Niezrozumiany osobliwy twór kinematografii

"Mowa ptaków" - scen. Andrzej Żuławski - reż. Xawery Żuławski - Metro Films

Film, o którym zrobiło się głośno kiedy początkowo nie został zakwalifikowany do konkursu Głównego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Utwór budzący skrajne emocje. Przez wielu niezrozumiany lub niedoceniony.

"Mowa ptaków" (2019) powstała na podstawie scenariusza stworzonego przez nieżyjącego już Andrzeja Żuławskiego, który tuż przed śmiercią wręczył ów scenariusz swojemu synowi Xaweremu. Początkowo film miał zostać wydany jako połączenie części stworzonych przez czterech reżyserów: Xawerego Żuławskiego, Jana Komasę, Jacka Borcucha, Piotra Kielara. Ostatecznie przy produkcji pracowali tylko Xawery i częściowo Kielar.

Xawery Żuławski – urodzony 22 grudnia 1971 w Warszawie, syn Andrzeja Żuławskiego i Małgorzaty Braunek. Polski reżyser, absolwent Wydziału Reżyserii PWSFTviT w Łodzi, aktor, twórca takich filmów jak: "Wojna polsko-ruska", "Chaos", "Koronaświrusy" (krótki metraż).

Utwór pełen jest absurdu i chaosu, z jednej strony irracjonalny, z drugiej przezabawny, niebanalny i błyskotliwy. Całość jest wielopoziomowa i wielowarstwowa, zawiera historyczno-kulturowe odniesienia, czerpie z wielu innych dzieł, a także biografii
i kinematografii Andrzeja Żuławskiego np. scena z Opętania, która została odtworzona przez Jaśminę Polak.

Film zmusza widza do wyjścia ze strefy komfortu, wyjścia poza schemat. Poprzez trochę bełkotliwe, momentami do niczego nieprowadzące dialogi oraz intertekstualność z masą odniesień stanowi zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością tzn. wszyscy tkwimy w tym samym, w tych samych realiach w takiej samej Polsce, niezależnie od tego kim jesteśmy i jaki mamy status.

W dziele zestawione są ze sobą skrajności, ukazane w przerysowany, czasem może karykaturalny sposób, a Polska pokazana jest w krzywym zwierciadle. Widzimy postaci nacjonalistów, radykalnych prawicowców, antysemitów, artystów, inteligentów, ludzi marginesu i nowobogaczy. Całość jest anachroniczna. Film pokazuje świat agresywny, kiczowaty, pełen podziałów, jednak osadzony w tych samych ramach tj. z pozoru inni ludzie żyjący i poruszający się w tej samej przestrzeni.

Utwór nasycony jest nostalgią, wewnętrznym gniewem i po części żalem bohaterów. Ukazuje tęsknotę za przeszłością, ale także stanowi diagnozę teraźniejszości. Film pełen jest groteski, paradoksów, ale i podniosłego tonu. Przy ich pomocy obnaża prawdę o nas, naszym kraju, wytyka nasze błędy i problemy. Obnaża dysonans między tym czego oczekujemy a tym do czego dążymy (jako naród).

Przedstawiona historia budowana jest na bazie ukazania losów i poczynań piątki bohaterów (których przeżycia przeplatają się z innymi pobocznymi postaciami) – polonisty/reżysera Mariana, historyka Ludwika, sieroty Ani, trędowatego muzyka Józefa i zainteresowanej kinem nastoletniej Ali.

Cechami wspólnymi dla wszystkich bohaterów jest bycie outsiderem oraz niezrozumienie przez społeczeństwo (cechy te łączą się także z postacią Andrzeja Żuławskiego nierozumianego i niedocenianego w Polsce, a po tym filmie i Xawerego).

Marian (Sebastian Fabijański) to gwałtowny, chimeryczny polonista, indywidualista, artysta-wyrzutek, który idzie drogą wolności i poświęca się sztuce, próbując napisać powieść i choć zbliżyć się do osiągnięć ojca. Z biegiem fabuły staje się reżyserem.

Ludwik (Sebastian Pawlak) - mający własne zdanie na temat wykładanej przez niego historii nauczyciel. Poprzez wygłaszanie swoich poglądów zaczyna być terroryzowany przez faszyzującą młodzież. Pod naciskiem przykrych wydarzeń Ludwik staje się konformistą i dostosowuje się do panujących zasad i poglądów, zatracając swoją niezależną osobowość.

Józef (Eryk Kulm) jest chorym na trąd, wrażliwym kompozytorem, pogardliwie traktowanym przez lekarzy. Jego dziewczyna to sierota Ania (Jaśmina Polak) pracująca jako służącą u bogatych i zepsutych ludzi (Marta Żmuda Trzebiatowska, Borys Szyc), często poddawana obowiązkowi znoszenia niewybrednych zalotów swojego pracodawcy.

Nastoletnia fanka kina i starych filmów (Katarzyna Chojnacka) to dziewczyna, która na świat patrzy przez ekran i kamerę komórki.

Wraz z rozwojem fabuły towarzyszymy Marianowi w artystycznym dojrzewaniu i akcie twórczym. Bohater najpierw myśli, potem próbuje pisać, opowiada o tym co chce napisać, ponownie dużo myśli, po czym reżyseruje owe koncepcje. Ten proces i wiążąca się z nim możliwość kształtowania formy artystycznej a co za tym idzie formy ludzkiej wywodzi się z inspiracji Xawerego Żuławskiego twórczością Witolda Gombrowicza. Użycie gombrowiczowskiego podejścia do formy wpływającej na sfery międzyludzkie decyduje o oryginalności działa - zarówno tego tworzonego przez Mariana, jak i tego, które dostarczył nam Xawery. Owa gombrowiczowska forma towarzyszy (tu) bohaterowi (ogólnie człowiekowi) poprzez potrzebę nadawania określonych kształtów i znaczeń zjawiskom występującym i zaobserwowanym w świecie, jak i we własnej osobowości, co wpływa na mechanizmy kierujące życiem jednostki oraz ogółu.

Dzieło jeszcze bardziej dotyka i przekonuje w odbiorze poprzez wykorzystanie i wizualizację autentycznych wydarzeń tj. zakładanie kosza na głowę nauczyciela i wycieranie mu twarzy gąbką do ścierania tablicy (sytuacja z technikum w Toruniu z 2003r.), Marsz Niepodległości, marsz ONR, patologiczne zachowania Żylety na meczach Legii. Porusza także autentyczne, trudne, wywołujące kontrowersje/skrajne emocje tematy jak antysemityzm, komunizm, nacjonalizm, Powstanie Warszawskie, katolicyzm.

Utwór pełen jest Polski i polskości, która przeplata się z literaturą, historią (która jest w tym kraju tak bardzo uwielbiana, którą mocno żyjemy jako naród) ale także mamy w nim dialog ojca z synem. Owo dialogowanie widzimy już od pierwszej chwili filmu, gdy głos i obraz Andrzeja Żuławskiego nakłada się na twarz Xawerego. Ten zabieg stanowi także symbol tego, że jest to dzieło wspólne ojca i syna, bez jednego ani drugiego by nie powstało.

Po za tym w roli Mariana granej możemy odnaleźć alter-ego Xawerego Żuławskiego (co mamy zasygnalizowane na początku filmu, gdy nałożone zostają na siebie twarze obu mężczyzn) z pierwiastkami Andrzeja Żuławskiego. Postać Mistrza - ojciec Mariana Gustaw (Daniel Olbrychski) uosabia Andrzeja Żuławskiego (co jasno jest przekazane w ujęciach z domu Gustawa, gdzie kamera pokazuje porozstawiane zdjęcia, dyplomy, rozwieszone plakaty i inne pamiątki Andrzeja Żuławskiego). Film wskazuje, że Andrzej dla Xawerego jest wzorem, który młodszy reżyser na swój sposób, ale chce naśladować, pokazuje, że Xawery się nim inspiruje i ma w pamięci jego wskazówki. Wyrażone jest to np. poprzez słowa "Piękny to jest tata" - co w mojej interpretacji wyraża szacunek do postawy i twórczości Andrzeja Żuławskiego, jego filmów, wszystkiego co stworzył i osiągnął.

W filmie wielokrotnie widzimy powtarzany gest palców złożonych w kształt oka kamery, który możemy odczytać jako rodzaj hołdu dla nieżyjącego reżysera.

Całość natomiast w moim odczuciu jest rodzajem rozliczenia się z przeszłością, zakończeniem ery ojca i definitywnym zamknięciem jego grobu (w końcówce filmu mamy segment nazwany Początek i scenę pogrzebu, co możemy odebrać jako symbol zakończenia poprzez to dzieło właśnie ery ojca i rozpoczęcie własnej, bardziej niezależnej twórczości Xawerego. Oprócz tego podejście Mariana do Gustawa, oparcie na nim głowy i wspólne przyglądanie się kadrowi zatrzymanej akcji, w której chwilę wcześniej odbył się szalony taniec możemy odczytać jako symboliczne wskazanie, że w tym momencie był to huczny koniec i huczny początek).

Poza hołdem dla ojca-artysty utwór może być odbierany jako hołd dla sztuki, szeroko pojętej, niebanalnej, nie zawsze rozumianej. Zawiera opowieść o wielkim kinie, literaturze oraz artystycznej wolności, którą pielęgnował ojciec Xawerego.

W utworze występuje wyraźna kakofonia na poziomie języka. Dialogi prowadzone są przy pomocy gier i zabaw językowych np. Lew Tołstoj momentalnie staje się lwem z dżungli, na hasło „ale..." mamy przedstawienie postaci „Ala, która ma kota", wspomnienie o Napoleonie powiązane zostaje ze stwierdzeniem, że bohaterka lubi napoleonki.

Tytuł „Mowa ptaków" odnosi się do panującego w tekstach dialogów chaosu, wielości niezrozumiałych słów, które przypominają mowę ptaków, której nie sposób zrozumieć, ale także do wielogłosowości bohaterów (każdy mówi coś innego, opowiada inną - własną historię).

Film oprócz poważnych obrazów rzeczywistości polskiej, świata, ludzi, itp. oraz hołdu dla ojca zawiera wiele niezwykle zabawnych elementów (scen) i niebanalnych żartów. Scenami/rzeczami, które u mnie wywołały uśmiech i rozbawienie to po pierwsze scena rozpoczynająca się w parku ("Zmrużywszy oczy Marian kroczy ... kroczy") i rozgrywająca pomiędzy Marianem a Alą, która następnie przenosi się na ulicę, gdzie Marian kupuje płaszcz, zakłada go na głowę, po czym sekwencja dialogowa sceny zostaje powtórzona ze zmianą charakteru jego postaci w reżysera. Następnie scena między Anią a Jakubcową (Żmuda-Trzebiatowska), gdzie ta druga wciąż powtarza kwas, odnoszący się do kwasu z ogórków, jednak mówi to w sposób jakby mówiła o narkotyku. W tej scenie zabawnym akcentem jest również mylenie przez Anię jachtów i łódek co Jaubcowa kwituje nazwaniem ją głupim cielątkiem, dalej porównuje ją do jałówki, itp. Kolejną niezwykle zabawną sceną jest rozgrywająca się w kwiaciarni pomiędzy Marianem a Marią (Żaneta Palica), która składa się m.in. z genialnego "mixu florystycznego" rozpoczynającego się od piosenki Fogga, przez dialog zahaczający o Chryzantemy Złociste Sławy Przybylskiej ["Ale nie chryzantemę!"..."Nawet złocistą?"], do Rozkwitały pąki białych róż). A także chociażby pod koniec kluczowa scena (niby suchar, a jednak trochę irracjonalnie użyty przez co bardziej bawi niż żenuje).
Choć nie dla każdego rodzaj humoru zawarty w filmie będzie łatwo czytelny i tak samo zabawny.

W mojej ocenie finał filmu jest genialnie obłędny. Taki od czapy, trochę wygląda jak teledysk do Thriller'a Michaella Jacksona, a trochę jak wizualizacja "Dziadów" Mickiewicza w XXI w. i dla mnie to jest totalnie fantastyczne.

Utwór ten cechuje i definiuje świetne aktorstwo, każda postać jest niesamowicie zbudowana, na naprawdę mocnym ładunku emocjonalnym.

Szczególnie rzucający się w oczy - pierwszoplanowy Sebastian Fabijański - mocno przyciąga i uważam, że to właściwie jego najlepsza rola, absolutnie wydobywająca z niego to co aktorsko najlepsze (teraz podobną zagrał w "Inni ludzie" Doroty Masłowskiej (która swoją drogą w owym tekście ukazuje podobny świat do tego, w Mowie ptaków - ludzi odmiennych, ludzi marginesu, nowobogaczy, którzy żyją w tej samej przestrzeni, w takiej samej Polsce, których życia z pozoru inne, jednak zderzają się/przeplatają ze sobą; z którą, i na podstawie, której tekstu Xawery Żuławski stworzył film "Wojna polsko-ruska").

Poza tym zwiększone zainteresowanie swoją rolą (choć niewielką) wywołał u mnie Andrzej Chyra, który absolutnie chwyta mnie w scenie, gdy jako Lucjan wpada w swego rodzaju "szał" i zaczyna odwracać obrazy. Scena ta przywodzi mi na myśl spektakl Rodzeństwo (reż. Krystiana Lupy), gdzie postać Vossa (Piotr Skiba) targana podobnym szaleństwem również odwraca obrazy, jednak twarzą do ściany (przeciwnie do Lucjana). Ogólnie dla mnie postać Lucjana przez aktorstwo Chyry nabiera niesamowitej charyzmy, ma w sobie pewien rodzaj mroku i tajemnicy, co sprawia, że chętnie zagłębiłabym się w historię tego bohatera.

Dodatkowo na wyróżnienie obecności zaistniałego zjawiska, zasługuje fakt zaangażowania do filmu braci Mroczek, dla których była to pierwsza większa i bardziej głośna rola od początku kariery i występów w "M jak Miłość".

Uważam, że warto poświęcić na ten film 2h ze swojego czasu, obejrzeć i postarać się go zrozumieć. A nawet jeśli komuś się nie spodoba to jednak warto jest po prostu doświadczyć i przeżyć tę historię.

Weronika Linkiewicz
Dziennik Teatralny Lublin
28 czerwca 2022
Wątki
KinoFani

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia