Notatki z Rosji (3)

Syberyjski festiwal - Omsk, V Międzynarodowy Festiwal Teatrów Lalek „W gościnie u Arlekina", IX 2017

Omsk jest stolicą Syberii. Ma wspaniały budynek teatru lalek, którego można pozazdrościć. I co dwa lata organizuje festiwal. Do Omska z każdej strony daleko, może dlatego Stanisław Dubkov, niezwykle prężny szef teatru i festiwalu, ściąga artystów zewsząd. Przez tydzień Syberia staje się centrum lalkarskiego świata.

W tym roku też było bogato, wystąpili lalkarze z 14 krajów, od Japonii po Brazylię, od Chin po Finlandię. Było różnorodnie, od Sasa do Lasa, jak to często na lalkowych festiwalach. W programie znalazły się przedstawienia dla najmłodszych i wyrafinowane produkcje dla dorosłych. No, ale takie jest lalkarstwo. Siedzę właśnie przez dwa dni w Toruniu, na XXIV lalkowych Spotkaniach, piszę o Omsku, bo jest podobnie. W Toruniu trzeba będzie porównać Tuliluli łódzkiego Pinokia dla raczkujących niemowląt, Szelmostwa Skapena z Opola, zdaniem twórców dla dziesięciolatków, i Dziady. Noc drugą z Wierszalina. Zupełnie jak w Omsku, tyle że na Syberii było doprawdy lalkowo, jak to jest na lalkarskich festiwalach na świecie. Nawet jeśli nie spotykamy się artystycznie, odkrywamy zawsze rozmiary lalkarskiego gatunku. No i w Omsku było tłumnie na widowniach. W Toruniu z widzami jest rozmaicie, a i lalkarskie środki wypowiedzi pojawiają się sporadycznie, jak kij bejsbolowy na stadionie piłkarskim. Zatem... wróćmy do Omska.

W tym roku też było bogato, wystąpili lalkarze z 14 krajów, od Japonii po Brazylię, od Chin po Finlandię. Było różnorodnie, od Sasa do Lasa, jak to często na lalkowych festiwalach. W programie znalazły się przedstawienia dla najmłodszych i wyrafinowane produkcje dla dorosłych. No, ale takie jest lalkarstwo. Siedzę właśnie przez dwa dni w Toruniu, na XXIV lalkowych Spotkaniach, piszę o Omsku, bo jest podobnie. W Toruniu trzeba będzie porównać Tuliluli łódzkiego Pinokia dla raczkujących niemowląt, Szelmostwa Skapena z Opola, zdaniem twórców dla dziesięciolatków, i Dziady. Noc drugą z Wierszalina. Zupełnie jak w Omsku, tyle że na Syberii było doprawdy lalkowo, jak to jest na lalkarskich festiwalach na świecie. Nawet jeśli nie spotykamy się artystycznie, odkrywamy zawsze rozmiary lalkarskiego gatunku. No i w Omsku było tłumnie na widowniach. W Toruniu z widzami jest rozmaicie, a i lalkarskie środki wypowiedzi pojawiają się sporadycznie, jak kij bejsbolowy na stadionie piłkarskim. Zatem... wróćmy do Omska.

Syberyjski festiwal nie odkrywał może nowych przestrzeni i możliwości teatralnej lalki, ale kilka pokazanych tam spektakli wartych jest uwagi. Najpierw Żywa dusza Teatru Lalek Ajstionok z Irkucka. Historia nieco à la niegdysiejszy Medyk Tomaszuka. O ubogiej dziewczynie Melanii, która pochyla się nad każdym ludzkim cierpieniem, w przeciwieństwie do bogatych i skupionych na własnych przyjemnościach i korzyściach sąsiadów, za co na końcu otrzyma nagrodę. Spektakl czerpie z najlepszych tradycji teatru inscenizacji, w którym wszystko się dodaje: atrakcyjna przestrzeń, bogata, zaskakująca, odsłaniająca wciąż nowe miejsca akcji, doskonałe aktorstwo, świetnie pomyślane i animowane lalki (bryłowate figury sąsiadów, stolikowe – głównych bohaterów), rewelacyjna warstwa wokalna (śpiew à capella), klarowny, czysty pomysł inscenizacyjny, konsekwentnie prowadzący pojawiające się wątki, w napięciu i uwadze widzów, no i na dodatek taki szamańsko-rytualny klimat całości, wciskający w fotel, fascynujący. Widziałem to przedstawienie dwukrotnie na przestrzeni ostatniego roku i drugie spotkanie jeszcze powiększyło mój entuzjazm. Reżyserem przedstawienia jest Jurij Utkin, szef artystyczny teatru, pracujący od czasu do czasu w różnych rosyjskich teatrach lalek. Bez wątpienia lalkarz, wrażliwy i rozumiejący lalkę. Żywa dusza to spektakl będący raczej podsumowaniem doświadczeń współczesnego lalkarstwa, niczego nowego nie proponuje, ale daje możliwość spotkania z mistrzowskim teatrem lalek, którego nigdy nie ma zbyt wiele.

Zaskakująca za to była prezentacja Teatru Lalek z Szanghaju, zespołu specjalizującego się w technice teatru cieni, który pokazał Opowieść o Mulan. Mulan, młoda dziewczyna, wyćwiczona w sztuce walki, dzielna i niepokorna, udaje się w przebraniu na wojnę, by bronić swojej ojczyzny. Oczywiście zwycięża i w końcu szczęśliwie wraca do rodziców. Atrakcja jednak nie w samej historii, ale w jej opowiedzeniu. Mamy niby teatr cieni, ale inny, powiększony, uzupełniony zewnętrznymi projekcjami i perfekcyjny. Ekran wypełnia całe okno sceny, ma z pewnością rozmiary min. 2 metry wysokości, 6-7 długości. Za nim, przy bardzo jasnym ledowym oświetleniu, porusza się bodaj 20 animatorów, animujących dziesiątki lalek. Niekiedy jedną płaską lalkę cieniową prowadzi kilkoro animatorów. Są perfekcyjni, doskonale zgrani i wykonują za ekranem rodzaj tańca. Na ich działania, z przodu sceny rzucane są projekcie wyświetlające sceny batalistyczne, przejazdy konnych armii, zawsze nieco przykrytych kurzem, pomniejszonych, widocznych z oddali, w różnych partiach ekranu. Projekcje obejmują też krajobrazy, ale subtelne, jakby z pastelowych miniatur, czy widoki zmieniającej się pogody. Tak więc animacja bezpośrednia wydobywa szczegóły, pierwszy plan, w tle zaś w doskonałej harmonii z główną akcją płynie fascynujący obraz wydarzeń budujących klimat opowiadanego eposu. Słyszymy wyłącznie sferę dźwięków tworzących nastrój, klimat, emocje. Tekst, w postaci krótkich prezentacji zawartości poszczególnych scen odczytujemy z ustawionego z boku sceny ekranu. To świetnie pomyślany pokaz i niezwykła prezentacja tradycyjnego chińskiego teatru cieni zderzonego z nowoczesnymi środkami współczesnych mediów.

W Omsku było więcej interesujących przedstawień, poczynając od poznańskiego Moliera, który zebrał mnóstwo nagród, ale o wszystkim się nie da.

Marek Waszkiel
Blog Marka Waszkiela
20 kwietnia 2018

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...