskiej przestrzeni rozczulają się nad sobą, rozpamiętują minione namiętności, przeklinają los. A potem - jak Helena z Sieriebriakowem- wyjeżdżają. Wrócą za rok. Jeszcze smutniejsi, jeszcze piękniejsi. Sonia powie im wtedy: "Potem odpoczniemy". Tylko kiedy nastąpi to "potem"?

Łukasz Maciejewski
Polska Gazeta Krakowska
2 marca 2012

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...