Nikt nie nosi Polski na barkach

„Smoleńsk Late Night Show" – reż. Jakub Zalasa – Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi

To była sobota, 10 kwietnia 2010 roku... Katastrofa smoleńska bez wątpienia wyryła się w pamięci zbiorowej Polaków jako najnowsza trauma na długiej liście traum narodowych. Tragedia te stała się szybko osią gigantycznego sporu politycznego, który po dziś dzień dzieli Polaków.

Ze względu na niewielki dystans czasowy Smoleńsk jest jednak także czymś więcej – swego rodzaju indywidualnym przeżyciem każdego człowieka, bo przecież każdy ma jakieś wspomnienie z tego dnia. Co najciekawsze, jako że spektakl powstał w ramach cyklu "Młodzi w Nowym" ukazuje to jak ludzie młodzi, którzy w 2010 roku byli dziećmi lub nastolatkami, patrzą na sprawę Smoleńska.

"Smoleńsk Late Night Show" to swego rodzaju odcinek programu telewizyjnego Conan Show, w którym prowadzący po przez ostry dowcip i czarny humor stara się przepracować, omówić i skomentować najbardziej kontrowersyjne kwestie bieżące. W odcinku o katastrofie smoleńskiej na jego kanapie zasiądą dwie pary - Alicja, stewardessa (w tej roli debiutująca Karolina Bednarek) i Mariusz, urzędnik państwowy (Łukasz Gosławski) oraz Hanna, kontrolerka lotów (Katarzyna Żuk) i Przemek, mykolog (Paweł Kos). . Jest też gość specjalny (Damian Sosnowski) - niespodzianka na dalszą część programu. Każde z nich patrzy na sprawę trochę inaczej, ma swoje priorytety. Do czego doprowadzi dyskusja o Smoleńsku poprowadzona przez sarkastycznego i charyzmatycznego Conana Barbarzyńcę (w tej roli debiutujący Bartosz Cwaliński)?

Jako, że spektakl tworzony jest w ogromniej mierze przez młodych twórców to szczególną uwagę zwrócić należy na debiuty. Karolina Bednarek i Bartosz Cwaliński sprawdzają się tu doskonale. Co ciekawe - grają dwie skrajnie różne pod względem temperamentu postacie. Cwaliński jako Conan jest bardzo charyzmatyczny, zabawny i ekspansywny scenicznie - przyciąga całą uwagę i skupia wszystkie spojrzenia. Alicja wykreowana przez Karolinę Bednarek jest z kolei bardzo stonowana, poważna, ale przez to nie mniej ciekawa. Mówi niewiele, ale za to bardzo w punkt. Oboje aktorzy radzą sobie świetnie i są zdecydowanie najjaśniejszymi punktami spektaklu. Na uwagę zasługuje także Damian Sosnowski, który ma naprawdę niesamowity głos. Jego bardzo spokojny, czasem wręcz obojętny ton początkowo wzbudzać może irytację lub rozbawienie, ale im dłużej się go słucha tym większe wrażenie robi unikalność tej kreacji. Pozostałym aktorom także nie mam nic do zarzucenia, radzą sobie dobrze - są zabawni i poruszający, ale każdy z nich na swój własny, indywidualny i unikatowy sposób.

Pod względem technicznym "Smoleńsk Late Night Show" wypada naprawdę nieźle. Scenografia jest nie tylko estetyczna, ale także funkcjonalna. Szczególnie kanapy i fotel są eksploatowane na różne sposoby - bywają przestawiane, przewracane czy odwracane, co świetnie pokazuje jak wiele na scenie można uzyskać po przez zabawę danym obiektem. Nawet pozostający w tle samolot, który z początku wydaje się nieco pretensjonalny, znajduje w spektaklu praktyczne zastosowanie. Na tle tej bardzo udanej scenografii nieco bladziej wypadają niektóre kostiumy. Oczywiście pomysł na wykorzystanie stroju orła jest bardzo ciekawy, a błyszczący złoty garnitur Conana Barbarzyńcy idealnie wyraża istotę całej jego postaci. Dlatego właśnie mam wrażenie, że kostiumy dla pozostałych postaci mogłyby być więcej niż tylko poprawne. Za scenografię i kostiumy odpowiadał Mirek Kaczmarek. Warto zwrócić też uwagę na reżyserię światła, za którą odpowiadał Bartosz Fatek, a która robi bardzo pozytywne wrażenie, szczególnie w scenie prezentacji pracy stewardessy, gdzie ciepłe światło wspaniale komponuje się z chłodnym światłem latarek, a całość dopełnia gra cieni możliwa także dzięki konstrukcji scenografii.

Krótko podsumowując stronę technicznowarsztatową – „Smoleńsk Late Night Show" to naprawdę całkiem udana premiera z dobrymi debiutami i najlepszy ze spektakli z cyklu „Młodzi w Nowym" jakie miałam okazję widzieć. Czas w końcu odpowiedzieć na kluczowe dla pytanie. Czy sztuce udało się przepracować traumę Smoleńska? W jakimś sensie na pewno tak, chociażby przez samą próbę ubrania trudnego tematu w formę komediową. Nie jest to na pewno wielkie oświecenie ani rewolucja w tej sprawie, ale spektakl zostawia widzów z kilkoma myślami wartymi głębszego zastanowienia. Dla mnie szczególnie ciekawe była dość kontrowersyjna teza o tym, że nikt z nas, Polaków, nie nosi Polski na barkach, a więc nie powinien brać na siebie całości odpowiedzialność i brzemienia z Polskością związanych.

Z jednej strony umiejętność zdystansowania się od tego co nas determinuje jest niezwykle cenna, z drugiej czy społeczeństwo to nie właśnie my i czy mówiąc społeczeństwo albo Polacy nie staramy się odciążyć się z bezpośredniej odpowiedzialności? I może tu jest właśnie punkt wyjścia? Może nie chodzi o odpowiedzialność bezpośrednią a bardziej pośrednią, o wspólne kreowanie społeczeństwa z jednoczesną umiejętnością obiektywnego spojrzenia na świat? Innym ciekawym wątkiem, który podejmuje spektakl jest próba zdefiniowania profanacji jako aktu, który nie jest zbezczeszczeniem, a jedynie zdjęciem z piedestału i oddaniem do powszechnej dyskusji bez zbędnego tabu.

Całość nasuwa na myśl konkluzję, że żeby stać się lepszymi Polakami powinniśmy po prostu stać się lepszymi ludźmi wyłamując się z próbujących nas zdefiniować schematów...że powinniśmy rozmawiać, ale rozmawiać razem, a nie przeciwko sobie.

Paulina Kabzińska
Dziennik Teatralny Łódź
20 grudnia 2022
Portrety
Jakub Zalasa

Książka tygodnia

Bieg po linie
Wydawnictwo MANDO
Maria Malatyńska, Jerzy Stuhr

Trailer tygodnia