Niezwykła przyjaźń w czasach pogardy

"Green Book" - reż. Peter Farrely - USA

Na przełomie kilkunastu lat, amerykańskie kino nakręciło wiele filmów, poruszających trudny temat ksenofobii i rasizmu w USA. "Missisipi w ogniu", "Zabić drozda","Zielona mila" czy "Kamerdyner", to tylko kilka tytułów z wielu.

Jednak istnieje pewna, dość ważna różnica między powyższymi produkcjami, a najnowszym dziełem Petera Farrely'a - żaden z powyższych tytułów nie można nazwać filmem komediowym. "Green Book", który swoją premierę miał 21 listopada 2018 roku, ukazał nam historię niezwykłej przyjaźni, jaka może połączyć dwóch obcych ludzi, pochodzących z dwóch różnych światów.

"Green Book" opowiada nam historię drobnego ulicznego cwaniaczka z nowojorskiego Bronxu Tony'ego Vallelonga (Viggo Mortensen), który traci pracę w nocnym klubie.

Żeby zadbać o swoją rodzinę zatrudnia się w charakterze szofera u wybitnego, ekstrawaganckiego muzyka Dona Shirleya (Mahershala Ali). Razem wyruszają w wielotygodniowe tournee na południowe tereny Stanów Zjednoczonych. Z początku niechęć obydwu panów do siebie, w trakcie podróży, przeradza się w wielką przyjaźń i wzajemny szacunek.

Film Petera Farrley'a, oparty na faktach, przenosi nas do lat 60-tych ubiegłego stulecia, do czasów, gdzie pogarda i otwarta wrogość białych ludzi wobec osób o innym kolorze skóry, była czymś na porządku dziennym. W tych właśnie burzliwych latach, Don Shirley musiał radzić sobie z licznymi szykanami i lekceważącym podejściem do jego osoby.

Nawet status legendarnego pianisty nie pomaga mu w zdobyciu należnego szacunku ze strony białych amerykanów. Kolor skóry ma kluczowe znaczenie w filmie. Gdy Don zamierza wyruszyć w trasę koncertową, w stronę południowych stanów, zaniepokojona wytwórnia płytowa zatrudnia twardego Vallelonga, w charakterze szofera i ochroniarza.

Głównym atutem filmu Farrley'a jest gra aktorska. Zarówno Aliemu, jak i Mortensenowi, udało się stworzyć interesujących bohaterów. Don Shirley, w wykonaniu Aliego, jest osobą wyrachowaną, dystyngowaną i obytą w kulturze, łączącą w sobie arystokratyczny majestat. Jednak są to tylko pozory, gdyż pod maską poważnego muzyka, skrywa się osoba samotna, zamknięta w sobie i emocjonalnie krucha, jak również zagubiona, pomiędzy światami show-businessu i okrutnej rzeczywistości, jaka spotyka osoby jego podobne.

Na szczególną uwagę zasługuje tutaj postać Tony'ego Vallelonga, w genialny sposób przedstawiona przez Viggo Mortensena. Aktor przeszedł znaczną metamorfozę – przytył, nabrał masy, przefarbował włosy oraz nauczył się języka włoskiego, a ponieważ sam pochodzi z Nowego Jorku, odegranie Amerykanina włoskiego pochodzenia, z wyraźnym nowojorskim akcentem, nie sprawiło mu żadnej trudności. Tony, to osoba wygadana i twardo stąpająca po ziemi, potrafiąca radzić sobie w każdej możliwej sytuacji. Surowa szkoła życia, jaką doświadczył wychowując się w najgorszej dzielnicy Nowego Jorku, sprawiły, że Tony niszczy wszystkie przeszkody, jakie napotyka na swojej drodze, za pomocą siły i wrodzonego sprytu, który nieraz uratował mu życie. Jest pewnym siebie osiłkiem, lubujący się w niesmacznych żartach, odpychającym, grubiańskim i wydawałoby się, pozbawionym jakiejkolwiek kultury i obycia. Jednak to również człowiek o złotym sercu, oddany i wierny przyjaciel, a także kochający ojciec i mąż, walczący o każdego dolara dla swojej rodziny. Chylę czoła przed Mortensenem. Już myślałem, że będę uwielbiać tego aktora głównie za rolę Aragorna z trylogii filmowej Władcy Pierścieni (2001-2003), w reżyserii Petera Jacksona.

Peter Farrley, reżyser znany głównie z takich komedii jak "Głupi i Głupszy" czy "Movie 43", stworzył film, który nie tylko bawi, ale przede wszystkim uczy. W swoim filmie, Farrley porusza niezwykle ważny temat dyskryminacji rasowej, jaka występuje w Stanach Zjednoczonych do dnia dzisiejszego. Ukazuje nam historię dwojga ludzi, którzy, pomimo różnic rasowych, potrafią nawiązać nić przyjaźni, bez względu na opinię pozostałej części społeczeństwa.

Po obejrzeniu "Green Book", widz wychodzi z uśmiechem na ustach i radością w sercu oraz w przeświadczeniu, że wbrew temu, co ciągle pokazują nam media (m.in. wzmożona fala rasizmu i nietolerancji, wojny, cierpienie i śmierć), we wnętrzu każdego z nas istnieje dobro i empatia wobec bliźniego swego.

Michał Pawlak
Dziennik Teatralny Kraków
4 grudnia 2020
Wątki
KinoFani

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia

Romans wschodni
Victoria Vatutina i Olga Bilas
Koncert spina w harmonijną całość kla...