No to zdrowie!

"Pijacy" - XII Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej Interpretacje

Para znudzonych nastolatków na scenie. Typowe podwórko. Garaże - "blaszaki" i trzepak - stały krajobraz. Widzowie powoli zajmują swe miejsca. Chłopak i dziewczyna na scenie po prostu siedzą. Niedbale, byle jak, jakby znaleźli się tu przypadkiem i w ogóle nie wiedzieli po co. Światła gasną. Aktorzy we współczesnych strojach, z nonszalancją właściwą nastolatkom, wiernie recytują tekst napisany blisko 250 lat temu! I tu niespodzianka. Nikogo to nie razi, nie dziwi i nie śmieszy. Małgorzata Zawadzka i Marcin Kalisz doskonale poradzili sobie z tekstem, stał się dla nich naturalny, ich własny. Dialog się zapętla. Ledwo kończą, już zaczynają od początku. I tak powoli wprowadzają nas w rytm opowieści o pijakach lat 70-tych XX wieku.

Jacy są pijacy w XX wieku? Okazuje się, że dokładnie tacy sami jak za Bohomolca. Wysocka pokazuje świat doskonale nam znany. Przenosi akcję z Kuflowic na miejskie podwórko, by pokazać, że wcale nie różnimy się tak bardzo od Sarmatów, z których przecież nie zawsze jesteśmy dziś dumni. Bo czym różni się zapijaczony Sarmata od zapijaczonego „macho” spod bloku? Iwroński Krzysztofa Zawadzkiego, starający się utrzymać pion na szeroko rozstawionych nogach, w szerokich spodniach (modnych w latach 70-tych), pasku z dużą sprzączką, okularach przeciwsłonecznych i z gitarą basową przy boku równie dobrze czułby się w kontuszu. Podobnie reszta kompanii, w kółko popijająca i lecząca kaca na zmianę. Skąd znamy te przysięgi: „Czynię ślub nigdy aż do zgonu życia, nie upijać się”. A jednak zaraz po chwili: „Wypiję i ja dla kompanii”? Nic zatem dziwnego, że Wysocka nie musiała zmieniać oryginalnego tekstu Bohomolca. Bo i po co? Zarzekamy się dziś podobnie, a pijemy wciąż tak samo.

Na tle zapijaczonej ferajny odcina się postać Sobreckiego (Arkadiusz Brykalski), grzeczny chłopak pieczołowicie dbający o swój cud techniki – Fiata 126 p. Ponadto wspaniała Ewa Kaim w roli Teresy - już nie taka wydelikacona jak u Bohomolca, lecz dziewczyna z werwą, o nieposkromionym charakterze. I oczywiście miejscowy padre – rewelacyjny w tej roli Roman Gancarczyk. Poruszający się na wózku inwalidzkim „ojciec chrzestny” mamrocze pod nosem (po polsku, ale równie dobrze mógłby to być włoski) i skutecznie plecie nić intryg, by ocalić piękną Teresę od drżących łap podwórkowego macho.

Motywem dopisanym przez Wysocką są wycinki gazet recytowane przez osiedlowe dzieciaki. A to jakaś libacja, a to znowu włamanie „pod wpływem”. Znamy to. Na scenę opada witryna sklepu całodobowego (solidnie okratowana), pojawia się też kilku stałych bywalców. I ten obrazek przecież nie jest nam obcy.

Komedia Bohomolca była z założenia dydaktyczna. Barbarze Wysockiej udało się jednak uniknąć moralizatorstwa. Pokazała prawdę o Polakach, jakby chciała powiedzieć: tacy byliśmy i tacy jesteśmy, nie ma się czym chwalić, ale czasem można się z tego pośmiać. Zatem pośmialiśmy się, widząc polskie realia odbite w tym krzywym zwierciadle. Nikt nie próbował nas pouczać, ani zbawiać. Dostaliśmy tylko sporą dawkę zdrowego dystansu do naszego narodowego nałogu.

Edyta Walicka
Studencki Informator Teatralny - Gazeta Festiwalowa
20 marca 2010

Książka tygodnia

Pomarli
Wydawnictwo Czarne
Waldemar Bawołek

Trailer tygodnia