Nieżyciowa historia

„Listy na (nie) wyczerpanym papierze" – reż. Sławomir Narloch – Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Piosenki o miłości mają do siebie to, że ich tekst jest uniwersalny. Zawsze znajdzie się ktoś kto spojrzy w nie i niczym w zwierciadle ujrzy samego siebie, swoje emocja i doświadczenie – kogoś kto po prostu zrozumie.

„Listy na (nie) wyczerpanym papierze" pozwalają nam przejrzeć się w piosenkach Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory, a więc w piosenkach, które dla wielu pokoleń były fundamentem. Spektakl, opierając się też na listach między tą dwójką oraz książką „Listy na wyczerpanym papierze" pod redakcją Magdy Umer, daje nam szansę nie tylko spojrzeć w głąb siebie, ale też z bliska przyjrzeć się relacji łączącej dwójkę tych sławnych autorów.

Na ulotce możemy przeczytać, że „Listy na (nie) wyczerpanym papierze" to „uniwersalna opowieść o miłości". I faktycznie, w trakcie całego spektaklu możemy usłyszeć wiele pięknych słów, wiele prostych, ale przy tym niezwykle prawdziwych sentencji, a historia relacji Osieckiej i Przybora jest, jak w życiu, jednocześnie bardzo skomplikowana i banalnie prosta. Nie powiedziałabym jednak, że to jest to historia uniwersalna – to raczej jej przesłanie takie jest. Fabuła opiera się na piosenkach i korespondencji Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory, a całe przedstawienie przepełnione jest ich najintymniejszymi cytatami. Ja, jako osoba nie znająca bliżej twórczości ani biografii żadnego z nich, czułam się przez to mocno zagubiona i chociaż nawet bez znajomości kontekstu coś z tego spektaklu wyniosłam to jednak czuję, że było tam znacznie więcej. Więcej symboli, więcej emocji, więcej wartości. Nie znaczy to oczywiście, że spektakl jest przeznaczony tylko dla wielkich fanów Osieckiej i Przybory, chociaż niewątpliwie oni dostrzegą w nim najwięcej znaczeń i będą się na nim najlepiej bawić. Zachęcam do tego, żeby przed wizytą w teatrze poczytać o tej dwójce, bo już sama znajomość biografii czy rozpoznanie najbardziej charakterystycznych cytatów znacznie ułatwi nam zrozumienie całości, której forma, dzieląca uwagę widzów na dwie pary aktorów i ich pozornie osobne wątki, już sama w sobie jest skomplikowana.

Ukazanie niezwykle dynamicznych relacji między bohaterami jest zdecydowanie zasługą czwórki naprawdę wyśmienitych aktorów. Wszyscy radzą sobie bardzo dobrze, chociaż mnie najbardziej urzekła wszechstronnie utalentowana Agnieszka Skrzypczak. W początkowej części spektaklu całkiem niepozorna, z kolejnymi minutami stająca się jednak coraz bardziej wyrazista, a pod koniec królująca w każdej scenie, nawet tej w której nie ma żadnej kwestii mówionej. Na ogromny podziw zasługuje też duet Elżbiety Zajko i Marka Nędzy. Początkowo nie widziałam między nim emocji, ale szybko okazało się, że to jedynie pewien zabieg stylistyczny, a ta dwójka ma przysłowiowe „to coś". Nie ważne czy ich postacie ze sobą rozmawiają, wspólnie śpiewają czy tańczą – iskry sypią się cały czas.

O „Listach na (nie) wyczerpanym papierze" nie da się mówić bez kontekstu muzycznego. A jest o czym mówić – już sam utwór rozpoczynający spektakl robi ogromne wrażenie, właściwie nawet nie przez swoje przesłanie, ale przez aranżację i przez wybitne wokale aktorów i aktorek. Cały spektakl to niezwykły kąsek dla wszystkich wielbicieli twórczości Osieckiej i Przybory, ale też i dla tych, którzy cenią sobie oryginalne doznania słuchowe. Aktorzy śpiewają z akompaniamentem i a cappella, śpiewają solo i w zespole. Dodatkową atrakcją jest muzyka na żywo, za którą odpowiada cudownie sobie radząca Anna Dudek. Nie ogranicza się ona jedynie do akompaniowania aktorom czy też tworzenia efektów muzycznych jako tła do poszczególnych wydarzeń. Wręcz przeciwnie – są sceny, w których staje się ona aktorką (co nie znaczy, że przestaje wtedy grać na instrumentach) i wchodzi w interakcje z pozostałymi bohaterami. Bardzo oryginalny pomysł na wykorzystanie muzyki w spektaklu – wielkie brawa dla osób odpowiadających za oprawę muzyczną i przygotowanie wokalne – Jakuba Pawlika i Magdaleny Czuby.

Moją uwagę podczas spektaklu zwróciło także fenomenalne wykorzystanie światła. Szczególnie trafionym pomysłem wydaje mi się wykorzystanie nie tylko możliwości reflektorów, ale także światła z rekwizytów i scenografii np. lampy biurowej czy wnętrza lodówki. Uzyskane w ten sposób efekty są nie tylko interesujące dla oka, ale też bardzo dobrze korespondują z emocjami jakie aktorzy pokazują nam na scenie. Jeśli chodzi o kostiumy to nie można im niczego zarzucić, są skromne, ale adekwatne do stylu spektaklu. Zwłaszcza te kobiece zasługują na pochwałę, ich estetyka z pewnością urzeknie nie jednego. Za reżyserię światła, kostiumy i scenografię odpowiadali Sonja Marczewski i Marek Idzikowski. Z dwiema pierwszymi kwestiami, jak już mówiłam, poradzili sobie bardzo dobrze. Niestety, tego samego nie mogę powiedzieć o scenografii. Była ona dość uboga, co samo w sobie oczywiście nie jest wadą i pasowałoby z resztą do stylistki całości, a przy tym miałam wrażenie, że jej potencjał nie został do końca wykorzystany. Bazę scenografii stanowiła ruchoma ściana i ona faktycznie się sprawdziła zarówno pod względem praktycznym jak i symbolicznym, ale poza nią dla wielu drobnych elementów scenografii (a w szczególności dla kwiatów w doniczkach) nie widziałam uzasadnienia, tym bardziej, że oprawa całości jest dość mocno oszczędna. Nie jest to oczywiście duża wada, po prostu moim zdaniem mogło być lepiej.

Słowem podsumowania, „Listy na (nie) wyczerpanym papierze" to spektakl, którego nie można nie cenić. Cenić trzeba aktorskie jak i muzyczne umiejętności aktorów, cenić trzeba samą oprawę muzyczną (tym bardziej, że jest na żywo), cenić trzeba efekty świetlne i prostotę kostiumów. W końcu, trzeba cenić połącznie w jedną całość wielu piosenek, listów i książki. Cenić nie znaczy lubić i przez to niestety nie mogę z czystym sumieniem polecić tej sztuki wszystkim. To naprawdę trudna historia zarówno pod względem formy przekazu jak i samego przekazu, bowiem całość opiera się jedynie na emocjach, uczuciach i przeżyciach wewnętrznych dwójki ludzi.

Mimo to polecę ten spektakl wszystkim osobom o bardzo dużej wrażliwość, wszystkim, którzy fascynują się możliwościami jakie w teatrze dają światło, muzyka i głos ludzki, a w szczególności wszystkim fanom twórczości Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory.

Paulina Kabzińska
Dziennik Teatralny Łódź
24 września 2021

Książka tygodnia

Bauhaus - nauczanie/nowy człowiek
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
red. Małgorzata Leyko

Trailer tygodnia

27. Międzynarodowy Fes...
Ewa Pilawska
Artysta w kryzysie 27. Festiwal Sztu...