Nieznośna lekkość bytów

"Przebudzenie" - reż. Marta Malinowska - Akademia Teatralna w Warszawie

Przyzwyczajeni do codzienności, ułożenia, grzeczności, mówienia „dzień dobry" rano, „miłego popołudnia" po południu, „dobrej nocy" wieczorem, przyzwyczajeni do mycia zębów i wypastowanych butów, jedzenia na mieście, robienia zakupów w promocji, wyrzucania śmierdzących śmieci i sprzątania w soboty, celowo lub z przypadku, robimy coś niecodziennego. Dlaczego?

„Żyjemy w bardzo racjonalnym społeczeństwie. Jesteśmy bardzo, bardzo daleko od ciała i pierwotnych instynktów. Nawet nie tyle pierwotnych, co też nie wierzymy, że świadomość jest w ciele. Świadomość widzimy w mózgu" – mówi Marta Malinowska, reżyserka spektaklu, którego prawdopodobnie jeszcze nie widziałeś. „Przebudzenie" to egzamin studentki III roku Wydziału Reżyserii Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza, w Warszawie. Wystawiony już kilkanaście razy, m.in. na festiwalach teatralnych, a w tej chwili grany w Teatrze Collegium Nobilium, w Warszawie. Spektakl, który przeobraża się stale; tak, jak jego bohaterki: Bachantki.

Kim są „Bachantki" Eurypidesa? Kim są Bachantki według Marty Malinowskiej? Dlaczego na początku spektaklu aktorki mówią mi, że pewne rzeczy będę musiała na scenie sobie wyobrazić, a potem zostaję rażona bezczelną dosłownością, ich nagością? Opresyjna nagość budzi emocje. Dlatego momentami tak ciężko być z nimi. Ale dlaczego w innych momentach było mi z nimi tak dobrze? W jeszcze innych myślałam o innych, siedzących obok mnie, ciekawa ich reakcji. Dlaczego?

„Miłość Dionizosa do kobiet (...) to jest miłość jako akceptacja – mówi reżyserka. Wpuszczenie wszystkiego (....), swojej dzikości, tego, co jest chaosem, co jest nienazywane, pozaracjonalne. Powiedzenie TAK do wszystkich stron doświadczeń ludzkich".

Odpuścić sobie i wejść w <tu i teraz>, tak jak one. Bez strachu, bez oceniania. Przeobrazić na siedemdziesiąt minut swoje myślenie, powiedzieć Dionizosowi TAK i tym samym poczuć ich świat. To nie takie proste – powie ktoś i zamilknie. Inny ktoś będzie podświetlać bachantek bakchiczny szał latarką, którą wręczono mu tuż przed rozpoczęciem spektaklu. No, no, mili państwo... Niby taka niewinna zabawa... A przecież ciekawość to pierwszy stopień do piekła! (Jeśli Państwo nie wiedzą, Pentheus był takim podglądaczem w dramacie Eurypidesa i przypłacił to śmiercią.) Dowie się o tym ten właśnie mężczyzna, bo przyszedł na spektakl z żoną, która szturcha go w ramię, co znaczy: przestań świecić! Wiadomo, światło latarki zdradza widza. Wiadomo skąd pada, a co najważniejsze – gdzie. Nawet jeśli to tylko przypadek albo pomyłka – wiadomo.
„Widz – jako Pentheus – z jednej strony ma to coś, że on się męczy, to znaczy nie rozumie, chce zrozumieć i chodzi mi o ten dialog ciała z mózgiem. Na poziomie ciała coś się odzywa, coś kusi, coś wydaje się interesujące, ale na poziomie głowy jest jakaś niezgoda. (...) Zderzenie z czymś, do czego nie jesteśmy przyzwyczajeni i te wszystkie małe, niewygodne momenty – myślę, że to jest coś, co przeżywa Pentheus w kontakcie z Bachantkami. Więc chciałabym, żeby widz odczuwał to, co Pentheus" – mówi reżyserka.

I odczuwa. Nerwowe spoglądanie na zegarek. Odwracanie głowy od Bachantki, która jest tuż obok. Ale też: ostentacyjne patrzenie na to, co niecodzienne i nieprzyzwoite. Poddawanie się dziwnym, hipnotyzującym momentom przy dźwiękach bębnów. By w trakcie spektaklu (i tuż po nim) zadać sobie pytanie: dlaczego widzę to, co widzę? Czy tak może wyglądać wolność? Więcej – czy tak może wyglądać wolność w teatrze?
Jak to mawia wieszczek z „Bachantek" Eurypidesa: „Nawet w szale Bakcha/ prawdziwie skromna uniknie zepsucia".

Ina Levska
Dziennik Teatralny Warszawa
20 listopada 2018
Portrety
Marta Malinowska

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia