Notatki do czytania

"Maria Stuart" - reż. Agnieszka Błońska - Instytut Teatralny

Kobieta, by zostać dobrym władcą, musi przestać być kobietą - jak Elżbieta I, która by zostać królową, przemieniła swą kobiecość w monstrualną dziewiczość

„Gdzie jest Maria?”

1.1 „Gdzie jest Maria” – pyta Henryk. „Gdzie jest Maria” czy „Gdzie jest Maria Stuart, królowa Szkotów”? Henryk sam jest niepewny swego królowania. To Maria przecież jest królową (czy, należałoby powiedzieć, królem), a on jedynie jej mężem. W całym dramacie Maria bezustannie nakłada i zdejmuje koronę, wyznaczając i zmieniając dystans wobec poddanych – „ludu” – oraz mężczyzn, którzy ją otaczają.

1.2 Pozycja króla dwuznaczna jest zawsze, niezależnie od płci władcy. Król „sam nie jest Godnością, ale odgrywa osobę Godności”, pisał – na podstawie średniowiecznych źródeł – Eryk Kantorowicz w klasycznej książce „Dwa ciała króla”. „Majestat Boga ukazuje się w Księciu na zewnątrz, na użytek poddanych; ale wewnątrz pozostaje to, co ludzkie”. Stąd szczególne obrzędy pogrzebowe – które w pewnym momencie przywołuje Słowacki, wkładając w usta Botwela słowa: „Widziałem w kraju Franków, gdy król wielki skona, / Postać jemu podobną wnet z wosku utworzą”. Obyczaj ten, według Kantorowicza, ma swoje początki w 1327 roku, w Anglii – „wraz z pogrzebem Edwarda II rozpoczyna się, o ile wiemy, zwyczaj umieszczania na wieku trumny «przedstawienia królewskiego»”. Moment śmierci człowieka, który jest królem, wymaga szczególnie mocnego podkreślenia nieśmiertelności jego statusu jako wcielenia „boskiej Godności”, co prowadzi do istotnego, paradoksalnego rozróżnienia: „śmiertelny król został stworzony przez Boga, ale nieśmiertelny Król przez człowieka”; wnętrze dokładnie odróżnia się od zewnętrza.

1.3 Status władcy staje się tym bardziej podejrzany, gdy król jest kobietą. Kobieta zawsze jest innością, wyjątkiem; jej kobiecość podważa tak obecną we władcy godność, jak też człowieczość. Stefan Zweig zaczyna swoją książkę „Maria Stuart” następująco: „Sześć dni miała Maria Stuart, gdy została królową Szkocji. Już od zarania spełniało się prawo jej życia: wszystkie dary losu otrzymywała zbyt wcześnie, by móc się nimi świadomie radować”. Dziś zaczęlibyśmy ją raczej zdaniem: „spełniało się prawo jej życia: urodziła się kobietą”. Koronowana w dniu śmierci ojca, Jakuba V, który pozostał niepocieszony, że sukcesja przechodzi w kobiece ręce, władzę sprawowała – po powrocie ze szczęśliwego epizodu królowania we Francji – otoczona mężczyznami, przywódcami szkockich rodów. Wyjątkowo, pozwoliła sobie na wybór męża, rzecz wówczas niespotykaną wśród kobiet wszelkich klas (o czym pisała Virginia Woolf we „Własnym pokoju”). Jedyną kobietą, z którą była związana, choć jedynie epistolarnie, była Elżbieta I. Władczynie rywalizowały ze sobą tak w dziedzinie godności majestatu, jak powodzenia wśród mężczyzn, a ostatnie w ich korespondencji pismo Elżbiety skróciło Marię o głowę.

1.4 Obierając za punkt wyjścia Freudowskie twierdzenie: „Anatomia jest przeznaczeniem kobiety”, Simone de Beauvoir w „Drugiej płci” objaśniała rolę kobiety jako Innego – chodziło jej zarówno o pozycję kobiety, jak i o fundamentalne ustrukturyzowanie rzeczywistości wokół inności. Kobieta zatem, by zostać dobrym władcą, musi przestać być kobietą – jak Elżbieta I, która by zostać królową, przemieniła swą kobiecość w monstrualną dziewiczość.

„Astrologu, wygrałeś”

2.1 Co ma znaczyć zwycięstwo astrologa? I właściwie, dlaczego chcemy znać przyszłość – by wiedzieć, co się spełni, czy też po to, by to zmienić, podważając jednak w ten sposób siłę przeznaczenia? Byłaby przepowiednia wskazaniem drogi, która tym bardziej nieuchronna, im bardziej chce się ją ominąć, czy jedynie inspiracją? W przypadku „Marii Stuart” odnieść można wrażenie, że to przede wszystkim forma terapii – oto Botwel, na skraju śmierci, żyć postanawia, dowiedziawszy się, że żyć jeszcze trzy lata może jako król. Albo jeszcze mocniej: przeznaczenie staje się alibi, musi zostać udowodnione i umotywowane zbrodnią – ku przeznaczeniu Botwel wyruszy uzbrojony w truciznę.

2.2 W wysłuchaniu przepowiedni kryje się potrzeba wpisania sypkiej ludzkiej egzystencji w spójny i przewidywalny scenariusz, a także nadzieja, że „będzie dobrze”. Akcja dramatu obejmuje wydarzenia historyczne z lat 1566–1567, zagęszczone jednak do kilku, może kilkunastu dni. Maria Stuart miała wówczas 24 lata, była wdową po królu Francji i królową tego kraju; o siłę swego królowania w Szkocji (i potencję objęcia tronu Anglii) musiała bezustannie walczyć; przestała też kochać swojego drugiego męża, Henryka. Swoją bohaterkę lokuje Słowacki pomiędzy wspomnieniem o szczęśliwych czasach francuskich a przeczuciem śmierci z ręki kata. W perspektywie widza, który zna przecież losy Marii Stuart, wszystko już się dokonało. Stąd Maria może być kobietą dojrzałą – spoglądającą na kluczowe lata swego życia z perspektywy szafotu.

2.3 Cóż może zobaczyć? Siebie w zagęszczeniu emocji, targaną sprzecznymi uczuciami, podobnie jak zresztą inni bohaterowie, którzy w jednej scenie przechodzą od rozpaczy do nadziei, od nienawiści do miłości, od modlitwy do zbrodni, od bezlitosnej zemsty do błagań o przebaczenie. Być może wszystko mogło się potoczyć inaczej – o wszystkim decyduje jednak „psychologia momentu”. Sytuacje są przesycone namiętnościami i dosłownie seksualną energią. Namiętność, gwałtowna i zmienna, jest w nich jedyną motywacją.

2.4 Taką narrację – opartą na emocjach – nazywa się „narracją kobiecą”; tak się interpretuje operę i tak się interpretuje soap operę.

2.5 Przesycone potencją zdarzenia nie mogą prowadzić ku żadnemu horyzontowi przeznaczenia ani nawet sensu – w serialu nie ma wielkiej kulminacji, za to jest nadmiar małych; niemal każda sekwencja zmierza do szczytu: zdradzi – nie zdradzi, zabije – nie zabije, wyzna – nie wyzna. A widzowie czerpią z tego satysfakcję, jak też z oglądania na scenie / na ekranie potężniejszych i bogatszych od siebie i przeżywających większe emocje, a zarazem oddających się pragnieniom zwykłych ludzi, ulegających „marzeniu, by nie być królową”, by siąść przy krosnach.

„Królowa ludzkich serc”

3.1 Przypomnę: „śmiertelny król został stworzony przez Boga, ale nieśmiertelny Król przez człowieka”; wnętrze dokładnie więc odróżnia się od zewnętrza. Innymi słowy, konstrukcja władzy ma ziemski charakter. Wyraźnie mówi o tym Botwel, gdy każe Marii udawać modlitwę, skoro ta do prawdziwej nie ma siły: „Udawaj. Jeśli Bóg nie pochwali, to człowiek pochwali”.

3.2 Lud jest wielkim – choć nieobecnym scenicznie – bohaterem dramatu. Ramę wydarzeń ustanawia z jednej strony opowieść Pazia o wystąpieniach ludu, inspirowanych oczywiście przez lordów, przeciwko królowej, z drugiej straszenie Botwela, że Maria musi przed swym ludem uciekać. Maria Stuart czuje na sobie jego spojrzenie. Konstrukcja władzy zmienia się w zależności od tego, skąd władza patrzy – lub jest patrzona. Dwór Króla Słońce obracał się wokół władcy, który znajdował się w centrum spojrzenia, skupiając władzę w sobie. Władza panoptyczna jest niewidoczna, ale przypomina o tym, że patrzy nieprzerwanie, wymuszając uwewnętrznienie ról i norm społecznych. Dziś władzę sprawują ci, którzy są widziani, a jej podstawowym medium wydaje się telewizja. Tworzy ona jednak szczególny splot współzależności – lud (widownia) przykuty jest do telewizora, ale sprawujący władzę (tak politycy, jak celebryci) przykuci są do wyników oglądalności czy popularności. Nie tylko od władców zależy, czy znajdą się w centrum uwagi.

Legenda

4.1 W czterowierszu napisanym w 1573 roku, już podczas uwięzienia, pisała Maria: „Choć plotka z biednej szydzi / I wiara moja innym zła, / Lecz Bóg, co serce moje widzi, / Świadectwo mej czystości da” (Maria uchodziła na dworze francuskim za dobrą poetkę). Taką idealną i dobrą Marię Stuart zobaczył Friedrich Schiller, którego dramat Słowacki prawdopodobnie znał, czy Józef Bohdan Zaleski (fragmenty z jego wiersza „Maria Stuart w więzieniu” brzmią niemal jak parafraza twórczości samej królowej: „Spokojnie zniosę niedolę, / Nieszczęsna wprawdzie, ale niewinna, / Za sędzię przyszłość wziąć wolę. / Nieprzyjaciółko! sroga, okrutna! / Przyszłość wytknie zbrodnie twoje” – to oczywiście zwrot do Elżbiety).

4.2 Akcja ostatniego aktu dramatu toczy się pod „wielkim hebanowym krucyfiksem”, gdzie królowa miota się między ołtarzem a zbrodnią. Z dwu legend o Marii Stuart – świętej męczennicy lub nierządnicy i awanturnicy – Słowacki wybiera drugą; jeśli jest ona męczennicą, to raczej miłości i królowania niż wiary. Religia jest tu jedynie rekwizytem sumienia, modlitwa łączy się z myślą o zbrodni, a zza krucyfiksu wyziera szydercza twarz Woltera.

4.3 Poeta zwraca też jednak uwagę na sam fakt tworzenia legendy: tak jak Bóg swoje wie i swoje osądza, tak pozór może zwieść człowieka – i stać się przyczynkiem do legendy. Tak rodzi się historia i tak powstaje poezja. Botwel mówi z szyderstwem: „Niejeden powie: «Patrzcie ma świętość anioła! Ta kobieta przed śmiercią już świętą zostanie»”. Wnętrze – samo wydarzenie, choćby i w zagęszczeniu emocji – zostaje rozdzielone od zewnętrza: spójnej opowieści. U Słowackiego brak nawet zakończenia, owej wielkiej kulminacji, zastąpionej przez kulminacje małe, na zakończenie scen i aktów. W ostatniej scenie woła Botwel: „Mario, chodź ze mną” – i może już zapaść kurtyna. Poetę w dużej części twórczości interesował nie-do-czyn; treścią dramy historycznej o Marii Stuart uczynił jej nie-do-królowanie – przedstawione w formie nie-do-wydarzenia. Ciąg dalszy nastąpi…

Juliusz Słowacki „Maria Stuart”, reż. Agnieszka Błońska, komentarz: Iwona Kurz. Instytut Teatralny, 17 grudnia 2009

7 stycznia o godz. 19. zapraszamy na „Anhellego” w reżyserii Barbary Wysockiej
Iwona Kurz, wykłada w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się historią nowoczesnej kultury polskiej, antropologią kultury wizualnej oraz problematyką gender. Autorka książki „Twarze w tłumie” o wizerunkach gwiazd filmowych w Polsce lat 1955–1969 (2005).

Iwona Kurz
Strona Kultury 20/10
2 stycznia 2010

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...