Niezwykła siła kultury

rozmowa z Józefem Małochą

Kontynuujemy cykl rozmów z założycielami Teatru KTO, z okazji jubileuszu! Tym razem swoimi wspomnieniami podzielił się z nami Józef Małocha, który grał w pierwszym przedstawieniu KTO pt. "Ogród rozkoszy".

Rozmowy z okazji jubileuszu 35-lecia Teatru KTO

KTO: Dlaczego postanowił Pan dołączyć do nowopowstającego Teatru KTO?

Józef Małocha: Była to decyzja praktyczna i aktorska.  Gdy Adolf Weltschek zaproponował mi udział w przedsięwzięciu, które miało zakończyć się spektaklem, na początku przede wszystkim traktowałem to jako kolejną możliwość aktorskiego kształcenia się, nie myśląc o dalszej perspektywie.  To oczywiście zmieniło się potem.

Jak wspomina Pan początki Teatru i pracę warsztatową?

Jako budowanie przedstawienia, które wypowiadało się w naszym imieniu na temat rzeczywistości totalitarnej, jej zwodniczych mechanizmach  i pułapkach.  Nie wiedziałem wtedy, że przed Teatrem KTO stoją tak długie lata wspaniałego rozwoju.
W pracy warsztatowej staraliśmy się odkryć nowe dla nas możliwości, szukaliśmy nowej wrażliwości i środków ekspresji.  Jak w każdej dobrej pracy warsztatowej był to proces kolejnego uczenia się - przy okazji dążenia do osiągnięcia celu jakim jest udany spektakl. 

Jaką rolę grał Pan w spektaklu „Ogród rozkoszy”? Czy była ona dla Pana wyzwaniem?

Postać nazywała sie Albinus. Człowiek bez skrupułów, oportunista, pełen energii, ale bez żadnego moralnego kompasu,  wredna postać.  Rola nie była dla mnie wyzwaniem. Granie jej było dla mnie wielką przyjemnością.

Spektakl „Ogród rozkoszy” był w ówczesnych czasach spektaklem kontrowersyjnym, był buntem przeciwko rzeczywistości, czy mieliście pewne obawy przygotowując to przedstawienie?

Myślę, że spektakl był więcej niż buntem przeciw rzeczywistości, był  próbą jej analizy, a więc przedsięwzięciem znacznie ambitniejszym i moim zdaniem bardzo udanym. Były obawy, jak się okazało, słuszne, czy cenzura spektakl puści. Koledzy wypowiedzieli się bardziej szczegółowo na ten temat, ja tylko to potwierdzam. Młodszemu pokoleniu warto może dopowiedzieć, że za komunizmu KAŻDE przedstawienie, nawet na małą skalę, musiało być zaprezentowane tzw. Urzędowi do Spraw Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, popularnie zwanego "cenzurą", który miał niepodważalne prawo do decyzji czy dane przedsięwzięcie dopuścić do obiegu publicznego czy nie.

Czy było coś, co szczególnie zapadło Panu w pamięć podczas tworzenia spektaklu „Ogród rozkoszy”?

Niezwykła atmosfera  i zaangażowanie wszystkich uczestników od samego początku, jeszcze zanim spektakl okazał się ważny, bardzo dobrze odbierany i rozumiany przez publiczność. Prawie wszyscy, którzy w nim uczestniczyli, od aktorów przez inżynierów światła po muzyków i kompozytora byli profesjonalistami w swoich zawodach, a pracowali ochotniczo, za darmo i z pasją, nie licząc się z czasem.

Od roku 1980 mogliście zacząć pokazywać spektakl na festiwalach. Jak wspomina Pan atmosferę festiwali teatralnych tamtych czasów?

Była wspaniała i niepowtarzalna.  Eksplodowała wolność, na kilkanaście miesięcy zanikł strach.  Mieliśmy świadomość, że na swój sposób uczestniczymy w czasach przełomowych, że swoją małą cegiełką dokładamy się do ogólnonarodowej dyskusji na tematy najważniejsze: wolności, odpowiedzialności za swoje czyny, a także idealizmu, który może przekroczyć granice naiwności i przez to stać się niebezpieczny.

Czy brał Pan udział w innych przedsięwzięciach Teatru KTO?

Niestety, nie.

Czego nauczyła Pana praca w Teatrze KTO?

Potwierdziła to co uświadomiłem sobie  jeszcze w Teatrze STU, a czego, mam nadzieję, doświadczają obecni uczestnicy Teatru KTO, a mianowicie, że sztuka to być może jedyna dziedzina działalności człowieka, która potrafi budować mosty między ludźmi i zbliżać ich do siebie, bez względu na ich kulturę, religię, narodowość, poglądy społeczne i polityczne.  To niezwykła siła.

(-)
Materiały Teatru
6 września 2012

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia