Nowa Huta, rok 3209

"Supernova.Rekonstrukcja" - reż: Marcin Wierzchowski - Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie

"Supernova. Rekonstrukcja" to wielofunkcyjny projekt teatralny. Mistyfikacja na paręnaście stuleci do przodu. Perfidnie wykoncypowana podróż w czasie

Z premedytacją zwlekałem z pisaniem o ostatniej w tym sezonie premierze Łaźni Nowej. Bo Marcin Wierzchowski zaproponował widzom taką czteroipółgodzinną intelektualną łamigłówkę, że po wszystkim nie obejdzie się bez dwutygodniowego chodzenia po lesie i gapienia się na jelenie. W przypadku udanej detoksykacji zostaje jeszcze jakiś miesiąc na próbę nazwania tego, czego było się świadkiem w nowohuckim teatrze. 

"Supernova. Rekonstrukcja" to nie jest zwyczajny spektakl. Wchodzisz oto sobie do teatru i okazuje się, że mamy rok 3209. Nie ma już ludzi typu homo, są jacyś neo, próbujący zrozumieć nasz świat. W miejscu Nowej Huty jest teraz jezioro. Odnalezione pod wodą pozostałości osiedli i kombinatu można zwiedzać jak park tematyczny. Gmach Łaźni Nowej zamieniono na muzeum, w podziemiach labirynt z eksponatami z przeszłości. Pracownicy muzeum tłumaczą wycieczkowiczom kontekst historyczny spektaklu, który grany w głównej sali. To rekonstrukcja widowiska z przeszłości, zrealizowana na tej samej zasadzie, jak my rekonstruujemy hipotetyczne prapremiery tragedii greckiej z V wieku p. n. e. Tak się złożyło, że za 1200 lat nie będzie można odtworzyć żadnego przedstawienia Warlikowskiego czy Klaty, ale niedoskonałe dzieło niejakiego Zsolta Zeldunga, rumuńskiego reżysera z Węgier, który w 2009 roku pracował w Łaźni Nowej i popełnił samobójstwo po nieprzychylnych recenzjach. 

Grupa naukowców wciela się więc w roku 3209 w aktorów z tamtego widowiska. Przedstawienie pokazuje splecione opowieści kilku mieszkańców Krakowa - Maryjki (mgr Rusin), młodej dziewczyny opiekującej się bezdomnymi, szukającej Chrystusa i świętości w smrodzie dziadów przykościelnych, Mag Wajpera (praktykant Kotowski) - speca od narkotykowo-seksual-no-alkoholowych bibek w europejskich stolicach, Anny Weiss (dr Waldera) twórczyni projektu Nowohuckiej Księgi Umarłych. 

Uwagę przykuwa wątek małżeństwa Wasiuków (doc. Sokołowska i prof. Ratuszniak) opiekujących się zniedołężniałą matką. Wasiukowa każdego wieczoru kona ze zmęczenia, Wasiuk rano uczy dzieci w szkole, wieczorami dorabia na taksówce. Blok, w którym mieszkają, jest schematem z białych linii na czarnej podłodze. Badacze wykazali, że reżyser Zeldung zapożyczył ten pomysł z filmu "Dogville". Wszystkim jego mieszkańcom towarzyszy uczucie zbliżającej się Apokalipsy. Nie przypadkiem z boku sceny siedzi tajemniczy demiurg (w tej roli odhibernowany niedawno niepiśmienny chłop pańszczyźniany Adamczyk). W finale wstanie i powie wstrząsający monolog o mieście jako nowoczesnej rzeźni. Wiemy już, jak nastąpił krach naszej cywilizacji, więc możemy wrócić do współczesności. Gdyby nie opakowanie science fiction i happeningowa instalacja w podziemiach Łaźni, "Supernova" byłaby kolejną typową dla młodego dramatu opowieścią o naszym byle jakim życiu. Świetnie zagranym (Rusin, Kotowski, Ratuszniak), niebanalnym literacko i chwilami tylko przetrzymanym za długo kameralnym dramatem rodzinnym. Spojrzenie z przyszłości sublimuje, uwzniośla to, czym się zajmujemy, co jest ważne, a co nieważne w epoce nowej małej stabilizacji. A jednak czuję w tym jakieś przedobrzenie, naddatek informacji i optyk. Wierzchowski zapomniał, że efektowny kostium futurystyczny nagle przytłoczy teatr. Po półtorej godzinie widz ma kłopoty z przestawieniem się na zwykły odbiór. To, co intymne, nie może się przebić. Wierzchowski prowadzi część "dogvillowską" serio, boleśnie i dotkliwie. Tymczasem my - przymusowi podróżnicy w czasie - zostaliśmy przygotowani na zupełnie inne, ludyczne emocje. Moja rada: podzielcie to sobie na dwa wieczory. Jednego dnia hasajcie po futurystycznych podziemiach, drugiego obejrzyjcie w skupieniu część naziemną

Łukasz Drewniak
Dziennik
11 lipca 2009

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia